Medalik Najświętszych Serc Pana Jezusa i Matki Boskiej oraz medaliki Szkaplerza
Mijają kolejne godziny spędzone na opisywaniu medalików, nie określiłam jeszcze kilku spośród tych, które mam od dawna, a panowie dostarczają mi kolejne. Wśród nowych trafiają się i takie, które już mam, są jednak z innego okresu i są trochę inne,co pomaga mi szerzej rozwinąć temat.
Obrazy Najświętszego Serca Pana Jezusa swego czasu można było spotkać niemalże w każdym polskim domu, były pamiątką poświęcenia rodzin opiece Najświętszego Serca. W pierwszej połowie XX wieku powstawało wiele kościołów pod tym wezwaniem, między innymi te, które na naszych terenach budowano z inicjatywy i przy wsparciu arcybiskupa Józefa Bilczewskiego. Wśród ok. 300 kościołów, zbudowanych dzięki arcybiskupowi, wiele jest pod wezwaniem Najświętszego Serca. Nic więc dziwnego, że wśród znalezionych medalików często trafiają się medaliki Serca Jezusowego, tym bardziej, że niezwykle istotny jest wkład Polski w rozpowszechnienie kultu.
Nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa łączymy najczęściej z objawieniami świętej Małgorzaty Alacoque w latach 70. XVII w., warto jednak przypomnieć, że prekursorem nabożeństwa już wcześniej był Jan Eudes, mało znany święty, uwieczniony w pięknym posągu pod samym sklepieniem nawy głównej w rzymskiej Bazylice św. Piotra. W tym samym czasie w Polsce działał ksiądz Kasper Drużbicki. Pochodził w Polski centralnej, działał w Poznaniu, spoczął zresztą w tamtejszej bazylice, ale swego czasu wykładał retorykę i poetykę w Kolegium Jezuickim we Lwowie, był też rektorem w Ostrogu. Właśnie on zainicjował obchodzenie uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa, czerwcowe nabożeństwa stawały się w Polsce tak powszechne, że w roku 1765, na prośbę polskich biskupów papież Klemens XIII zaakceptował ustanowienie liturgicznego święta Serca Jezusowego dla kościoła polskiego. Musiały minąć lata i dopiero prawie sto lat później Pius IX rozszerzył to święto na cały Kościół.
W odrodzonej Polsce kult Najświętszego Serca Pana Jezusa nadal był powszechny, wciąż budowano kościoły pod tym wezwaniem, a w 1932 roku w Poznaniu stanął nawet pomnik wdzięczności Najświętszemu Sercu. Był to akt podziękowania za otrzymane łaski i za odzyskanie Niepodległości, na pomniku widniał napis Sacratissimo Cordi – Polonia Restituta. Pomnik niestety nie przetrwał wojny…
Przetrwały medaliki. Jest ich wiele, w różnych kształtach i w połączeniu z różnymi przedstawieniami na rewersie. Najczęściej są aluminiowe, a więc już z XX wieku, okrągłe, z obrazem Pana Jezusa, otoczonym fantazyjną ramką, zza której rozchodzą się promienie. Pan Jezus ukazuje swe serce, ale nie patrzy na nie, a spogląda w naszą stronę. Nimb Pana Jezusa najczęściej jest w stylu wschodnim, z krzyżem wpisanym w okrąg.
Na rewersie pojawia się tematyka szkaplerza. Matka Boska z Dzieciątkiem jest przedstawiona jako tronująca, otoczona promieniami, ma koronę z gwiazd i berło, a Dzieciątko – koronę królewską i nimb w stylu wschodnim. Pan Jezus jedną ręką błogosławi, w drugiej zaś trzyma szkaplerz i chce go nam podać. Na jednym z takich medalików zamiast promieni jest napis „Medalik św. Szkaplerza”.
Trafiają się też medaliki, gdzie na rewersie jest Matka Boska,wskazująca na swoje serce, przebite mieczem, czasem przedstawione jest tylko samo serce Maryi, przebite siedmioma mieczami. Obraz Siedmiu Boleści może nie jest spotykany zbyt często, ale znajdziemy go nawet całkiem niedaleko, w miasteczku Skole, bliskim sercu wszystkich miłośników gór i wypraw górskich. Niewielki siedemnastowieczny obraz Matki Boskiej Siedmiu Boleści jest w kościele pod tym samym wezwaniem, na samym szczycie głównego ołtarza. Taki obraz jest i na jednym z medalików, a wokół niego napis – Najświętsza Panno Maryo Bolesna, natomiast na odwrocie – chusta św. Weroniki i napis Przypatrz się Obliczu Twego Zbawiciela. Niemalże identyczny, ale wyraźnie starszy jest żelazny medalik z napisami po łacinie. Na awersie – Mater Dolorosa ora pro nobis (Matko Bolesna módl się za nami), a na drugiej stronie wokół chusty św. Weroniki pięknym gotykiem wypisane jest: Deo di nuge vieii Jesu (Na litość boską Jezu).
Najstarszy medalik z przedstawieniem Serca Najświętszej Maryi Panny można by datować nawet na XVIII lub sam początek XIX wieku. Jest wyraźnie grubszy, ze stopu o zawartości żelaza, ma starannie wykonany uchwyt, obrócony pod kątem prostym w stosunku do płaszczyzny medalika, żeby łatwiej było przeciągnąć łańcuszek. Mimo zniszczeń czytelna jest część napisu S. Cuore di Maria. Na rewersie jest święty Józef z Dzieciątkiem Jezus i pojedyncze litery napisu St. Ioseph ora pro nobis.
Czasem trafia się medalik z misternie wykonanym rysunkiem samego Najświętszego Serca Pana Jezusa, zranionego i opasanego cierniową koroną, z bijącym w górę płomieniem miłości i w otoczeniu promieni, które tę miłość przekazują. W otoku jest napis „Najświętsze Serce Jezusa Zlituj się nad nami”. Bardzo podobny kształt i równie misterny rysunek Serca ma dziewiętnastowieczny medalik z napisem po francusku Coeur de Jesus Source de toute les grâces (Serce Jezusa Źródło wszelkich łask). Jest ze stopu o zawartości żelaza, a z drugiej strony ma, dość nietypowo – przedstawienie św. Antoniego Padewskiego z Dzieciątkiem Jezus. Być może został wybity dla któregoś z sanktuariów św. Antoniego?
Mam aż sześć prawie identycznych medalików z obrazem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Są aluminiowe, mają kształt, zbliżony do prostokąta, ale przedstawienie postaci nie jest takie samo. Widać, że każdy z medalików został wybity w innym warsztacie i każdy rzemieślnik wprowadzał zmiany do rysunku.
Pierwszy medalik jest bez sygnatury. Pan Jezus jest przedstawiony en face, w nimbie ma wkomponowany krzyż, a Matka Boska i Dzieciątko są w koronach i oboje mają w ręku szkaplerze. Na tym medaliku napisy są z obydwu stron i są umieszczone centralnie nad postaciami. Na trzech kolejnych medalikach jest sygnatura KS – warszawskiej firmy Kasprzykiewicz i Szmakfefer, która działała od 1909 roku aż do upadku powstania warszawskiego. Na pierwszym medaliku, najstarszym i najstaranniej wykonanym, na awersie jest przedstawiony Pan Jezus, ukazujący swe serce, ukazany w lekkim półobrocie, podkreślonym dodatkowo przez dynamikę fałdowania szat. Z drugiej strony jest obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem na rękach, która przybliża Dzieciątko do św. Szymona, by mogło wręczyć mu szkaplerz. Dolną część medalika zajmują ładnie wyprofilowane chmurki, więc napis jest umieszczony wzdłuż dłuższego boku. Dwa kolejne identyczne medaliki są dużo późniejsze, zrobione z cieniutkiej aluminiowej blaszki, napis Medalik Szkaplerz oraz sygnatura KS pojawiają się na obydwu stronach. Dobrze widać ciekawą dekorację nimbu w postaci koncentrycznych okręgów i wyraźnie zaznaczoną aureolę nad głową św. Szymona. Czwarty medalik ma sygnaturę JW, pochodzi z warszawskiej firmy Józefa Wasilewskiego – grawera, współwłaściciela zakładu, produkującego wyroby z mosiądzu. Medalik jest rzadkością, ponieważ zakład działał tylko 5 lat w okresie I wojny światowej i do roku 1919. Postać Pana Jezusa jest en face, jak na pierwszym medaliku, ale inny jest układ fałd szaty, napis jest skrócony do jednego słowa – Szkaplerz. Napis na rewersie jest przesunięty do góry i umieszczony symetrycznie. Ostatni taki medalik jest bardzo zniszczony, właściwie jest to tylko resztka blaszki i gdyby nie cała seria podobnych, nie dałoby się go określić.
Historia szkaplerza sięga XIII wieku i wizji św. Szymona Stocka, karmelity, kiedy to Matka Boska wręczyła mu szkaplerz jako specjalną ochronę i znak opieki. W 1910 roku papież Pius X pozwolił na noszenie metalowego medalika zamiast mniej praktycznego szkaplerza z tkaniny, stąd duża popularność takich medalików.
Sz
kaplerz przyjmuje się, zobowiązując się do przyjęcia konkretnej postawy życiowej i spełniania określonych warunków w zamian za obietnicę zbawienia, nie chodzi więc o posiadanie samego przedmiotu, a o określone zachowanie i działania, o przemianę wewnętrzną. Najbardziej znany jest właśnie szkaplerz karmelitański, szkaplerzy jest jednak ponad dwadzieścia, noszonych przez różne zgromadzenia zakonne czy bractwa, jest też tradycja łączenia szkaplerzy.
Z tej tradycji szkaplerza wywodzi się kolejny medalik, który ma tradycyjną owalną formę, klasyczne przedstawienie Pana Jezusa i napis: „Najsłodsze Serce Jezusa, bądź moją miłością”, a z drugiej strony jest misternie wyrzeźbiona monstrancja i napis: „Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament”. Rewers nawiązuje do rzadko spotykanego szkaplerza św. Norberta, który jest starszy od karmelitańskiego o ponad sto lat i został zapoczątkowany w 1128 roku. Zastępowany jest medalikiem z przedstawieniem Najświętszego Sakramentu w monstrancji, adorowanej przed dwóch klęczących aniołów. Obydwa napisy zawierają skróty niektórych słów, żeby długi napis był czytelny i mógł się zmieścić.
Dwa identyczne miedziane medaliki z XIX w. zostały znalezione w różnych miejscach. Mają uchwyt uformowany pod kątem prostym do płaszczyzny medalika, są zniszczone, ale czytelne. Z jednej strony umieszczony jest obraz Najświętszego Serca i napis Św. Serce Jezusa bądź moją miłością, a na odwrocie – podkreślony ornamentem roślinnym napis Z Twą ofiarą ofiaruję modły krzyże sprawy moje, a dodatkowo w otoku – Przyjdź królestwo Twoje. Chociaż te medaliki są nietypowe ze względu chociażby na tekst na rewersie, okazuje się, że są bardzo popularne.
Krystyna Adamska
Tekst ukazał się w nr 6 (466), 28 marca – 14 kwietnia 2024
