Zakamarki wspomnień. Część 4 Piotr Hausvater ze swoimi młodymi aktorami, z archiwum Zbigniewa Chrzanowskiego

Zakamarki wspomnień. Część 4

Rozmowa Anny Gordijewskiej z aktorem, reżyserem, działaczem teatralnym dyrektorem Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie Zbigniewem Chrzanowskim.

W tym odcinku naszej rozmowy chciałabym porozmawiać o Pana latach studenckich. Jeśli się nie mylę Pan studiował na Uniwersytecie Lwowskim.

Tak. Decyzja studiów na Uniwersytecie Lwowskim być może została podjęta również pod wpływem Piotra Hausvatera, który był nauczycielem języka i literatury i który nam przybliżył literaturę polską, pokazał nam jej piękno, jej głębię. To nie było bez znaczenia dla kształtowania się pewnych upodobań. Moje marzenia teatralne, które po cichu pielęgnowałem w sobie i próba studiów w tym kierunku trochę zakończyła się na niczym dlatego, że rodzice kategorycznie nie wyrażali zgody na to, żebym pojechał do Kijowa. Wtedy żadnej uczelni teatralnej we Lwowie nie było ani studiów teatralnych. Do tego wykorzystali swoje znajomości z aktorami i pracownikami teatru, z którymi mój ojciec pracował. Wezwali mnie na poufną rozmowę i powiedzieli: wiesz, to bardzo trudny zawód, może lepiej spróbuj coś studiować we Lwowie, a później jak wszystko trochę się wyklaruje – spróbuj. Ale odradzamy ci, bo sami jesteśmy aktorami i wiemy, że to nie jest łatwa droga życia.

Gmach Uniwersytetu Lwowskiego, z archiwum Anny Gordijewskiej

Czyli tę rozmowę wyreżyserowała Pana Mama?

Tak, oczywiście (śmiech). W swoich marzeniach moja matka widziała mnie jako człowieka złączonego z medycyną, ale to odbiegało absolutnie od moich zainteresowań, więc pozostała humanistyka. Czyli literatura, język i ten najbliższy – język polski. Trafiłem pod skrzydła bardzo dobrych specjalistów, ludzi bardzo mądrych.

Którego z nich Pan zachował w pamięci?

Literaturę w czasie moich studiów wykładał prof. Edward Woroniecki, a historię języka i wszystkie zawiłości językowe prof. Michał Onyszkiewicz. Polonistyka w owych czasach miała dość ograniczony zakres, bo właściwie miała kształcić nauczycieli do szkół z polskim językiem wykładowym, ale raczej bardziej do klas początkowych, więc umówmy się, że nie były to seminaria o bardzo pogłębionych studiach nad literaturą, nad historią literatury. Raczej dość skromne, ograniczone również jeśli chodzi o postacie polskiej literatury już w realiach Związku Radzieckiego. O Norwidzie się nie mówiło, Wyspiański gdzieś tam nam tylko przemknął, symbolizm w literaturze polskiej Krasińskiego, romantyzm były również okrojone. Oczywiście, Mickiewicz, Słowacki. Ale Kraszewski był ulubionym tematem w tych planach zajęć. To nie było, oczywiście, winą naszych profesorów, tylko były to ograniczenia ściśle dyktowane z góry. Wspominam ze wzruszeniem tych profesorów. Prof. Edward Woroniecki przed wojną w ambasadzie polskiej w Paryżu był attache od spraw kultury. Opowiadał nam podczas lekcji o ekshumacji szczątków Juliusza Słowackiego kiedy podjęto decyzję o przeniesieniu jego szczątków do krypty wawelskiej w Krakowie. Opowiadał, że w ręku trzymał czaszkę Słowackiego, na której zachowały się jego bujne włosy.

Niesamowite!

Takie bardzo ciekawe wspomnienia.

Z kim Pan studiował?

Podczas tych studiów zeszliśmy się z trzech wtedy działających polskich szkół – nr 30, 24 i 10. Dołączyli do nas koledzy, którzy przyjechali z obwodu tarnopolskiego – Władysław Hercoń i Marysia Krzywa, a Danka Kseńczuk przyjechała z Łucka. To było polskie grono, nie musieliśmy uczyć się języka od podstaw, dlatego mieliśmy dość dużo wolnego czasu żeby uczęszczać na koncerty w filharmonii, żeby obserwować życie kulturalne Lwowa, które kwitło nie zważając na wszelakie wówczas ograniczenia.

Natomiast jeśli chodzi o sprawy językowe, to bardzo przedziwna, prześmieszna i bardzo sympatyczna historia polegała na tym, że na naszą grupę, która wtedy liczyła chyba około 10 osób, złożyli się sami Polacy, którzy nie musieli zaczynać od początków języka polskiego, od poznawania abecadła. Przechodziliśmy lekko przez wszystkie wstępne bariery językowe. A nade wszystko – były też lekcje wymowy i pamiętam, że prof. Onyszkiewicz zamiast głośnego czytania fragmentów prozy wprowadził czytanie na głosy, czyli na postacie komedii fredrowskich. Zaczęliśmy czytać „Zemstę”. Przecudownie bawiliśmy się podczas tego. Mój kolega Władysław Łokietko, który później był naszym teatralnym kolegą, ale również polonistą w szkole nr 24 i tam swego czasu prowadził wspaniały teatr amatorski, cudownie grał rolę Papkina. My się więc bawili i dość lekko przechodzili przez wszystkie meandry językowe i literackie.

A czym jeszcze żyli studenci w owych czasach? Jak wyglądało życie studenckie?

Moje zainteresowania cały czas krążyły wokół teatru, dookoła życia kulturalnego. Pamiętam, że z Władysławem Łokietkem zapisaliśmy się do wszystkich towarzystw kulturalnych, które działały w klubie uniwersyteckim. Do zespołu tanecznego, do zespołu dramatycznego. Skończyło się na tym, że w zespole dramatycznym byli tylko poważniejsi brani pod uwagę, a z takimi młokosami jak my nie było wiadomo co robić. Pamiętam, że wtedy teatr uniwersytecki grał głównie repertuar w rodzaju „Ożenku” Gogola albo sztuki Iwana Franki „Skradzione szczęście”. Mogliśmy tam tylko statystować i nic więcej. Byłem związany również bardzo mocno z uniwersyteckim zespołem tanecznym.

Czy Pan tańczył?

Tańczyłem i to bardzo długo i to wypełniało mi część mojego życiorysu artystycznego. Z tymi zespołami byłem na występach w Moskwie, w Kijowie, więc miałem takie dodatkowe atrakcje w swoim uniwersyteckim życiu.

z archiwum Zbigniewa Chrzanowskiego

W tamtych czasach studenci latem wyjeżdżali do kołchozów na zbieranie plonów. Pan też jeździł?

Oczywiście. Był to społeczny obowiązek i nadzwyczajny dodatek do studiów. Musieliśmy wyjeżdżać w okresie letnim. Był to obwód kirowogradzki na wschodzie Ukrainy. Tam wtedy były ogromne plantacje kukurydzy. Kukurydza wtedy była bardzo uprawiana.

Przez Chruszczowa…

Z kukurydzy można było robić wszystko, więc kilka miesięcy jeździło się na takie praktyki studenckie, co właściwie też sprzyjało poznawaniu się wzajemnemu. Powoli się wchodziło w pewne realia, nieuniknione, które wtedy nabierały szerszych zakresów, pewnej dominacji nad człowiekiem. Do pewnych obowiązków, do których człowiek ani nie był przyzwyczajony, ani nic wspólnego nie miało to z badaniem naukowym czy literackim, czy studiami. Tak zwane wykształcenie społeczne.

Pan uczył się w polskiej szkole, na uniwersytecie było grono Polaków. Ale socjalistyczna rzeczywistość była inna. Jak udało się Panu i Pana otoczeniu zachować jednak swoją tożsamość?

Myślę, że powinniśmy docenić ogromną rolę Kościoła, który był tym łączącym spoiwem. Uczestnictwo w nabożeństwach musiało być bardzo ostrożne. Uczniom, osobom studiującym groziło to pewnymi restrykcjami. Szczególnie w okresie świątecznym. Tradycja utrzymywana przez rodziny jednak ciągle była żywa i bardzo ważna w życiu Polaków we Lwowie.

A jednak kwitło coś w rodzaju polskiego życia towarzyskiego. Pewne grupy znajomych poprzez znajomych, poprzez przyjaciół zbierały się na prywatnych zabawach w domach. Małe składkowe uczestnictwo. Tam można było pośpiewać. Umówmy się, że w latach 50. słyszalność polskiego radia we Lwowie była nieomal powszechna. Poprzez piosenki, które płynęły z radia, poprzez muzykę taneczną, poprzez wszystko co można było w radiu usłyszeć można jednak było podtrzymywać tę naszą polskość nawet w małych kręgach towarzyskich i rodzinnych. Myślę, że to też w jakimś stopniu pomogło utrzymać naszą tożsamość. Spotykaliśmy się na takich prywatkach i tam poznawaliśmy się. Koledzy studiowali też w Szkole Handlowej czy na Politechnice. Na takich potańcówkach spotykaliśmy się, wymienialiśmy pewne informacje i cały czas te nasze kontakty w taki też sposób były utrwalane. Od szkolnych lat jednak nie traciliśmy kontaktu ze sobą.

z archiwum Zbigniewa Chrzanowskiego

Polacy w owych czasach nie bali się podtrzymywać swojej tożsamości.

To było bardzo ważne. Poprzez rodziny, poprzez Kościół ta sprawa przetrwania była w jakimś stopniu udana.

Przede wszystkim prym wiodła szkoła im św. Marii Magdaleny, gdyż miała najlepszą i największą salę. Odbywały się tam „wieczorki przy mikrofonie”, które były zainicjowane przez pokolenie jeszcze przedwojenne, że się tak wyrażę. Nawiązywały do kultury kapel podwórkowych czy kabaretów. Te wieczory cieszyły się ogromnym powodzeniem. Ale one były dla osób starszych, my byliśmy wtedy jeszcze bardzo młodym pokoleniem, przyglądaliśmy się temu z ciekawością i powoli dawaliśmy się porywać. Ale ogromną rolę przede wszystkim odgrywało to, że na co dzień mogliśmy słuchać polskich audycji, nie wdając się w kwestie polityczne. Przede wszystkim ważne były dla nas programy muzyczne. A jeszcze wizyty zespołów „Mazowsze”, „Śląsk”, „Błękitny jazz”, które gościły we Lwowie w słynnym Letnim Teatrze skleconym z desek, zbierały ogromne grono publiczności. Dla Polaków we Lwowie były to prawdziwie święte dni!

Dziękuje za rozmowę i do następnego spotkania. Już z niecierpliwością czekam na następne zakamarki wspomnień!

Rozmawiała Anna Gordijewska

Tekst ukazał się w nr 4 (464), 28 lutego – 13 marca 2024

„Jesteśmy polskiej kultury sztandarem”

Zakamarki wspomnień. Część 1

Zakamarki wspomnień. Część 2

Zakamarki wspomnień. Część 3

Zakamarki wspomnień. Część 5

Zakamarki wspomnień. Część 6

Zakamarki wspomnień. Część 7

Zakamarki wspomnień. Część 8

Zakamarki wspomnień. Część 9

Zakamarki wspomnień. Część 10

Zakamarki wspomnień. Część 11

Anna Gordijewska. Polka, urodzona we Lwowie. Absolwentka polskiej szkoły nr 10 im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ukończyła wydział dziennikarstwa w Lwowskiej Akademii Drukarstwa. W latach 1995-1997 Podyplomowe Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa na KUL. Prowadziła programy w polskim "Radiu Lwów". Nadawała korespondencje radiowe o tematyce lwowskiej i kresowej współpracując z rozgłośniami w Polsce i za granicą. Od 2013 roku redaktor - prasa, radio, TV - w Kurierze Galicyjskim, reżyser filmów dokumentalnych "Studio Lwów" Kuriera Galicyjskiego. Od września 2019 roku pracuje w programie dla TVP Polonia "Studio Lwów". Otrzymała nagrody: Odznaka "Zasłużony dla Kultury Polskiej", 2007 r ., Złoty Krzyż Zasługi, 2018 r.

X