Medalik z Poczajowa
Czekałam na ten medalik. Przeglądałam wszystkie po kolei, przecierałam zabrudzone powierzchnie, odczytywałam napisy, aż w końcu znalazłam. Musiał się trafić spośród kilkudziesięciu, znalezionych na Ziemi Lwowskiej – do sanktuarium w Poczajowie mamy tylko sto pięćdziesiąt kilometrów, a jest to jedno z najsłynniejszych sanktuariów maryjnych. Nazywano je Wołyńską Częstochową – tak samo, jak Jasna Góra, sanktuarium poczajowskie jest na wyniosłym wzgórzu i ma długą historię. Z bliska i z daleka ludzie szli, by tu się pomodlić, zostało wysłuchanych wiele modlitw, zdarzały się cuda.
Już w ostatnich latach XII wieku w tym miejscu objawiła się Matka Boska. Zobaczyli Ją pasterze – wypasali zwierzęta domowe na łąkach Poczajowskiej Góry i nagle ujrzeli ognisty słup, a w nim Maryję. W miejscu, gdzie się pojawiła, zostawiła na kamieniu odcisk swojej stopy, a zaraz potem spod kamienia ze Stopką trysnęło źródełko. Wkrótce okazało się, że woda ma moc leczenia ran i chorób. Do źródła zaczęli przychodzić okoliczni mieszkańcy, uzdrowień przybywało, nad źródełkiem zbudowano kapliczkę i umieszczono w niej obrazek, przedstawiający cudowne objawienie Matki Boskiej.
W kolejnym stuleciu w naturalnych grotach na zboczu góry schronili się mnisi z klasztoru na Peczersku, uciekinierzy ze splądrowanego przez Tatarów Kijowa. Przychodziło coraz więcej wiernych – z modlitwami i po wodę do cudownego źródełka, ale też po radę i opiekę duchową do świątobliwych starców. Wielu opowiadało, że na górze dzieją się rzeczy niezwykłe – widywano Matkę Boską i nadprzyrodzone czy cudowne zjawiska w postaci wędrujących ogni – ich opis przetrwał w legendach, a może to była tylko fantazja bogobojnego ludu czy swoista interpretacja zjawisk atmosferycznych?
W połowie XVI wieku przejeżdżał przez Wołyń grecki metropolita Neofita, zatrzymał się we dworze Anny Hojskiej, dziedziczki Poczajowa i w podzięce za gościnę ofiarował jej obraz – niewielką ikonę w typie Eleusa, gdzie Matka Boska tuli Dzieciątko. Po modlitwie przed obrazem odzyskał wzrok krewny dziedziczki, niewidomy od urodzenia. Coraz częściej zdarzało się, że obraz promieniał nieziemską poświatą, miały miejsce kolejne uzdrowienia, więc właścicielka postanowiła przekazać obraz do świątyni, by stał się dostępny dla wszystkich – ofiarowała go klasztorowi na poczajowskim wzgórzu, zapisując też mnichom część swojej ziemi. Pół wieku później komornik krzemieniecki Teodor Domaszewski razem z żoną Ewą zbudował nad odciskiem Stopki murowaną cerkiew. Nawrócenia i uzdrowienia trwały, zaczęto prowadzić kronikę cudów, znalazł się w niej także opis zdarzenia, którego świadkami były wielkie rzesze ludzi. 23 lipca 1675 roku Turcy z Tatarami oblegali klasztor, po ludzku myśląc nie było żadnych szans na odparcie ataku. Bezbronni zakonnicy zainicjowali błagalne modlitwy, śpiewali pieśni i nagle ujrzeli, że otworzyło się niebo i Matka Boska roztoczyła nad klasztorem swój płaszcz. Widzieli ją nie tylko mnisi i ludność, ale też wrogowie – zaczęli strzelać, a strzały odwracały się i zabijały napastników. Wielu wrogów nawróciło się, a na Wołyniu długo jeszcze wspominano to wydarzenie w popularnych dumkach, kilka tekstów zostało nawet zapisanych i przetrwało do dziś.
Okres rozkwitu klasztoru przypadł na czasy, kiedy po przyjęciu unii przebywał on pod opieką oo. bazylianów. Wtedy pojawił się potężny sponsor, Mikołaj Bazyli Potocki. Nie szczędził pieniędzy, zaangażował do pracy najznakomitszych mistrzów – Jana Gotfryda Hoffmana i Piotra Polejowskiego i stworzył imponujące dzieło – wzniósł i uposażył okazałą cerkiew, godną najpiękniejszych europejskich miast, barokową, przypominającą raczej niemieckie czy austriackie opactwa, niż cerkwie w stylu bizantyjskim. Cerkiew zachwyca swym położeniem i piękną sylwetką, a oprócz głównej mieści jeszcze dwie podziemne świątynie, umieszczone na kolejnych kondygnacjach i będące oprawą świętego źródełka oraz jaskiń, w których mieszkali mnisi.
Za czasów bazyliańskich miała miejsce koronacja obrazu koronami papieskimi, do której, jak wieść niesie, mocno przyłożył się potężny mecenas. Była to jedna z najbardziej uroczystych koronacji w skali kraju. Odbyła się 8 września 1773 roku.
Obchody trwały tydzień, wzięło w nich udział ponad 100 tys. wiernych, także przedstawiciele najznamienitszych rodów, posługiwało około tysiąca duchowieństwa obu obrządków. Obstawę uroczystości powierzono pułkowi kawalerii i kompanii piechoty z zamku w Dubnie. Spodziewano się tylu wiernych, wiadomo było, że nie zmieszczą się na wzgórzu klasztornym, dlatego uroczystości odbyły się na pobliskich polach. Od klasztoru do kaplicy koronacyjnej wytyczono drogę, przystrojono ją zielenią i umieszczono po drodze pięć bram triumfalnych. Pierwszą przystrojono symbolami władzy papieskiej, z drugiej strony były dekoracje, poświęcone Ojczyźnie. Tu oprócz herbów króla i Rzeczypospolitej zostały przedstawione dwie kobiety, alegorie Polski i Litwy, stojące przed obrazem Matki Boskiej. Jedna ze słowami: „Chodź Ty i króluj nad nami” składała przed nią wieniec z berłem, a druga – koronę książęcą i mówiła: „Panuj, nad nami, Ty i Twój Syn”. Drugi łuk triumfalny dedykowany był „najchwalebniejszemu województwu wołyńskiemu” – nad herbem Wołynia, żółtym krzyżem maltańskim na czerwonej tarczy rozwijał swe skrzydła orzeł, a pod spodem był napis: „Góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną”. Po drugiej stronie był herb Potockiego – Pilawa. Kolejne łuki upamiętniały hetmanów koronnych jako dobroczyńców i obrońców ziemi wołyńskiej, duchowieństwo obu obrządków oraz zakon bazyliański. W cerkwi klasztornej urządzono 30 dodatkowych ołtarzy bocznych, by można było cały czas odprawiać msze święte.
W przeddzień koronacji, po uroczystych nieszporach, procesja z obrazem ruszyła do kaplicy. Przy łukach triumfalnych płonęły setki pochodni i śpiewały chóry, po drodze wojska oddawały salwy honorowe. Biskup ustawił obraz na ołtarzu i zabrzmiała pieśń „Pod Twoją obronę”, modły trwały aż do rana. Tymczasem w cerkwi przez całą noc księża obu obrządków spowiadali i sprawowali ciche msze święte przy ustawionych ołtarzach. W dniu Narodzenia Matki Boskiej wniesiono procesyjnie rzymskie korony, odczytano brewe papieskie i dokonano koronacji obrazu, następnie obraz zaniesiono z powrotem do cerkwi. Wciąż trwały modlitwy, odprawiano msze święte, udzielano sakramentów – przystąpiło do nich ponad 30 tysięcy wiernych, a wieczorami urządzano pokazy sztucznych ogni. Zgromadzonym wiernym rozdano 11 tys. obrazków Matki Boskiej Poczajowskiej, kilkaset książeczek i 5 tys. specjalnie wybitych w Rzymie medalików, do których przypisane były odpusty. Wiele z nich zachowało się, mają napisy po łacinie i na rewersie wymienione są imiona króla, promotora koronacji i biskupa, który koronacji dokonał. Takie medaliki, zwane koronatkami, można znaleźć w kolekcjach muzealnych, a pewnie i w kolekcjach prywatnych.
Medalik, który mam przed sobą, nie jest medalikiem koronacyjnym, jest dużo późniejszy. Poczajowska ikona przedstawiona jest klasycznie, na obwodzie ma napis w cyrylicy, a na drugiej stronie – obraz Pana Jezusa z podpisem ІС ХС. Prawdopodobnie pochodzi z początku XIX wieku, a więc jeszcze z czasów bazyliańskich. To czas, kiedy po uroczystej koronacji z bliska i z daleka pielgrzymowali na poczajowskie wzgórze pątnicy obydwu obrządków, pamiętamy, że nawet Juliusz Słowacki z niedalekiego Krzemieńca wieziony był przed oblicze Poczajowskiej Pani, by u niej szukać ochrony przed chorobą i dziękować za ocalone życie, a po latach raz jeszcze podziękował Jej w słowach pełnych zachwytu na kartach poematu „Beniowski”.
W ramach carskich represji po powstaniu listopadowym odebrano bazylianom Poczajów i sanktuarium przekazano moskiewskiej cerkwi prawosławnej. Odtąd zrobiły się modne pielgrzymki carów do Poczajowa, przekazywali oni znaczne sumy na ozdabianie sanktuarium i jego przebudowę na styl wschodni, na wzgórzu powstały nowe budowle, w tym także kolejne cerkwie.
Krystyna Adamska
Tekst ukazał się w nr 8 (468), 29 kwietnia – 15 maja 2025
