Krzyżacy i Prywislency

Krzyżacy i Prywislency

Prywislency

Wiadomo, że na wytworzenie Prywislenca miało wpływ bardzo wiele czynników, że Prywisleniec nie był tylko wytworem antyniemieckiej propagandy, czy spaczonego pojęcia „pokrzepiania serc”. Chcę raczej powiedzieć, że na prawie gotowego już Prywislenca nagle nałożyła się silna, bardzo sprytna i podstępnie podana propaganda antyniemiecka, tworząc razem specyficzny rodzaj antyniemieckiego durnia uwielbiającego wszystko, co ruskie.

Chcecie Państwo rozpoznać Prywislenca nawet celowo ukrywającego się przed zdekonspirowaniem? Dajcie mu się napić wódki. Po wódce Prywisleniec demaskuje się i nagle zaczyna śpiewać po rusku! Charakteru Prywislenca można było nabyć nie będąc Prywislencem. Wystarczyło być pod wpływem literatury przeznaczonej dla Prywislenców.

Dobrym przykładem takiego przypadku byłby generał Langner, dowódca obrony Lwowa w roku 1939. Pan generał miał niebywałe „szczęście” wojenne, bo mógł wybierać pomiędzy dwiema armiami, by poddać jednej z nich dowodzoną przez siebie obronę miasta. Wybrał Armię Czerwoną bredząc coś przy tym o jedności Słowian i wyższości niewoli słowiańskiej nad germańską.

Niemcom bardzo zależało na tym, by generał poddał się właśnie im. Oferowali bardzo korzystne warunki kapitulacji, a pod koniec września 1939 było już wiadomo, że Niemcy warunków kapitulacji dotrzymują. Niemcy mówili wprost. Jeśli poddacie się Rosjanom, ogarnie was Azja! Wiedząc to wszystko pan generał wybrał Ruskich. Jakoby wykonywał rozkaz Naczelnego Wodza mówiący, by z Armią Czerwoną nie walczyć.

Nie walczyć, to nie znaczy poddawać się. Rozkaz Naczelnego Wodza nie nakazywał poddawać się Armii Czerwonej i powoływanie się teraz na ten rozkaz jest zwyczajnym zawracaniem głowy. Rozkaz Naczelnego Wodza nie nakazywał też pertraktacji z Rosjanami w Moskwie, a pan generał do Moskwy, na pertraktacje, pojechał.

Takim wielkim był dowódcą, że aż w Moskwie musiał prowadzić rozmowy o kapitulacji Lwowa?
A może to w Moskwie chciano sobie obejrzeć cudaka oddającego bez wystrzału miasto w zamian za głupią gadaninę o Słowianach?

W nieco podobnej sytuacji znalazł się dużo później generał „Bór” Komorowski, gdy przyszło mu poddawać Powstanie Warszawskie. Też proponowano mu wyjazd na rozmowy z Himmlerem w Kwaterze Głównej SS. Ale pan generał Komorowski stanowczo odrzucił jakiekolwiek wyjazdy, jakiekolwiek rozmowy, jakiekolwiek traktowanie go inaczej niż wszystkich powstańców. Nie opuścił swoich żołnierzy i oni pamiętają mu to do dzisiaj. Ruscy bajerowali generała Langnera swobodnym przepuszczeniem Polaków na Węgry.

Kiedyś w Warszawie mówiło się na takie mydlenie oczu – „Mowa do chińskiego ludu”. Wystawia sobie opinię ktoś, kto w mowę do chińskiego ludu wierzy, lub może tylko udaje, że wierzy. Rozbrojonych generalskim rozkazem Polaków, tuż za pierwszą linią wojsk rosyjskich brutalnie aresztowano. 1500 oficerów obrony Lwowa Ruscy pogonili marszem do Winnik i Krasnego. Stamtąd pociągiem do Starobielska. Jeszcze do dziś wykopuje się ich pod Charkowem.

Oficerowie z niemieckich oflagów wszyscy przeżyli wojnę i to są fakty. Pan generał zaś po powrocie z Moskwy, 20 listopada samojeden przekroczył Czeremosz i niby Feniks wznoszący się z popiołów, poprzez Rumunię udał się do Francji. Mówi się, że jakoby w ten właśnie sposób wymknął się Ruskim.
Na taką gadką warszawiacy mają inne dobre powiedzenie –„Mowa trawa – Warszawa”.

Wiadomo, że Rosjanie, gdy chcą, potrafią być wielkoduszni i jeśli ktoś do nich, jak człowiek, to i oni do niego po ludzku. To nie ja. Są autorzy, którzy tak właśnie widzą sławetne przejście Czeremoszu.
Być może pan generał nikomu nie musiał się wymykać. Jak zresztą miałby tego dokonać? Może w przebraniu dziada – lirnika?!

Przejrzałem Internet chcąc się dowiedzieć jakich to wyczynów bojowych dokonał generał na Zachodzie. Dowiedziałem się, że był surowym służbistą i „psem” na oficerów lubiących sobie czasem pogorzałkować. Gdy się postawi na wadze jednego służbistę, a po przeciwnej stronie wagi 1500 oficerów to od razu widać, że Wojsko Polskie straciło na tej zamianie.

Prywislencem mógł być robotnik, profesor wyższej uczelni, baba handlująca na bazarze jajkami. Było ich mnóstwo. Pojęcia nie mamy ilu ich było naprawdę, bo wiemy tylko o nielicznych, którzy w jakiś tam sposób, publicznie wyrazili swoje poglądy. Nawet po upadku Prywislia, nawet gdy powstała niepodległa Polska, Prywislency trwali oczekując na lepsze dla nich czasy, które wreszcie nadeszły. Zmienione wszakże nieco.

Związek Radziecki to jednak nie była ta Rosja, o której się myślało. Tłumy polskich sowieciarzy, którzy nagle wyroili się nie wiadomo skąd gdy tylko po przegonieniu Niemców wprowadzono w Polsce ustrój sprawiedliwości społecznej, wcale nie byli ludźmi zaagitowanymi dopiero teraz. To byli starzy Prywislency, dla których wszystko, co ruskie było siłą rzeczy atrakcyjne i warte zainteresowania. Trochę im teraz wierzę gdy mówią, że tak naprawdę to oni nigdy nie byli komunistami.

Wracając zaś do Krzyżaków, tak instrumentalnie potraktowanych przez carską Ochranę. Choćby tylko w telegraficznym skrócie muszę powiedzieć, że: Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków, bo chciał zaatakować Prusów, którzy już dawno byli ochrzczeni! Nieochrzczeni, owszem, jeszcze istnieli, ale dalej. Na północy i wschodzie pruskiej krainy.

Bliżej ziem polskich istniała już wtedy diecezja pruska, a w jej stolicy, mieście zwanym Zantyr, stała katedra i rezydował biskup Chrystian. Konradowi chciało się ziemi pruskiej, ale bał się zaatakować biskupa Chrystiana. Wykombinował sobie, że zrobią to za niego Krzyżacy, a jemu dadzą zdobytą na Prusach ziemię. – Wiadomo, co dostał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X