Medaliki – skarby sprzed lat. Część 4

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 4

Medalik z Milatyna i z wileńskich Śnipiszek

Mam na warsztacie kilkadziesiąt medalików, znalezionych w okolicach Lwowa przy okazji prac poszukiwawczych. Mają trafić do muzeum, najpierw jednak trzeba je zidentyfikować i opisać, a nie zawsze jest to łatwe, bowiem najczęściej są one bardzo zniszczone. Łatwo jest określić bardzo popularne, typowe dla naszych terenów, wystarczy nawet drobny zachowany szczegół, ale czasem trafiają się takie, które musiały przywędrować z daleka albo też były produkowane w małych ilościach.

Bardzo się cieszę, kiedy trafia się medalik z lokalnego sanktuarium. Wśród kilkudziesięciu opisywanych jest zaledwie kilka takich. Najczęściej są to medaliki maryjne, a tylko dwa, niezwykle rzadkie, związane są z męką Pana Jezusa. Jeden jest z Ziemi Lwowskiej, z Milatyna, a drugi – z Wilna.

Nowy Milatyn położony jest ok. 50 km na północny wschód od Lwowa, sanktuarium milatyńskie było bardzo znane i popularne na naszych terenach, dlatego nie zdziwiłam się, że wśród znalezionych znalazł się medalik stamtąd. Pielgrzymowano do sanktuarium i ze Lwowa, i z pobliskiego Buska, z Kamionki czy okolic. Przybywali wierni obydwu obrządków, by ostatni odcinek drogi, już na terenie sanktuarium, przebyć na kolanach, w modlitewnym skupieniu i w końcu, przed cudownym obrazem zanosić swe prośby czy składać podziękowania. Najwięcej wiernych przybywało, rzecz jasna, w czasie odpustu, czasem aż 40 tysięcy, zbudowano nawet specjalne krużganki, które dawały ochronę przed deszczem i mogły pomieścić ok. 2 tysięcy pątników. Odpust obchodzony był 14 września, w dniu Podwyższenia Krzyża Świętego. Po raz ostatni – w 1939 roku, w obliczu nawały niemieckiej, ale też na kilkadziesiąt godzin przed inwazją sowiecką. Tak łatwo jest nam dziś zrozumieć warunki i nastrój tego ostatniego odpustu, wczuć się w atmosferę tego okresu, tego odpustowego dnia, pewnie treść modlitw i nastrój były bardzo podobne do dzisiejszych.

Milatyński obraz Pana Jezusa Konającego pochodzi z Rzymu, ok. 1700 roku przywiózł go dominikanin o. Józef Mocarski i dał w prezencie swej krewnej – Joannie Krzeczowskiej z okazji jej ślubu z pułkownikem Popławskim. Wizerunek cierpiącego Chrystusa przez kilkadziesiąt lat był w domu potomków pani Joanny, przechodząc z pokolenia na pokolenie. W 1745 roku stał się cud – wyzdrowiał konający Jasio Sobieszczański, kiedy zrozpaczona matka włożyła mu obraz do łóżeczka. W dowód wdzięczności właściciele obrazu ozdobili głowę Pana Jezusa srebrną koroną i serduszkiem u boku oraz przenieśli obraz do domowej kapliczki. Wieść o cudzie błyskawicznie rozniosła się po okolicy, do obrazu zaczęli przybywać ludzie, oddając cześć konającemu Chrystusowi. Zdarzało się, że od obrazu biła poświata, czy na jego powierzchni pojawiała się krew. Przyjeżdżały komisje kościelne, prowadzono badania, by w końcu na mocy dekretu arcybiskupa lwowskiego Mikołaja Wyżyckiego obraz z kapliczki w Nowym Stawie został uroczyście przekazany do kościoła w Milatynie i oddany pod opiekę oo. karmelitów. Dalsza historia obrazu – to liczni pielgrzymi, żarliwe modlitwy i wysłuchane prośby, o których świadczyły liczne wota, a nad wotami wymowny krótki napis po łacinie: „Uczynił moc swoim ramieniem”. W okresie zaborów władze austriackie wyrzuciły karmelitów z Milatyna, przy okazji ograbiając kościół i klasztor, nie tknęły jednak obrazu i sanktuarium nadal istniało. Przestało istnieć po II wojnie światowej, kościół odebrano wiernym. Obraz jednak ocalał z wojennej pożogi, obecnie jest w Krakowie, w kościele św. Wincentego a Paulo na Kleparzu. Po upadku bezbożnego systemu kościół milatyński oddano wiernym obrządku prawosławnego, a oni wystarali się o umieszczenie kopii cudownego obrazu w dawnym sanktuarium. Rzymskokatolickie sanktuarium milatyńskie zostało odrodzone w Kamionce Strumiłowej (obecna nazwa – Kamionka Buska) w pięknym neogotyckim kościele św. Anny.

Duży okrągły aluminiowy medalik ma urwane uszko, a zamiast niego dość topornie, najpewniej gwoździem, przebity otwór. Z jednej strony jest kopia cudownego obrazu i modlitwa: „O Mój cudowny w Milatynie Boże, niech mnie Twa łaska w potrzebie wspomoże”, a z drugiej strony – Matka Boska w swym Częstochowskim wizerunku i napis w otoku. Medalik jest mosiężny, bardzo starannie wykonany, na kopii milatyńskiego obrazu widać strużki krwi, spływające z boku i z dłoni Pana Jezusa oraz z miejsc, gdzie są przybite ręce. Napis na tabliczce na krzyżu jest czytelny, dokładnie widać palce rąk i nóg oraz kosmyki włosów. Szaty na częstochowskim obrazie są pokryte misternymi ornamentami, a napisy wykonane ozdobnym pismem.

Kolejny medalik jest z Wilna. Jest niewielki, aluminiowy, pochodzi z okresu międzywojennego. Z jednej strony ma najsłynniejszy wileński obraz – Matki Boskiej Ostrobramskiej i napis Matka miłosierdzia, a z drugiej – przedstawienie mało znanej, a nawet zapomnianej i na pewien czas utraconej figury Pana Jezusa ze Śnipiszek. Rzeźba ta słynęła z cudów, uwieczniona była na litografiach, obrazkach i medalikach.

Śnipiszki są w samym centrum miasta, na prawym brzegu Wilii, tuż przy Zielonym Moście, właśnie stąd kiedyś zaczynały się pielgrzymki na wileńską kalwarię. Na początku XVIII wieku ojcowie jezuici rozpoczęli w tym miejscu budowę kościoła pod wezwaniem św. Rafała Archanioła. Był to trudny czas – Wiek płaczu, trwogi i udręki. Od 20 lat trwała Wojna Północna, był głód i nieurodzaj, w całej Europie szalała epidemia dżumy, umierały setki tysięcy ludzi. Wówczas jezuici nie tylko nie opuścili Wilna, ale przez cały czas pomagali chorym i wspierali pozostających w niedoli. Pewnie często musieli prowadzić pogrzeby na cmentarz morowy, usytuowany na wzgórzu, tuż obok rozpoczętej budowy i żal im się zrobiło niszczejącej figury św. Jana Nepomucena, która jak zwyczaj każe – stała przy moście, tuż obok cmentarza. Zamienili starą kolumnę na okazalszą kapliczkę, ale okazało się, że i sama figura była tak bardzo zniszczona, iż nie nadawała się do ponownego ustawienia. Zamówili nową u mistrza Jana. A ten we śnie miał widzenie – ukazał mu się Pan Jezus i nakazał wyciosanie figury Chrystusa, dźwigającego krzyż, zapowiadając, że ani snycerza, ani jego rodziny żadna zaraza nie dotknie. I rzeczywiście – rodzina snycerza przetrwała epidemię, a ojcowie jezuici otrzymali figurę Chrystusa zamiast figury świętego Jana Nepomucena. Zakonnicy nie byli zbyt zadowoleni z takiego obrotu sprawy, schowali więc figurę do podziemi, gdzie przeleżała ponad rok, a może leżałaby jeszcze dłużej, gdyby nie pewne zdarzenie. Mówią, że jeden z braci zakonnych zszedł kiedyś samotnie do podziemi i usłyszał słowa: „Dopókiż więzić mnie będziecie w tej jaskini?” Nie było w podziemiach nikogo, słowa przypisano figurze Pana Jezusa i w maju 1720 roku uroczyście wprowadzono rzeźbę Jezusa pod Krzyżem do kapliczki na wzgórzu śnipiskim.

Tak rozpoczęła się historia uzdrowień i innych cudownych łask Bożych na Śnipiszkach, historia, która trwała ponad 200 lat. W latach 50. XX w. władze sowieckie zburzyły kapliczkę, a rzeźba zaginęła, przypuszczano, że została zniszczona, wydawało się nawet, że już o niej zapomniano. Jednak w 2017 roku niespodziewanie znaleziono Śnipiskiego Chrystusa w podziemiach kościoła św. Rafała Archanioła, odrestaurowano, ale rzeźba nie wróciła na stare miejsce, a przekazano ją do Muzeum Dziedzictwa Kościelnego, do dawnego kościoła św. Michała, figura została wyeksponowana w dawnej zakrystii. Może jeszcze kiedyś wróci na miejsce, na Śnipiszki?

Niewielu wilnian wie o kapliczce, a o cmentarzu morowym pewnie nikt już nawet nie pamięta. Miasto już zdążyło przyzwyczaić się do nowej aranżacji przestrzeni. Trudno nawet określić dokładnie, gdzie był cmentarz, a gdzie stała kapliczka – część wzgórza zniwelowano do poziomu drogi i poszerzono zakręt z ulicy Kalwaryjskiej na nabrzeże. Dobrze, że są stare zdjęcia i ryciny kapliczki z wieżami kościoła św. Rafała w tle, według nich udaje mi się odtworzyć dawną topografię tego miejsca.

Mówi się o planach odbudowy kapliczki, nawet, jeśli trzeba ją będzie ustawić niedokładnie w tym samym miejscu, mogłaby stanąć trochę bliżej kościoła. Wilno ma już pewne doświadczenie w tym temacie – niedawno odbudowano kapliczkę na Antokolu przy kościele świętych Piotra i Pawła, też w troszkę innym miejscu. Może uda się i na Śnipiszkach?

Krystyna Adamska

Tekst ukazał się w nr 7 (467), 15 – 28 kwietnia 2024

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 1

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 2

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 3

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 5

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 6

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 7

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 8

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 9

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 10

X