Zakamarki wspomnień. Część 10 Czupurek. Jerzy Głybin (pośrodku). Z archiwum teatru

Zakamarki wspomnień. Część 10

Rozmowa Anny Gordijewskiej z aktorem, reżyserem, działaczem teatralnym, dyrektorem Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie Zbigniewem Chrzanowskim.

Rozmawialiśmy o najważniejszych spektaklach w wieloletnim repertuarze teatralnym. Chciałabym wrócić do lat 90., które przyniosły wiele zmian i przemian ustrojowych. Dla teatru stał się możliwy wyjazd do Anglii, o którym wcześniej można było jedynie marzyć.

Już w poprzednich naszych rozmowach wspominałem, że „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego graliśmy zawsze na początku każdego naszego teatralnego sezonu. Tak stało się i w 1993 roku. Obchodziliśmy 35-lecie naszego zespołu i z tej okazji mieliśmy szansę zagrać „Wesele” w Warszawie. Pamiętam, przyszła do nas wiadomość, że również działające w Londynie Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich ma zamiar zaprosić nas z okazji jubileuszu i udało nam się te wyjazdy połączyć.

Po galowym występie w Warszawie mieliśmy jeden dzień na przygotowanie i wyjechaliśmy do Anglii. Po drodze zatrzymaliśmy się w Dortmundzie, gdzie przed tamtejszą społecznością zagraliśmy naszą lwowską składankę opartą na tekstach Mariana Hemara, Witolda Szolgini i muzyce lwowskiej ulicy. Z Dortmundu przez Calais przepłynęliśmy promem i wylądowaliśmy po tamtej stronie.

Zespół Polskiego Teatru ze Lwowa w Londynie w 1993 roku. Z archiwum teatru

Dalej był Londyn i oczywiście występy w legendarnej siedzibie, która była owocem starań emigrantów, którzy po wojnie znaleźli się w Anglii. Mam na myśli POSK – Polski Ośrodek Kultury w Londynie. Wspaniała scena, wspaniała sala, gdzie odbywały się i nadal odbywają gościnne występy polskich artystów.

Co zagraliście?

Program oczywiście był przede wszystkim hemarowski. Jego jednoaktowa sztuka poświęcona Fredrze i Goszczyńskiemu „Dawny spór” otwierała nasz spektakl. To bardzo ważna sztuka, bardzo ważna historia w literaturze polskiej. A w drugiej części była składanka lwowska, za którą najbardziej tęsknili lwowiacy. Organizatorem tego wydarzenia był Andrzej Polniaszek. Spotkaliśmy tam również legendę polskiej „Wesołej Lwowskiej Fali” Władę Majewską, która serdecznie nas powitała, była na naszych przedstawieniach, dzieliła się swoimi wrażeniami i uwagami, z których też myśmy skorzystali.

Poza spotkaniami artystycznymi z Władą Majewską, które wywarły na nas szczególne wrażenie i miały szczególną wagę, nasze przedstawienia uświetnił również ostatni prezydent Polski na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski z małżonką Panią Karoliną. Kaczorowscy byli chyba dwa razy na naszych spektaklach. Mieliśmy kilka przedstawień i oczywiście prywatne spotkania po spektaklu, przy kawie, przy herbacie, przy wspólnym śpiewie. To były bardzo piękne chwile. Mamy cudowne zdjęcia.

Zespół Polskiego Teatru ze Lwowa w Londynie w 1993 roku. Z archiwum teatru

Czy byliście tylko w Londynie?

Byliśmy nie tylko w Londynie, odwiedziliśmy dwa duże miasta, w których okazało się, też są duże skupiska Polaków, przybyszów z naszych stron. To Manchester i Birmingham. Razem z nami do Anglii pojechała ówczesna prezes Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie Emilia Chmielowa i ówczesny prezes Lwowskiego Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej Stanisław Czerkas, który równocześnie był aktorem naszego teatru i w tych przedstawieniach londyńskich kreował rolę Aleksandra Fredry. Zresztą uroda Staszka Czerkasa była taka, że dosłownie można było mu dodać jakiś element, czy tam wąs, czy inne uczesanie, czy jakiś element kostiumu i on się robił momentalnie podobny do tego bohatera, o kogo nam chodziło, również bardzo podobny bywał do Gombrowicza, gdy się ubierało go w jasny garnitur.

Czyli Lwów był godnie reprezentowany i wyobrażam sobie, jakie znaczenie miało to w owe czasy dla tych stęsknionych nie tylko Lwowiaków, ale i Kresowiaków. I ta kresowa śmietanka jeszcze żyła.

Oczywiście przychodzili za kulisy, przychodzili do nas z mnóstwem pytań – a co na tej ulicy, a co przy tym domu, co w tej alei, a czy lwy stoją przed ratuszem – jak to się śpiewa w piosence? Rzeczywiście to były bardzo wzruszające chwile, myślę, że jedno z najpiękniejszych wydarzeń w historii naszego teatru.

Teatr Polski miał to szczęście, że w ciągu jego wieloletniej historii udało mu się współpracować z wybitnymi reżyserami, aktorami. Proszę opowiedzieć o tej współpracy.

Rzeczywiście to ogromne szczęście i nie przypadek, bo prawdopodobnie te spotkania wynikały z naszych propozycji artystycznych. No cóż, nie będę się chwalić, ale i z poziomu, który reprezentował nasz teatr. I tak udało mi się zaprosić do współpracy wybitnego polskiego aktora, reżysera i poetę Bogusława Kierca. Na naszym przedstawieniu warszawskim, o którym wspominałem przed chwilą, na przedstawieniu „Wesela” był obecny Adam Hanuszkiewicz.

Nasze spotkanie z Andrzejem Sewerynem podczas jego wizyty we Lwowie miało być, jak się wydawało, jedynie kurtuazyjne. Zwiedził dwa teatry bardzo ważne w historii polskiego teatru, myślę o Teatrze Skarbkowskim i o Teatrze Wielkim. Potem zwiedził naszą salkę, ze wzruszeniem wszedł na naszą niedużą scenkę. I z aktorami zagrał fragment „Fryderyk”. Tak zwane salony poezji były wtedy bardzo modne i w Krakowie, i we Wrocławiu, i w Warszawie. Zwróciłem się do Andrzeja Seweryna, mówiąc, że jest taka piękna lwowska poezja, od średniowiecza do współczesnej klasyki i czy moglibyśmy zaproponować tematycznie salon lwowskiej poezji? Bardzo chętnie się zgodził i zaprosił naszą piątkę do Warszawy. Pojechali Jadwiga Pechaty, Artur Łucyk, Wiktor Lafarowicz, Ela Lewak, Mariusz Bardyn i gościnnie razem z nami Jerzy Głybin. Wystąpiliśmy na dużej sali Teatru Polskiego w Warszawie. Po tym spektaklu pomyśleliśmy jakby o kontynuacji, że Andrzej Seweryn przygotuje coś wspólnie z nami. Pod jego kierownictwem przygotowaliśmy „Wieczór Poezji Zbigniewa Herberta”. Cudowne chwile. Po Herbercie, po tej współpracy, zagraliśmy na dużej scenie Teatru Polskiego kolejny nasz jubileuszowy spektakl, czyli komedię Mariana Hemara „Dwaj Panowie B”.

Szewcy. Pośrodku Stanisław Melski. Fot. Bartosz Frątczak

Nie sposób nie wspomnieć bardzo ciekawej, bardzo powiedziałbym odpowiedzialnej pracy ze Stanisławem Melskim, aktorem Teatru Polskiego we Wrocławiu. Wprowadziliśmy do naszego repertuaru niełatwą sztukę, niełatwą w odbiorze, niełatwą właściwie dla widza, który – no, powiedzmy – nie jest wykształcony na spektaklach dramaturgii polskiej, a mówię w tej chwili o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu. Czyli „Szewcy” – sztuka rewolucyjna, sztuka wspaniała, mówiąca właśnie o zmianach w pojęciach społeczności, o rewolucji, o ofiarach rewolucji, właściwie bardzo aktualna i bardzo współczesna na dzień dzisiejszy. Odpowiedzialna i ważna. Nie wiedzieliśmy jak widz lwowski przyjmie taką propozycję. Ale przyjął, jest przecież wykształcony na współczesnej dramaturgii w naszym repertuarze – na Mrożku, na Różewiczu. Stanisław Ignacy Witkiewicz dotarł również do naszego widza i ludzie bardzo, bardzo sobie chwalili i powiedzieli, że to bardzo ważna sztuka, którą mogli oglądać w teatrze.

Warto też dodać, że wspaniale układa się współpraca z Jerzym Głybinem, który pochodzi ze Lwowa. No właśnie on całą duszą, całym sercem jest lwowianinem. Jest aktorem Teatru Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. I jest aktorem bardzo zajętym, ponieważ poza aktorstwem prowadzi lekcje w szkole muzycznej – mistrzostwo aktora i dykcji, więc trudno wstrzelić się w jego wolne chwile. Tym niemniej udało nam się i w jego reżyserii zagraliśmy wspaniałą bajkę, która właściwie jest bajką polityczną. Myślę tutaj o „Czupurku” Benedykta Hertza ze wspaniałymi kostiumami śp. Helenki Jacyno. Myślę, że przywołanie tych naszych bardzo jednak wybitnych z teatrem współpracowników jakby podnosi poziom naszej pracy, a równocześnie dla każdego z moich kolegów kontakty z kimś innym, z innym charakterem, innym sposobem pracy wzbogacają cały nas życiowy repertuar.

Bogusław Kierc. fot. Anna Gordijewska / Nowy Kurier Galicyjski

Z kim jeszcze teatr współpracował i współpracuje nadal?

Mamy bardzo ciekawą i powiedziałbym owocną współpracę z aktorem teatru w Radomiu Piotrem Kondratem, który zresztą jest uczniem Bogusława Kierca. Ten kontakt był dość nieprzypadkowy i bardzo, bardzo oryginalny. Bardzo chciałem zrealizować jedną z najpiękniejszych pozycji polskiej literatury średniowiecznej. Mówię tutaj o Mikołaju z Wilkowiecka i „Historyji o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim”. Zwróciłem się do Bogusława Kierca z propozycją i prosiłem go bardzo, żeby zagrał rolę Chrystusa. Bo wiem, że kiedyś w innych spektaklach grał. Początkowo Bogusław Kierc wyraził zgodę i ja już byłem uskrzydlony, ale potem zatelefonował do mnie i powiedział, że terminy jego poprzednich zobowiązań tak się skomplikowały, że niestety, po prostu fizycznie nie da rady, chyba że będziemy odkładać na jakieś dalsze lata tę propozycję. A mnie bardzo zależało, żeby jak najprędzej zrealizować ten swój pomysł. „Ale ja ci coś poradzę” – powiedział. I po chwili zatelefonował. Spotkaliśmy się we Wrocławiu w kawiarni literackiej na Rynku Wrocławskim. I po chwili mówi, że zaproponuje swojego ucznia, i że on się już zgodził i z radością przystaje na naszą propozycję.

Tym aktorem był Piotr Kondrat, który obecnie i już wtedy współpracował z Teatrem Dramatycznym w Radomiu. Zapoznaliśmy się i okazało się, że znamy się już od pewnego czasu. Ale nie mieliśmy możliwości ze sobą bliżej się poznać, porozmawiać, zaś spotkaliśmy się w Kijowie. Na festiwalu teatru jednego aktora, którego dyrektorką artystyczną była Larysa Kadyrowa. Piotr był w Kijowie jako obserwator. Zapamiętałem go na towarzyskim spotkaniu, ale nie mieliśmy możliwości się poznać. Tutaj spotkaliśmy się. Ucieszyliśmy się, że właściwie znamy się już wizualnie. Przystąpiliśmy do pracy, co było bardzo niełatwe, dlatego że to człowiek pracujący w innym teatrze, z kalendarzem swoich obowiązków teatralnych. Pierwszy zjazd i pierwsze czytanie tekstu Mikołaja z Wilkowiecka odbyło się pod Przemyślem w gościnnym arboretum.

Zjechali się wykonawcy. Ze Lwowa przyjechała Jadwiga Pechaty, która w tym widowisku zagrała Matkę Chrystusa. Przyjechał Wiktor Lafarowicz, który gra jednego z kapłanów. Przyjechał z Katowic Jerzy Głybin, którego zaangażowałem do tego spektaklu. I Andrzej Warcaba, również aktor Teatru Wyspiańskiego w Katowicach, którego zaprosiłem do tej współpracy. Oni razem grają parę lucyferów w tym przedstawieniu.

Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim (od prawej Piotr Kondrat). Z archiwum teatru

I proszę sobie wyobrazić, że to trudne przedstawienie nieomal telefonicznie, nieomal korespondencyjnie składało się powoli i wreszcie w tydzień po Wielkanocy, w Niedzielę Miłosierdzia Bożego w Katedrze Lwowskiej odbyła się premiera Historyi o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim. Oczywiście na realizację tego pomysłu uzyskaliśmy zgodę księdza arcybiskupa i księdza proboszcza Jana Nikla. Poprosiliśmy ks. Krzysztofa Szeblę, który pięknie śpiewa, żeby zgodził się z nami wystąpić. On śpiewał pieśni właśnie wielkopostne, bardziej stosowne do tej akcji, co nadało przedstawieniu większego kolorytu i większej rangi. W przedstawieniu cudownie zagrał Boguś Kleban, którego niestety już pożegnaliśmy. Publiczność, która przyszła na to widowisko, była bardzo skupiona. Zostało ono również powtórzone w Przemyślu, w przepięknym kościele ojców Franciszkanów przy ulicy Franciszkańskiej.

Dziękuję serdecznie Panu za dzisiejszą rozmowę, za te wspomnieniowe zakamarki.

Rozmawiała Anna Gordijewska

Tekst ukazał się w nr 10 (470), 30 maja – 12 czerwca 2025

Zakamarki wspomnień. Część 1

Zakamarki wspomnień. Część 2

Zakamarki wspomnień. Część 3

Zakamarki wspomnień. Część 4

Zakamarki wspomnień. Część 5

Zakamarki wspomnień. Część 6

Zakamarki wspomnień. Część 7

Zakamarki wspomnień. Część 8

Zakamarki wspomnień. Część 9

Zakamarki wspomnień. Część 11

Anna Gordijewska. Polka, urodzona we Lwowie. Absolwentka polskiej szkoły nr 10 im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ukończyła wydział dziennikarstwa w Lwowskiej Akademii Drukarstwa. W latach 1995-1997 Podyplomowe Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa na KUL. Prowadziła programy w polskim "Radiu Lwów". Nadawała korespondencje radiowe o tematyce lwowskiej i kresowej współpracując z rozgłośniami w Polsce i za granicą. Od 2013 roku redaktor - prasa, radio, TV - w Kurierze Galicyjskim, reżyser filmów dokumentalnych "Studio Lwów" Kuriera Galicyjskiego. Od września 2019 roku pracuje w programie dla TVP Polonia "Studio Lwów". Otrzymała nagrody: Odznaka "Zasłużony dla Kultury Polskiej", 2007 r ., Złoty Krzyż Zasługi, 2018 r.

X