Zakamarki wspomnień. Część 8 z archiwum Stanisława Kosiedowskiego

Zakamarki wspomnień. Część 8

Rozmowa Anny Gordijewskiej z aktorem, reżyserem, działaczem teatralnym dyrektorem Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie ze Zbigniewem Chrzanowskim.

Janusz Wasylkowski nazwał swoją książkę napisaną na podstawie materiałów archiwalnych zebranych przez Janusza Tyssona „Teatr z ulicy Kopernika”. Dlaczego teatr znalazł się na ulicy Kopernika?

Bo to była nasza siedziba i na szczęście jest nią nadal. Kiedy wystartowaliśmy na „miejskich” scenach, odpowiednie władze oświatowe czy kulturalne we Lwowie podjęły decyzję, że to nie może być teatr szkolny. A ponieważ fundatorem i dyrektorem teatru jest nauczyciel, najlepiej żeby ten zespół znalazł się w budynku, który nosił miano „Obwodowy Dom Nauczyciela” przy ul. Kopernika 42. Jest to dawny pałac hrabiów Bielskich. Ten budynek tętnił życiem, w nim działały nauczycielskie chóry, zespoły pieśni i tańca, studium operowe i operetkowe. Dla nauczycieli była dostępna bardzo dobra biblioteka z wieloma pozycjami i funkcjonująca bardzo sprawnie. Wielu nauczycieli chciało dokształcać się muzycznie, były zajęcia z fortepianu. Budynek Nauczyciela tętnił życiem. Organizacja pracy zespołu, żeby się dostać na próbę na scenie miała być bardzo umiejętnie regulowana. Powoli te zespoły ubywały, wykruszały się, a polski teatr ciągle tam pozostaje.

Amatorski!

Teatr wciąż trwał i jest tam po dzień dzisiejszy. Teraz jest to Teatr z ulicy Kopernika i nikt inaczej nie chce tego nazywać.

Jakie były kamienie milowe repertuaru Teatru Polskiego w latach 70. XX w.?

Chciałbym wyliczyć wszystkie pozycje repertuarowe, ale niektóre jednak były bardzo ważne, a nawet najważniejsze – pozycje, które kształciły i podnosiły poziom wykonawstwa teatru. Do takich zaliczyłbym na pewno „Sen nocy letniej” Szekspira, z przepiękną dekoracją Walerego Bortiakowa, bardzo pomysłową. Był grany nietypowo – wzdłuż sali widowiskowej. Publiczność siedziała po prawej i po lewej stronach, a myśmy grali na takim wydłużonym prostokącie.

z archiwum Stanisława Kosiedowskiego

To był jeden z pierwszych spektakli, które oglądałam i zapamiętałam. Do dziś mam przed oczami zawieszone od sufitu tkaniny i ten podest.

Walery Bortiakow wymalował Las Ardeński na ogromnych połaciach płótna i tym płótnem jakby zamknął całą przestrzeń sceniczną razem z publicznością w tym zaczarowanym lesie.

Na początku lat 70. w zespole teatru pojawiła się duża grupa młodych, zdolnych, utalentowanych aktorów.

To byli przybysze z Polski, studenci Lwowskiej Politechniki, którzy w ramach wymiany studiowali na różnych jej wydziałach. Wśród tych młodych ludzi było sporo takich, którzy mieli szkolną przygodę z teatrem czy z muzyką. Kiedy zobaczyli plakaty na ogrodzeniu przed wejściem do Domu Nauczyciela przy ruchliwej ulicy Kopernika, to ich zainteresowało.

Czyli Teatr wzbogacił się nową kadrą…

I ta kadra pozwoliła mi zrealizować „Sen nocy letniej”. A później, kiedy przyszło do takiej pozycji jak „Stara kobieta wysiaduje” Tadeusza Różewicza, gdzie jest ogromny skład wykonawców, ta nowa kadra uzupełniła wszystkie możliwe braki, które wynikały z tego, że ktoś rozpoczynał studia w innym mieście, albo zmieniał miejsce zamieszkania. W sposób naturalny to się uzupełniało.

Dla tych polskich studentów, którzy studiowali na Politechnice Lwowskiej, była to wielka przygoda. Czy pamięta Pan ich nazwiska?

Oczywiście, wszystkich ich cudownie pamiętam. Tym pierwszym, który się zatrzymał przy tym naszym plakacie na ogrodzeniu przy ul. Kopernika, był Wiesio Kaska. On rzucił hasło wśród swoich kolegów: „słuchajcie, tutaj we Lwowie jest polski teatr!”. Przyszli na spektakl i zaczęli się zgłaszać jako potencjalni aktorzy. Wśród nich byli Staszek Kosiedowski, Andrzej Szmilewski, Piotr Pisarczyk, Mirek Czub. Stasio Kosiedowski w studenckim wykonaniu komedii Mrożka „Na pełnym morzu” zagrał wspaniale rolę Małego. Stanisław jest dla nas szczególnym skarbem. On pierwszy opublikował w Internecie ogromny materiał dotyczący historii naszego teatru.

Nadal ta strona jest dostępna: lwow.home.pl

Oprócz tego że wzbogacili nasz aktorski skład, zasłużyli się też ogromną popularyzacją naszego zespołu.

z archiwum Stanisława Kosiedowskiego

Rok 1979. „Stara kobieta wysiaduje” Tadeusza Różewicza.

Po przeczytaniu tekstu Tadeusza Różewicza „Stara kobieta wysiaduje” byłem nim olśniony. Podjąłem się realizacji tej sztuki również dlatego, że wiedziałem na pewno iż w zespole mam aktorkę która może zagrać tytułową rolę. Tą aktorką była Anna Hausvater, córka Piotra Hausvatera. Wydaje mi się, że w tej roli ona skumulowała wszystkie swoje zasoby aktorskie i doświadczenia życiowe. I potrafiła to przekazać widowni. Wspaniała kreacja! Na niej właśnie mogłem polegać i dzięki temu ta sztuka powstała i była też przez wiele lat grana. Później tę rolę przejęła Luba Lewak. Z tą rolą również była związana inna wybitna aktorka, ale to już była aktorka ukraińska – Larysa Kadyrowa. Wielka przyjaciółka naszego teatru, czołowa gwiazda lwowskiej sceny dramatycznej. Olśniona tym tekstem i też możliwościami, które aktorka może znaleźć w realizacji tej postaci. Również w mojej reżyserii zagrała tę postać, ale już w Kijowie. Grała najpierw w Teatrze im. Marii Zańkowieckiej we Lwowie, a później była aktorką sceny narodowej w Kijowie.

Dzięki temu, że wspaniałą scenografię do tego dramatu Tadeusza Różewicza zaprojektował jeden z najwybitniejszych scenografów nie tylko lwowskich, ale przede wszystkim ukraińskich i europejskich Eugeniusz Łysyk, to przyciągnęło do teatru wielką falę widzów, ludzi zainteresowanych sztuką. To było coś nowego. To było inaczej. To była jakaś nowa propozycja. To było nowatorskie spojrzenie odbiegające od tradycji repertuarowej lwowskich teatrów. Widzowie spotykali się nagle z zupełnie innym światem i z kosmiczną przestrzenią.

Kolejnym z kamieni milowych była „Kartoteka”.

Chronologicznie w naszym teatrze „Kartoteka” poprzedzała „Starą kobietę…”. Zdawałem sobie sprawę, że „Kartoteka” Tadeusza Różewicza była dla teatru polskiego w szerokim znaczeniu tego słowa – nie myślę tylko o lwowskim teatrze, lecz w ogóle o teatrze polskim jako takowym – to był absolutnie przełomowy spektakl, przełomowa dramaturgia, która przełamała bariery dawnego zwyczajnego teatru podzielonego na scenę i widza. Zacząłem od „Starej kobiety…” i po premierze od razu zacząłem myśleć o „Kartotece” i przygotowywać się do jej wystawienia. Ale jej historia przerwała się dramatycznie w 1981 roku. I do „kartoteki” mogłem wrócić dopiero po 10 latach.

Czy to prawda, że autor tekstu Tadeusz Różewicz spotkał się z zespołem teatru lwowskiego?

„Stara kobieta” triumfalnie, powiedziałbym, zawładnęła lwowską sceną, ale nie tylko, bo później graliśmy ją w Rzeszowie i zaproszono nas do Wrocławia. Przygotowywaliśmy się do spektaklu na scenie w tej chwili już nieistniejącego teatru „Kalambur” na Starym Mieście, niedaleko Uniwersytetu Wrocławskiego

Ten kto widział naszą starą „Kartotekę”, może nie wie, że akcja tego przedstawienia odbywa się na śmietnisku. Żeby taki śmietnik zrobić, potrzebna jest ogromna ilość różnych gratów, papierów itd. Z tym wszystkim przekraczaliśmy granicę i mieliśmy czasami bardzo wielkie kłopoty, kiedy pokazywaliśmy celnikom jak wygląda scenografia, a oni pytali: po co śmieci ze sobą wozicie. Musieliśmy pewne elementy tego śmietnika w workach wozić.

No więc rozłożyliśmy nasz cały „majdan” w teatrze „Kalambur” i raptem w czasie tego harmideru, tej bieganiny, szukania wśród rekwizytu tych drobnych przedmiotów, które grają ogromną rolę, wkracza na widownię autor sztuki. Tadeusz Różewicz. Dość krępy niewysoki starszy pan. Poznałem go wcześniej. Poznałem się z Tadeuszem Różewiczem dzięki pomocy kierownika literackiego Teatru Polskiego pani Marii Dębicz. Zapraszałem Tadeusza Różewicza do Lwowa na premierę sztuki „Stara kobieta wysiaduje”, ale niestety wtedy jego wizyta się nie zrealizowała. Po wielu latach „Stara kobieta…” przyjechała do Wrocławia i taż Marysia Dębicz nie wtajemniczając nas zawiadomiła autora.

Jaka była reakcja aktorów i Pana?

Myśmy wszyscy osłupieli. Ale nie było wyboru, musieliśmy rozpocząć próbę. Autor usiadł grzecznie z boku i wytrzymał tę całą naszą próbę. Skończyła się próba. Teraz „albo wóz, albo przewóz”. Tadeusz Różewicz tak delikatnie wstaje, z taką teczką chodził, wziął ją pod pachę. Wstał żeby się pożegnać z nami. Ale my oczekujemy werdyktu. Wyroku – tak bym to powiedział. A on powiedział tak: „No to proszę grać”. To dodało nam otuchy i skrzydeł. „Starą kobietę…” graliśmy jeszcze długo.

Możemy powiedzieć, że dla teatru ze Lwowa przez autora sztuki dane było fortunne zielone światło.

Ja bardzo żałuję, że tę kolejną różewiczowską propozycję nie mogliśmy autorowi pokazać. Myślę o „Kartotece”. Dla mnie bardzo ważne przedstawienie. Jako reżysera i jako aktora – kreowałem rolę bohatera tej sztuki, który właściwie leżąc w łóżku spotyka się z całym swoim życiem. Z szaf wychodzą postacie, z którymi on kiedyś był przypadkowo związany bliżej lub dalej, zaczynają przypominać mu wszystkie niewydarzone momenty życiowe. Ten bohater jest właściwie jakby osaczony przez korowód tych postaci, a nad tym wszystkim góruje chór starców, który cytuje słynne motto z „Ody do młodości” Adama Mickiewicza: „Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze, Ten młody zdusi Centaury, Piekłu ofiarę wydrze, Do nieba pójdzie po laury”. I tak piekłu wydzieraliśmy to co trzeba, żeby iść po laury do nieba (śmieje się).

Serdecznie dziękuję za te kolejne zakamarki wspomnień.

Rozmawiała Anna Gordijewska

Tekst ukazał się w nr 8 (468), 29 kwietnia – 15 maja 2025

Zakamarki wspomnień. Część 1

Zakamarki wspomnień. Część 2

Zakamarki wspomnień. Część 3

Zakamarki wspomnień. Część 4

Zakamarki wspomnień. Część 5

Zakamarki wspomnień. Część 6

Zakamarki wspomnień. Część 7

Zakamarki wspomnień. Część 9

Zakamarki wspomnień. Część 10

Zakamarki wspomnień. Część 11

Anna Gordijewska. Polka, urodzona we Lwowie. Absolwentka polskiej szkoły nr 10 im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ukończyła wydział dziennikarstwa w Lwowskiej Akademii Drukarstwa. W latach 1995-1997 Podyplomowe Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa na KUL. Prowadziła programy w polskim "Radiu Lwów". Nadawała korespondencje radiowe o tematyce lwowskiej i kresowej współpracując z rozgłośniami w Polsce i za granicą. Od 2013 roku redaktor - prasa, radio, TV - w Kurierze Galicyjskim, reżyser filmów dokumentalnych "Studio Lwów" Kuriera Galicyjskiego. Od września 2019 roku pracuje w programie dla TVP Polonia "Studio Lwów". Otrzymała nagrody: Odznaka "Zasłużony dla Kultury Polskiej", 2007 r ., Złoty Krzyż Zasługi, 2018 r.

X