Medaliki – skarby sprzed lat. Część 2 Medaliki Częstochowskie i Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, ze zbiorów autorki

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 2

Medaliki Częstochowskie i Matki Boskiej Nieustającej Pomocy

Praca z cennymi i zabytkowymi przedmiotami przypomina czasem rozwiązywanie łamigłówki. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie da się zidentyfikować bardzo zniszczonych przedmiotów. Zbyt długo leżały w ziemi. Jednak w większości przypadków znajduję jakiś trop, który pozwala określić, jaki to medalik. Czasem jest to kilka liter napisu, które widać dopiero na zdjęciu i to w znacznym zbliżeniu lub odwrotnie – oddaleniu, czasem – fragment obrazu czy sam kształt i rodzaj materiału. Po opracowaniu całej puli uzmysławiam sobie, że maryjnych medalików jest chyba najwięcej, także wśród tych najstarszych, bardzo zniszczonych. W naszej kulturze od lat zakorzeniona jest modlitwa i szczególna cześć dla Matki Boskiej, szukanie u Niej wstawiennictwa i obrony.

Nic dziwnego, że często trafiają się medaliki z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Dwa bardzo zniszczone dziewiętnastowieczne medaliki trudno było zidentyfikować. Udało mi się odczytać część napisu na jednym z nich i zaraz znalazłam taki medalik w katalogach. Okazało się, że jest to dość popularny wzór! Medaliki są ze stopu o dużej zawartości żelaza, z cienkiej blaszki, niemalże idealnie okrągłe o brzegach, dekorowanych prostym perełkowatym wzorem. Mają jednak zaskakująco toporne wykonanie postaci, z wyraźnymi koronami i bardzo schematycznymi szczegółami twarzy i rąk, a na obwodzie napis S. MARIA CZESTOCHOVIENSIS. Z drugiej strony jest przedstawienie Trójcy Przenajświętszej, gdzie Bóg Ojciec trzyma przed sobą Pana Jezusa na krzyżu, a na dole, przy samym kraju medalika, nie na górze, jak zazwyczaj, przedstawiony jest Duch Święty w postaci gołębia. Gołąb jest malutki, ustawiony bokiem, ma złożone skrzydła, trudno go nawet dostrzec nad stylizowanymi chmurkami. Odczytanie rewersu tego medalika było jednym z najtrudniejszych zadań. Wydawało się, że nie będę potrafiła zidentyfikować, co to za obraz, nie był podobny do żadnych znanych mi kompozycji świętych obrazów, które by mogły być przedstawione na rewersie maryjnego medalika. Dołączyłam więc zdjęcie z katalogu do zdjęć naszych zniszczonych medalików.

Inny, nowszy i dobrze zachowany medalik krakowskiej firmy Kasprzykiewicz i Szmakfefer jest z cieniutkiej aluminiowej blaszki, a więc ma tylko około stu lat. Nad przedstawieniem Jasnogórskiej Madonny umieszczono napis: Matka Boska Częstochowska Królowa Korony Polskiej, część słów zastąpiono skrótami, a na rewersie jest Ukrzyżowany Pan Jezus i napis: Święty Boże zmiłuj się nad nami oraz sygnatura firmy. Jest jeszcze jeden częstochowski medalik – nieduży, ze stopu o zawartości żelaza. Wokół częstochowskiego obrazu jest napis po polsku, a na drugiej stronie udało się odczytać kilka liter napisu i wyraźnie widać dwie stojące sylwetki z nimbami. Być może to Święta Rodzina, tylko postać małego Jezuska jest już nieczytelna?

Często trafia się medalik z przedstawieniem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Jest to jeden z najpopularniejszych obrazów maryjnych na świecie, czczony także przez chrześcijan obrządków wschodnich. Oryginał znajduje się w Rzymie, bliziuteńko bazyliki Santa Maria Maggiore, w kościele redemptorystów pod wezwaniem św. Alfonsa Maria de Ligouri, gdzie zresztą są też regularne msze święte w języku polskim. To niewielki obraz procesyjny, służący też do modlitwy osobistej, pełen symboliki, która przed wiekami była czytelna i zrozumiała dla wiernych, złożonej z kolorów, gestów, pozycji, przedstawionych atrybutów czy nawet szczegółów samej kompozycji, o których i dziś warto by przypomnieć. Nie jest pewne kto, kiedy i gdzie go namalował. Mógł powstać między IX i XII stuleciem na wschodzie – być może w Bizancjum, na górze Athos lub na Krecie, jednak bardziej prawdopodobne jest, że namalowany został dużo później, w XV lub nawet XVI wieku w kręgu szkoły wenecko-kreteńskiej. Obraz jest w typie Hodegetria, czyli Przewodniczka, gdzie Matka Boska wskazuje nam na Dzieciątko Jezus, ale nie patrzy na Niego, tylko pełne smutku spojrzenie kieruje w naszą stronę. Malutki Pan Jezus mocno tuli się do Matki, ściska jej dłoń, spogląda za siebie, jakby nagle był czymś przerażony, nawet sandał spadł Mu z nóżki. W górnej części obrazu są przedstawieni archaniołowie, którzy trzymają narzędzia Męki Pańskiej. Tło obrazu jest złote i na nim, obok wszystkich postaci, umieszczone są podpisy złożone ze skrótów greckich słów MP – ΘΥ – Maryja Matka Boga, IC – XC – Jezus Chrystus, ΟΡМ – Archanioł Michał, OΡГ – Archanioł Gabriel. Ciekawa jest też symbolika gwiazd, przedstawionych na welonie Matki Boskiej. Większa, ośmioramienna, nawiązuje do gwiazdy betlejemskiej czy też narodzin Zbawiciela, a mniejsza, w kształcie krzyża – do współudziału Matki w Jego męce.

Ciekawa jest historia obrazu, nie tylko to, w jaki sposób znalazł się w Rzymie, ale też jego ponowne odnalezienie, tym bardziej, że mamy w niej polski ślad. Ale – po kolei. Prawdopodobnie przywiózł go do Rzymu bogaty kupiec. Ponoć podczas morskiej podróży, w czasie sztormu, kiedy wydawało się, że nie ma już ratunku, kupiec wyjął obraz ze skrzyni, podróżni padli na kolana, modlili się i sztorm ucichł. Zamiast zabrać obraz do domu, jak planował, kupiec oddał obraz, który już został uznany za cudowny, do kościoła i przez 300 lat obraz był w kościele pw. św. Mateusza. Po zniszczeniu tego i około 40 innych kościołów przez wojska napoleońskie obraz zniknął, ale nie został zniszczony ani ukradziony, a trafił do małego kościółka nad samym Tybrem, gdzie przez kilkadziesiąt lat był zapomniany. Wisiał w mało widocznym miejscu, jako że w innych ołtarzach były już wówczas inne obrazy. W połowie XIX wieku, gdy na miejscu kościoła pw. św. Mateusza redemptoryści wybudowali nową świątynię, wrócił temat zaginionego cudownego obrazu i jeden z zakonników wpadł na trop zguby. Nic by może nie stało na przeszkodzie, żeby obraz wrócił na miejsce, gdyby nie to, że był bardzo zniszczony. Tutaj w historię obrazu wplata się polski wątek – w 1866 roku obraz odnowił Leopold Nowotny, urodzony w Tulczynie na Podolu, uczeń Liceum Krzemienieckiego. Większość życia spędził w Rzymie, tworzył niemalże wyłącznie prace o tematyce religijnej oraz odnawiał obrazy, jest też autorem kilku fundamentalnych prac z zakresu historii sztuki i technologii malarstwa. Cieszył się uznaniem w kręgu rzymskich elit, przyjaźnił się z księdzem Piotrem Semenenką, współzałożycielem Zgromadzenia Zmartwychwstańców, pracownię Nowotnego odwiedzali też Cyprian Kamil Norwid, Zygmunt Krasiński i Ignacy Kraszewski. Z kolei ojciec malarza związany jest z Odessą, gdzie do końca życia był nauczycielem muzyki.

Przy okazji warto też wspomnieć o założycielu zgromadzenia redemptorystów. Św. Alfons Maria Ligouri był doktorem prawa kościelnego i świeckiego, pięknie malował, miał zdolności literackie i muzyczne, to właśnie on ułożył najbardziej znaną włoską kolędę „Tu scendi dalle stelle” („Zstąpiłeś z gwiazd”). Wybrał służbę Bogu i bliźnim, by objąć opieką i wyciągnąć z nędzy materialnej, a przede wszystkim – moralnej, tych, którzy mieszkają tak niedaleko od stolicy piotrowej, a pozostają daleko od Boga.

Wraz ze wznowieniem kultu zrobiono wiele kopii obrazu, trafiały one do kościołów i do domów prywatnych, pojawiały się kolejne świadectwa o wysłuchanych modlitwach. Od prawie półtora wieku obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy jest w kościele klasztornym w Mościskach – była to pierwsza placówka na ziemiach polskich, do której redemptoryści wrócili od czasów wypędzenia przez zaborcę. Od tej pory zaniesiono tu wiele modlitw, miały miejsce cuda i uzdrowienia, między innymi – uratowanie kościoła w czerwcu 1915 roku, kiedy to Austriacy przez dwa tygodnie atakowali miasto oraz we wrześniu 1939 roku, kiedy niemiecka bomba spadła w ogrodzie klasztornym nieopodal zabranych tam kleryków i nie wybuchła. We Lwowie obraz czczony jest na Zboiskach, gdzie sanktuarium pod tym wezwaniem prowadzą księża zmartwychwstańcy.

Medaliki z przedstawieniem obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy są okrągłe, mają napis na obwodzie i, jak przystało na nasze tereny, spośród czterech medalików każdy ma napis w innym języku. Jeden ma napisy po hiszpańsku „Matko Boska Nieustającej Pomocy, módl się za mną”, a z drugiej strony wezwanie do św. Alfonsa jako patrona. Dwa medaliki (jeden z napisem po polsku, drugi – po łacinie) mają rewers z przedstawieniem Świętej Rodziny, gdzie malutki Pan Jezus jedną rączką mocno trzyma się szaty Matki, a drugą – szaty świętego Józefa, łącząc ich swoją osobą. Jest to bardzo wyraźny i mocny przekaz w odniesieniu do roli i rangi rodziny w społeczeństwie.

Jest też medalik z napisem w cyrylicy, po ukraińsku. Чудотворний образ Матері Божої Неустанної Помочі, a z drugiej strony – grecki równoramienny krzyż, otoczony wzorem roślinnym i napis „Член брацтва”. Chodzi o Bractwo założone w Stanisławowie w 1927 roku, statut organizacji został zatwierdzony przez papieża Piusa XI, a działało ono pod opieką oo. redemptorystów i miało za zadanie szerzenie kultu maryjnego oraz ożywienie życia duchowego w parafiach. Ciekawe, że znalazłam w katalogach identyczny medalik z prawosławnym krzyżem i z napisem po rosyjsku oraz taki sam, też z prawosławnym krzyżem, ale z napisem w języku polskim.

Krystyna Adamska

Tekst ukazał się w nr 5 (465), 14 – 27 marca 2024

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 1

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 3

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 4

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 5

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 6

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 7

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 8

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 9

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 10

X