W 1937 roku Jan Henryk Rosen dostał kolejne zamówienie dekoracji polichromią świątyni katolickiej. Tym razem był to kościół parafialny pw. Świętego Ducha w małej miejscowości Lesko niedaleko Sanoka. Miasteczko liczyło w owym czasie około 4 000 mieszkańców, lecz od wieków znane było w historii Ziemi Sanockiej jako siedziba możnych rodów magnackich, mianowicie Kmitów, Stadnickich, Ossolińskich, Mniszchów, Krasickich. Fundatorem kościoła parafialnego był wojewoda Piotr Kmita.
W 1760 roku śląski architekt Gotfryd Hoffman przebudował wnętrza świątyni w stylu barokowym. W Galicji Gotfryd Hoffman był znanym i popularnym architektem, pracującym m.in. na usługach lwowskiego arcybiskupa Hieronima Sierakowskiego i hrabiego Mikołaja Potockiego (projekt budowy cerkwi pw. Uśpienia (Wniebowzięcia) NMP w klasztorze w Poczajowie).
W epoce romantyzmu w 1889 roku nadbudowano wieżę kościelną, która przybrała wygląd neoromański. Lecz wnętrze świątyni pozbawione było polichromii, co kontrastowało z wystrojem barokowym. Zwracając do J.H. Rosena ksiądz proboszcz Ludwik Paluch wychodził ze swoich skromnych możliwości finansowych, dlatego artysta opracował dość skromny projekt ozdobienia wnętrz polichromią, przewidujący wykonanie tylko dwóch malowideł figuralnych w prezbiterium i herbów fundatorów kościoła pod chórem muzycznym.
W latach 30. Rosenowi zawsze towarzyszył wierny pomocnik Kazimierz Jan Smuczak. Według wspomnień Smuczaka, mistrz powierzył mu nie tylko namalować, ale też zaprojektować owe herby. Jednak nie została zaprojektowana żadna polichromia roślinna lub geometryczna, na pewno parafia nie dysponowała większą sumą pieniędzy. Jan Henryk Rosen osobiście zaprojektował i wykonał dwa wielkie obrazy figuralne na tematy historyczne.
Zamówienie księdza Ludwika Palucha dotarło do Rosena na wiosnę 1937 roku, a już z początkiem czerwca projekt był przygotowany i rozpoczęto prace w kościele, które zostały zakończone na początku jesieni. W rezultacie kilkumiesięcznej pracy powstał oryginalny zespół malowideł ściennych, który składał się na dwa wielofiguralne malowidła, mianowicie „Chrystus w łodzi uciszający wzburzone fale” i „Hołd Maryi składają leskie stany” oraz pięć herbów kolejnych fundatorów i kolatorów kościoła: Kmitów (do 1579 roku), Stadnickich i Barzych (1580–1594), Stadnickich (1594–1769), Ossolińskich (1731–1769), Mniszchów (1769–1799) i Krasickich z Siecina (1799–1944).

W prezbiterium nad ławką kolatorską Kazimierz Smuczak namalował insygnia papieskie i paliusze kardynalskie. Mieszkańcy miasteczka z ciekawością przyglądali się pracom Rosena w świątyni, zaś mistrz swoim zwyczajem lubił z nimi porozmawiać, a niektórych zapraszał do pozowania przy malowaniu fresków. Zachowały się wspomnienia niektórych z nich. Dawny ministrant kościelny Bolesław Baraniecki opisał w prasie lokalnej swoje wspomnienia ze spotkań z artystą: „Rosen z wielkimi honorami przyjmowany był na plebanii. Zajmował on duży pokój gościnny, gdzie mieszkał i przygotowywał szkice obrazów… Był to pan już nie całkiem młody (w 1937 roku miał 46 lat), szczupły, o ujmującej powierzchowności i ciepłym, uważnym spojrzeniu. Gdy z dala kłanialiśmy się mu, nie odzywał się, ale widział nas i odwzajemniał się lekkim uśmiechem. Jednak przez długie godziny, kiedy pracował, zwykle przed obiadem, a niekiedy też po południu, był skupiony i tak zajęty swym malowaniem iż wydawało się, że niczego dookoła nie widzi. Pracował bardzo systematycznie”.
Dwa malowidła figuralne artysta umieścił w prezbiterium, na ścianie po lewej stronie między pilastrami. Bliżej ołtarza głównego Rosen umieścił obraz „Uciszenie przez Chrystusa wzburzonych fal na jeziorze Genezaret”. Ewangeliści św. Mateusz i św. Łukasz opisują to wydarzenie prawie tymi samymi słowami. Otóż św. Łukasz powiada: „I stało się pewnego dnia, że wstąpił do łodzi On i uczniowie Jego i rzekł do nich: Przeprawmy się na drugi brzeg jeziora. I odbili od brzegu. A gdy płynęli, On zasnął. I zerwał się gwałtowny wicher na jeziorze i fale ich zalewały, i byli w niebezpieczeństwie. Tedy przystąpili do niego i zbudzili Go, mówiąc: Mistrzu, Mistrzu, giniemy. A On obudziwszy się, zgromił wiatr i wzburzone fale, a one uspokoiły się i nastała cisza. I rzekł do nich: Gdzie jest wiara wasza? Oni zaś, przestraszywszy się, zdumiewali się i mówili jedni do drugich: Któż to jest, że nawet wiatrom i wodzie rozkazuje i słuchają Go?”.
Ciekawostką jest fakt, że ani Jan Henryk Rosen, ani ksiądz proboszcz Ludwik Paluch nie zostawili wspomnień, z jakiego powodu został dla kościoła leskiego wybrany właśnie ten temat. Drugi obraz „Hołd Maryi składają leskie stany” i pięć herbów kolejnych fundatorów świątyni leskiej mają zrozumiały charakter historyczny, zaś pomysł umieszczenia obrazu „Chrystus w łodzi uciszający wzburzone fale” nie jest do końca zrozumiały. Czy może miał ten obraz w przeddzień groźnych wydarzeń II wojny światowej pokrzepić wiarę w sercach parafian? Czy może Rosen odczuwał zbliżanie się tych wydarzeń?
Formalnie, kształtem obydwa leskie obrazy zostały wykonane na wzór słynnych obrazów J.H. Rosena w kaplicy króla Jana III Sobieskiego na Kahlenbergu. Są to prostokątne malowidła z dużym półkolistym wykuszem w części górnej, otoczone nieszeroką ramą malowaną złotą farbą. Potęgują podobieństwo i pięć herbów kolejnych fundatorów kościoła, wykonane w neobarokowych formach, naśladujących kształty herbów przywódców wojsk chrześcijańskich i rycerzy polskich w bitwie pod Wiedniem. W centralnej części obrazu wśród burzliwych fal artysta umieścił łódź, zaś w niej świetlistą postać Chrystusa i jednego z jego uczniów. Lewą część fresku zajmuje starannie wymalowany kadłub łodzi z wysoką stylizowaną dziobnicą z nasadą w kształcie głowy smoka. Na burcie łodzi są zawieszone trzy tarcze, całkiem w tradycji okrętów Wikingów lub Słowian nadbałtyckich. Taki układ obrazu przypomina inne malowidło Rosena, mianowicie przedstawienie sakramentu „Chrztu” w kaplicy Seminarium Duchownego we Lwowie.
Oczywiście, umieszczenie Chrystusa z uczniami w łodzi Wikingów było absolutnie oryginalnym wynalazkiem Rosena. Chrystus występuje w szerokich złotych szatach, ze złotym nimbem dookoła głowy. Ramiona jego rozwarte we władczym, majestatycznym geście. Rozwiane wiatrem szerokie szaty tworzą jakby dwa skrzydła, którymi Chrystus zasłania i chroni towarzyszących mu uczniów. Po lewej stronie Chrystusa widać postać tylko jednego z nich, jeszcze zalęknionego, ale już mocno trzymającego ster łodzi. Ten szczegół pokazuje, że uczeń już mocno uwierzył w słowa nauczyciela. Postać Chrystusa jakby rozdziela obraz na dwie części – z tyłu za łodzią są groźne, wzburzone i wspienione fale i trzepoczący pod wiatrem żagiel. Kolory tej części obrazu granatowe i szare, nawet czarne, wzburzone fale łączą się z ciemnymi chmurami. Z przodu, przed burtą łodzi już uspokojona niebiesko-lazurowa, lekko falista wodna gładź jeziora.
Drugie malowidło „Hołd Maryi składają leskie stany” Rosen umieścił w sąsiednim przęśle obok ambony, nad wejściem do zakrystii. Artysta przedstawił sielankową scenę, w której centrum pod potężnym drzewem stoi Najświętsza Maryja Panna w tradycyjnych szatach: brązowej sukni i jasnoniebieskim płaszczu, który fałdami spada na ziemię. Głowa jej lekko pochylona i otoczona złotą aureolą. Matka Boska z uwagą przysłuchuje się melodii, którą dla niej wykonują dwaj młodzieńcy, pochyleni w głębokich ukłonach. Obydwaj są ubrani w długie jaskrawe antyczne szaty kolorów niebieskiego i czerwonego. Symbolizują one leskie stany rzemieślnicze. W tle malowniczy krajobraz – skaliste zbocza i ruiny zamku. Bolesław Baraniecki sugeruje, że krajobraz przypomina widoki z okolic letniej rezydencji papieskiej w Castel Gandolfo, gdzie Rosen pracował w latach 1933–1934.
J. H. Rosen ze swoim pomocnikiem K. Smuczakiem pracowali w świątyni leskiej przez całe lato i początek jesieni 1937 roku. Na przeciwległej do obrazów ścianie prezbiterium nad drugą ławką kolatorską namalowano insygnia papieskie i paliusze kardynalskie. Tenże Bolesław Baraniecki wspominał, że „Pod koniec lata praca malarza miała się ku końcowi. Zaobserwowaliśmy, że dookoła wszyscy się spieszą. Po jakimś czasie okazało się, że twórca obrazów wyjechał. Jeszcze przez parę tygodni pracowała ekipa prowadząca odnowienie kościoła. Wykończyła otoczenie obrazów Rosena i kończyła inne malowidła oraz ozdobniki przy świetlikach na sklepieniu, w miejscach, gdzie zwisają żyrandole”.
W małym Lesku nikt nie wiedział, że artysta wyjeżdża nie do Lwowa, lecz w daleki świat, do Stanów Zjednoczonych i że polichromia, w leskiej świątyni była już ostatnią jego pracą w Polsce. Wspomnienia świadków (tenże B. Baraniecki w roczniku „Bieszczad 8”, Ustrzyki Dolne, 2001 rok) jednoznacznie świadczą, że Jan Henryk Rosen osobiście wykonał obydwa malowidła figuralne i nie potwierdzają domysłów niektórych współczesnych autorów, że był on tylko autorem szkiców, zaś niby obrazy według tych szkiców w kościele leskim malował Kazimierz Smuczak już po wyjeździe Rosena do USA. Polichromia Jana Henryka Rosena w leskim kościele szczęśliwie przetrwała II wojnę światową i lata powojenne. W 1988 roku podczas odnowienia świątyni, malowidła również poddano konserwacji. Jak podaje Bolesław Baraniecki, „mozolną tę pracę z pieczołowitością przeprowadzili dwaj specjaliści-konserwatorzy zabytków – Jerzy Wojtowicz i Andrzej Szczepkowski z Sanoka”.
Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 5 (465), 14 – 27 marca 2024
