Krzyżacy i Prywislency

Krzyżacy i Prywislency

Wojciech Kossak, Bitwa pod Grunwaldem (Fot. koc.pl)Prywatnie, w tym właśnie czasie prowadził bujne, salonowe życie towarzyskie, które mało było podobne do tego, z czym kojarzy się Polakom życie na rosyjskim zesłaniu. Przedmowa do pierwszego wydania „Konrada Wallenroda” była dedykowana carowi. Była wstrętna, wiernopoddańcza i ociekająca wazeliną. Mickiewicz wdzięczył się w tej przedmowie do cara jak nie przymierzając, d… do kija. Po litewskim wojowniku nie zostało śladu. – Co to miało znaczyć?

Wiadomo, że zaraz po wydaniu „Konrada Wallenroda” Mickiewicz dostał paszport i wyjechał sobie spokojnie na Zachód ani myśląc o jakimś nielegalnym emigrowaniu. Czy więc to mizdrzenie się przed carem za cel miało tylko uzyskanie paszportu, czy chodziło o coś jeszcze? Nie wiem. Tylko przedstawiam Państwu wydarzenia, które wydają się być bardzo dziwne. Po dzisiejszemu mówiąc, poeta represjonowany pisze antyniemiecki poemat dedykowany carowi i od razu „buzi – buzi”, paszport i podróż do lepszego, zachodniego świata. Myślicie, że to się tak samo zrobiło? Ja tak nie myślę. Nie urodziłem się wczoraj. Szczególnie kiedy się pamięta, że SB za paszport kupiło sobie zupełnie niedawno, nawet polskiego biskupa.

 

Źli Krzyżacy

„Konrad Wallenrod”, obojętnie czy otwierał listę antykrzyżackich utworów, czy był tylko zarysem pomysłu na takie utwory, zawierał w sobie gotowe elementy propagandowe wykorzystywane później już bez jakichkolwiek zahamowań.

Czarne – białe. Źli Krzyżacy – dobrzy Litwini. Wstrętni Krzyżacy – sympatyczni Litwini. Potem będzie to: wstrętni Niemcy – sympatyczni Polacy. U Kraszewskiego bodaj, dojdzie już do zupełnego absurdu, bo Niemcy, jako ci okropni, będą mieli czarne włosy i czarne oczy, a dobrzy Polacy jasne włoski i niebieskie oczęta.

Niemiec musiał być czarny chociaż to idiotyzm i nijak nie pasuje do prawdziwych nordyckich „białasków”. Czarny i koniecznie butny. Najlepiej, żeby był butny i pyszny pruską butą i pychą. Ruskiego sołdata, który wcale nie tak dawno temu pastwił się nad rodzicami i dziadkami ówczesnych Polaków w Prywislenskim Kraju nie widziano i nie chciano widzieć. Widziano natomiast Krzyżaka. To chyba właśnie wtedy „konieczność dziejowa” wcisnęła nam… trzeciego brata!

U Kosmasa (1045 – 1125), czeskiego kanonika z Pragi, który napisał najstarszą Kronikę Czechów, jest tylko dwóch braci: Lech i Czech. U Kosmasa nigdy nie było żadnego Rusa! Ktoś nam tego Rusa bezczelnie dopisał! Braci można dopisywać, bo pamiętam jak tuż przed stanem wojennym w Polsce, kiedy to straszono nas połączoną braterską interwencją wojsk Związku Radzieckiego, Czechosłowacji i Niemieckiej Republiki Demokratycznej, pan Janek Pietrzak, wspaniały i nadzwyczaj inteligentny satyryk odkrył dla Polski… czwartego brata!!! Byli więc: Lech, Czech, Rus i Prus!!!

Bracia (ci trzej oczywiście, bo jeszcze bez Prusa) byli potrzebni, bo ich obecność pokazywała każdemu jak silni są Słowianie połączeni razem we wspólnym froncie przeciwko Germano-Niemco-Krzyżakom. Zaraz też sięgnięto do obrazu Matejki, bo na tym obrazie można było zobaczyć Krzyżaków bitych przez połączonych ze sobą, pozbawionych małostkowych kontestacji o jakieś ziemie, nazwy i języki Polaków, Czechów i Pułki Smoleńskie!!!

Wielu Polaków wolało wtedy rozpaczać nad losem ludności Gdańska podczas sławetnej (przesadnie i nieprawdziwie opisanej w polskiej literaturze) rzezi z przed pół tysiąca lat, niż nad losem ludności Pragi wyrżniętej nie tak dawno przez ruskich sołdatów pod dowództwem Aleksandra Suworowa, zbrodniarza wojennego, psychopaty i zboczeńca, którego Byron charakteryzował jako – „okrutnego potwora mieszczącego w skórze rzeźnickiego psa duszę małpy”…

W Kraju Prywislenskim wolno było płakać nad losem gdańszczan męczonych przez Krzyżaków. Wolno było oburzać się na traktowanie biednej Danusi, doprowadzonej przez tych samych Krzyżaków do obłędu. Niechby jednak przyszło komuś do głowy zacząć jakąś akcję protestacyjną, powiedzmy na stokach cytadeli warszawskiej…

Za chwilę za Krzyżaków zabierze się supergwiazda polskiej literatury, Henryk Sienkiewicz i Krzyżakom przestanie być do śmiechu. Sienkiewicz pisze „Krzyżaków” przez trzy lata. Przez trzy lata ukazują się w „Tygodniku Ilustrowanym” kolejne odcinki powieści. Przez trzy lata cała Polska dzieli czas na oczekiwanie od jednego odcinka powieści do drugiego.

Z czasem powieść Sienkiewicza przetłumaczona będzie na 25 języków. No i dobrze. Pan Sienkiewicz mógł sobie pisać o Krzyżakach, Szwedach, czy Tatarach. Władzy to nie przeszkadzało. Sienkiewicz miał mnóstwo tematów do wspaniałej powieści z czasu powstań przeciwko rosyjskim okupantom. Wiadomo dlaczego nigdy nie powstała taka właśnie powieść. Aż takim bohaterem, lub idiotą, Sienkiewicz nie był.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X