Medaliki – skarby sprzed lat. Część 1

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 1

Cudowny medalik i praskie Dzieciątko Jezus

Nie raz zdarzyło się, że praca zainteresuje mnie bardziej, niż spodziewałabym się, że krok po kroku odsłaniać będzie przede mną kolejne szczegóły, z których zacznie powstawać ciekawy materiał. Tym razem dostałam do skatalogowania kilkadziesiąt medalików, które miały trafić do muzeum. Zostały znalezione w trakcie ekspedycji poszukiwawczych w okolicach Lwowa na polach i łąkach, na pustkowiach, w lasach czy ogrodach.

Wydawało by się – prosta czynność – identyfikacja obrazu i materiału, datowanie, stan zachowania. Niemalże rutynowe badanie wciąga i zmienia się w pracę odkrywcy, tym bardziej, że pracuję z przedmiotami, które w naszej kulturze mają szczególny status. Pojawiają się ciekawe spostrzeżenia – takie a nie inne medaliki trafiają mi się najczęściej, a znów inne musiały przywędrować z daleka – jako pamiątka z wyjazdu, czy może zgubił je ktoś z przyjezdnych? A może przywędrowały tu z żołnierzami w czasie którejś z wojen?

Medaliki są czymś bardzo osobistym – dostaliśmy je na chrzcie, czasem też przy okazji przystąpienia do kolejnych sakramentów, a czasem ktoś przywoził sobie taki czy inny krzyżyk bądź medalik z odpustu czy pielgrzymki, ktoś dostawał od najbliższych, czasem od księży lub zakonnic, być może w tej trudnej chwili, kiedy wychodził na wojnę albo na tułaczkę. Taki medalik dodawał otuchy w najcięższych chwilach, był zapewnieniem, że obdarowujący modli się za obdarowanego i że sam obdarowany ma zaufać Panu Bogu.

Medalika nie traktujemy jako ozdoby czy rodzaju biżuterii i zazwyczaj nosimy je pod ubraniem. Można nawet nie zauważyć, jak go zgubimy – urwie się łańcuszek czy zapięcie lub pęknie cieniutka blaszka uchwytu. Nie wszystkie, które opisuję, zostały zgubione. Zdarza się, że ktoś zaczął nosić inny medalik i poprzedni na jakiś czas zostawiał w domu – nie było przyjęte obwieszanie się medalikami. Być może niektóre pochodzą z mogił, po których już nie ma śladu, a może – z pobojowisk. Już raczej nigdy nie dowiemy się, kto je nosił i dla kogo były bardzo drogie, ani też jak i dlaczego je stracił.

Próbuję odczytać zatarte napisy, ustalić, skąd i z jakiego okresu pochodzą. Niektóre daje się łatwo określić, inne identyfikuję na podstawie fragmentu napisu czy przedstawienia i nie mogę nawet zrobić czytelnego zdjęcia – są zniszczone wskutek chemicznego działania substancji, zawartych w glebie. Kilka medalików ma pęknięcia i ubytki, niektóre są zniekształcone przez wpływ wysokiej temperatury, a więc zostały znalezione na terenie ogniska czy pogorzeliska, po którym dziś nie ma śladu. Najwięcej jest medalików sprzed kilkudziesięciu lat, trafiają się też bardzo stare, kilkusetletnie. Oprócz znanych powszechnie i popularnych wzorców jest kilka bardzo nietypowych dla naszych terenów.

Najpopularniejsze są medaliki Matki Boskiej Niepokalanej, potocznie nazywane cudownymi.

Już od pierwszych wieków chrześcijaństwa wierzono, że Matka Boska jest wolna od grzechu pierworodnego. Dogmat w tej kwestii został jednak ogłoszony dopiero w 1854 roku, ale medaliki zaczęto wybijać już wcześniej, w roku 1830, zaraz po paryskich objawieniach Matki Boskiej św. Katarzynie Labouré. Wzór medalika z przedstawieniem objawienia rozpowszechnił się błyskawicznie i od razu pojawiło się mnóstwo świadectw o otrzymanych łaskach, nawróceniach i uzdrowieniach, nie tylko zresztą w Paryżu, który w tym okresie właściwie odszedł już od wiary. Zaczęto je nazywać „cudownymi”. Nazwa stała się tak powszechna, że zatwierdził ją papież, w ciągu pierwszych pięciu lat wybito ponad 21 milionów medalików. Cudowne medaliki wybijano również poza granicami Francji, także w Polsce, gorącym propagatorem medalika był św. Maksymilian Maria Kolbe, który nazwał go „srebrną kulą przeciwko złu”. Oczywiście sam medalik nie ma w sobie niczego z wyimaginowanej cudowności amuletu, cuda czyni wiara i modlitwa, do której mobilizuje i o której przypomina medalik. Tym razem dzieło nawrócenia okazało się tak potężne, że nazywanie go cudem jest jak najbardziej uzasadnione.

Cudowne medaliki, które mam przed sobą, są aluminiowe, a więc nie mogą być starsze, niż z końca XIX wieku. Jedne zrobione są bardzo dokładnie, inne – topornie, jakby wyszły z zużytej matrycy. A może to tylko wynik zniszczenia? Najwyraźniej zostały zrobione w odległych od siebie miejscach, świadczą o tym przede wszystkim różnice w przedstawieniu Matki Boskiej – trochę inna pozycja postaci, inny kształt pofałdowania szat, inne proporcje, nieco inny układ promieni, które spływają z dłoni Matki Boskiej. Promienie są bardzo sugestywnym przedstawieniem łask, którymi Maryja hojnie obdarza – dłuższe i bardziej wyraźne promienie symbolizują większe łaski, przeznaczone dla tych, którzy o nie proszą.

Na odwrocie medalika jest symbol Maryjny z krzyżem i dwoma sercami – Pana Jezusa i Matki Boskiej, a dookoła wieniec z gwiazd – ponoć dodał go jubiler przy wykonywaniu matrycy pierwszego medalika i tak już zostało. Pierwotnie gwiazdy na tym i innych medalikach były pięcioramienne, a na późniejszych medalikach trafiają się sześcioramienne. Prawdopodobnie jest to reakcja na zaadoptowanie pięcioramiennej gwiazdy na symbol bezbożnych idei. Dwa medaliki mają bardzo dokładnie widoczny napis: „O Maryjo bez zmazy poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”, inne – tylko część tego zwrotu modlitewnego, a jeden ma nawet ostatnie słowa zawołania ujęte w formie skrótu.

Nie wszystkie cudowne medaliki są zrobione według kanonu klasycznego. Jeden z nich, wyraźnie starszy, miedziany, ma napisy po łacinie, a na odwrocie – przedstawienie św. Alojzego i zawołanie do tego świętego jako do patrona młodzieży.

Jest i medalik z Rzymu – dokładna robota, czas nie zniszczył napisów ani uchwytu. To medalik zjednoczenia Córek Maryi, na rewersie wokół monogramu maryjnego jest napis dotyczący organizacji. Powstała ona we Francji z myślą o dziewczętach, które chciałyby w swym życiu kierować się przykładem Matki Boskiej. Włoska filia organizacji działała przy rzymskiej bazylice św. Agnieszki za Murami, dlatego postać tej świętej znalazła się na medaliku – razem z barankiem klęczy przed Niepokalaną, a obok wierni garną się do Matki Boskieji ścielą Jej pod nogi gałązki kwiatów. W otoku jest łaciński napis: Mater tuos oculos ad nos converte+ Romae +(Matko, zwróć swe oczy na nas). Takich medalików nie produkowano masowo, raczej nie kupowało się ich jako pamiątki. Prawdopodobnie dostał go ktoś, kto miał kontakt z organizacją albo nawet do niej należał. W tym jednym jedynym przypadku można by się było nawet pokusić o ustalenie, do kogo medalik mógł należeć – byłoby to możliwe, chociaż bardzo pracochłonne. Kontakty Polski z Rzymem były bardzo ścisłe, jeździło się do Wiecznego Miasta nie tylko na pielgrzymki czy po to, by poznawać historię i sztukę, ale często jechało się na dłużej – na studia czy praktyki, pomieszkiwało się u tych czy innych znajomych, by móc do woli czerpać ze skarbów u samego źródła cywilizacji i kultury.

I jeśli już wspominamy Rzym, pamiętajmy, że słynie on z najpiękniejszych obchodów święta Niepokalanej. W dniu 8 grudnia na Plac Mignelli, gdzie stoi kolumna z figurą Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej, już z samego rana wjeżdża samochód strażacki, strażacy wspinają się na ponad trzydziestometrową drabinę, by ozdobić figurę wieńcem z białych kwiatów. W południe kwiaty składa ambasada Hiszpanii, przez cały dzień przychodzą tu wierni na modlitwę i wypatrują, kiedy pojawi się papież z koszem białych róż i udzieli zebranym błogosławieństwa. W tym dniu zawsze idzie się do kościoła, ale Włosi zasiadają też do uroczystej kolacji. W niektórych regionach Włoch mieszkańcy spotykają się przy dużych ogniskach, jest nawet cicha rywalizacja o to, które miasto rozpali większe.

U nas jednak święto to nie obrosło zwyczajami i nie jest dniem wolnym od pracy, jak w Austrii, Hiszpanii, Portugalii czy we Włoszech, obchodzimy je w otoczce adwentowego oczekiwania, jednak też zawsze idziemy na mszę świętą. Tym nie mniej polska tradycja czczenia Niepokalanej sięga dużo głębiej niż data oficjalnego ogłoszenia dogmatu. Profesorowie Akademii Krakowskiej, którzy należeli do grona najwyższych autorytetów w Rzeczpospolitej, składali przysięgę, że będą działać w obronie przywileju Niepokalanego Poczęcia Matki Boskiej. W ówczesnej Polsce bardzo popularne były organizacje społeczne, zwane konfraterniami, działające przy kościołach, mające na celu pogłębianie wiary i prowadzące również działalność społeczną. Kilka spośród nich istnieje do dziś, także ta najstarsza, założona przy katedrze warszawskiej w 1669 r. Archikonfraternia Literacka, która za patronkę obrała sobie Matkę Boską Niepokalanie Poczętą. Warto przy okazji wyjaśnić nazwę „literacka” – mogli do niej należeć tylko ci, którzy umieli czytać i pisać, przy tym i po łacinie, i po polsku. Zrozumiałe jest, że podobne zrzeszenia ludzi wykształconych i oczytanych wywierały duży wpływ na świadomość społeczeństwa, a warszawska konfraternia była tylko jednym z bractw i zrzeszeń, które działały pod patronatem Niepokalanej. Pierwszy polski zakon męski, założony w roku 1673 przez ojca Stanisława Papczyńskiego – księża marianie, Niepokalaną wybrali na swoją patronkę. Kult Niepokalanego Poczęcia był w Polsce tak powszechny, że kanclerz Jerzy Ossoliński zainicjował ustanowienie Orderu Niepokalanego Poczęcia i prowadził na ten temat rozmowy z królem Władysławem IV Wazą.

Wśród znalezionych są aż dwa medaliki w nietypowym kształcie dziesięcioramiennej gwiazdy. Wytłoczone są w arkuszu blachy i ręcznie wycięte nożycami, stąd niezbyt regularny kształt i widoczne zacięcia. Jeden z nich – to medalik Matki Boskiej Niepokalanej. Jest miedziany, ramiona gwiazdy są ozdobione wzorkiem w kształcie kropek. Matka Boska ma wyraźny nimb w kształcie elipsy, chociaż na klasycznych medalikach zazwyczaj jest aureola z gwiazd. Napis jest krótszy niż zwyczajowa formuła i niestety nieczytelny, być może jest po czesku. Prawdopodobnie medalik pochodzi z Pragi, jako że w tym samym kształcie i w ten sam sposób wykonany został medalik Praskiego Dzieciątka Jezus. Jest większy, zrobiony ze stopu z zawartością srebra, ramiona gwiazdy ma ozdobione promieniami, a na odwrocie przedstawiona jest scena adoracji Przenajświętszego Sakramentu przez aniołów.

Figurka Dzieciątka Jezus jest w Pradze od XVI wieku, kiedy to przywędrowała tu z Hiszpanii. Być może figurka należała do świętej Teresy z Ávili, która zapoczątkowała w Hiszpanii kult Dzieciątka. Właśnie tę figurę zawsze woziła ze sobą podczas swych licznych podróży w celu zakładania klasztorów i w końcu podarowała ją przyjaciółce, szlachciance i damie dworu królowej hiszpańskiej, narzeczonej czeskiego szlachcica i dyplomaty, kiedy ta po ślubie miała przenieść się do Pragi. Początkowo czczono figurkę w kaplicy pałacu Lobkoviców na zamku praskim, a w 1628 córka obdarowanej przekazała rodzinny skarb ojcom karmelitom i odtąd figurka odbiera cześć w kościele Panny Marii Zwycięskiej w dzielnicy Malá Strana.

Figurka jest drewniana, pokryta woskiem, przedstawia Pana Jezusa w wieku kilku lat. Ma delikatną twarz, otoczoną pięknymi, jasnymi lokami, w jednej ręce trzyma jabłko królewskie, a drugą ma wzniesioną w geście błogosławieństwa. W zależności od okresu liturgicznego figurka jest ubierana w szaty w odpowiednim kolorze, takim samym, jak kapłańskie ornaty. Dzieciątko ma aż trzysta sukienek, zachowały się nawet te najstarsze, siedemnastowieczne. Wszystkie są uszyte z drogich tkanin, ozdobione klejnotami i są to najczęściej dary wotywne, między innymi od cesarzowej Marii Teresy czy Paolo Coehlo. Raz do roku, w pierwszą niedzielę maja, figurka jest ubierana w królewską suknię z płaszczem gronostajowym i wtedy odbywa się obrzęd uroczystej koronacji. Na tydzień przed Bożym Narodzeniem nie nakłada się szat z tkaniny, figurka jest w swojej prostej białej sukience, co symbolizuje oczekiwanie na narodzenie.

Do praskiego Dzieciątka Jezus pielgrzymują wierni z całego świata, prosząc i otrzymując wiele łask, nic więc dziwnego, że na naszym medaliku jest napis po francusku. W wielu kościołach na świecie czczone są kopie figurki, między innymi w Argentynie i na Filipinach, ale tylko tu, w Pradze, w okresie Bożego Narodzenia można zaobserwować całe pielgrzymki praskich dzieci, które uważają Dzieciątko za swego patrona. Przychodzą w grupach rówieśniczych, z klasą czy jako grupa z przedszkola, dzieci w różnym wieku z rodzicami czy dziadkami lub też większe grupy znajomych ze swoimi dziećmi – modlą się i zostawiają listy z prośbami, a wielu potem wraca, by podziękować za otrzymane łaski i wysłuchanie próśb.

Bardzo lubię sanktuarium na Małej Stranie, staram się tam wstąpić, jeśli jestem w Pradze, mimo, że kościół nie leży na uczęszczanym szlaku turystycznym. Lubię uklęknąć wśród modlących się, których tu nigdy nie brakuje, a przy okazji przyjrzeć się też pięknym rysom Dzieciątka i Jego wytwornej, kolejnej sukni. A potem, po wyjściu z kościoła – pooglądać urocze, choć tandetne figurki praskiego Jezuska w witrynach okolicznych sklepów z pamiątkami. Tylko skąd praski medalik znalazł się w okolicy Lwowa?

Krystyna Adamska

Tekst ukazał się w nr 4 (464), 28 lutego – 13 marca 2024

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 2

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 3

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 4

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 5

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 6

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 7

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 8

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 9

Medaliki – skarby sprzed lat. Część 10

X