Powrót do Białych Chorwatów

Powrót do Białych Chorwatów

Po ostatnim posiedzeniu galicyjskiego klubu dyskusyjnego „Mytusa” zastanawiam się, czy i w moich żyłach nie płynie jakaś cząstka krwi, dalekich nam, Białych Chorwatów.

 

W ciągłym poszukiwaniu tożsamości galicmenów, „Mytusa” z Wołodymyrem Pawliwem na czele, zagłębiła się już w mroczne otchłanie wieków VIII-X. Tym razem dzięki pomocy dr Oresta Korczyńskiego, znanego ukraińskiego archeologa, który zwrócił naszą uwagę na Białych Chorwatów.

 

Według licznych źródeł historycznych, a również badań własnych, prelegent jest przekonany, że to plemię słowiańskie zasiedlało obszar od Zbruczu na wschodzie do Wisłoka na zachodzie, co mniej więcej pokrywa się z granicami przyszłego Księstwa Halicko-Włodzimierskiego. Zdaniem naukowca, stolica Białych Chorwatów znajdowała się w okolicach dzisiejszej wioski Stulsko koło Mikołajowa nad Dniestrem. Właśnie tam na początku lat 80. XX wieku lwowski archeolog Orest Korczyński natknął się na ślady wielkiego grodu. Określa go jako megapolis, ponieważ dookoła istniało wiele mniejszych osad. Była to sensacja, poważnie przyjęta przez Akademie Nauk w Moskwie i Kijowie, a także za granicą, w tym i w Polsce.

Co stało się z mocarstwem Białych Chorwatów, jeżeli istniało naprawdę? – nie przestają padać pytania ze wszystkich stron i na różnym poziomie. Dr Orest Korczyński stwierdza, że na prośbę cesarza bizantyjskiego Herakliusza wojsko Białych Chorwatów na początku VII wieku walczyło z najazdem Awarów na Bałkany, a po zwycięstwie nad nimi, jako „wynagrodzenie” otrzymało ziemie w bizantyjskiej prowincji Dalmacja.

Tam też się przesiedlili, tam założyli Chorwację. Chorwaci mają różne hipotezy odnośnie swego pochodzenia. Nawet takie, że ich przodkowie przyszli z Persji. Natomiast jeszcze 20 lat temu podczas wyjazdów do Chorwacji zauważyłem, że w języku literackim tego narodu jest wiele słów z pokuckiej gwary mojej babci, używanych również współcześnie przez Hucułów, Bojków i Rusinów Podkarpackich z terenów obwodu zakarpackiego i wschodniej Słowacji.

Podczas Festiwalu etnograficznego w Lipowlanach na Sławonii byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem taniec ludowy absolutnie podobny do jednego z tańców, który w okolicach Horodenki nad Dniestrem opisała kiedyś Danuta Demkiw, założycielka zespołu „Pokuttia” w Kołomyi. Potwierdzili to obecni na tej imprezie choreografowie z lwowskiego zespołu „Junost’”.

„Przybyłem do ziemi naszej pradomoviny (praojczyzny)” – zaznaczył śp. chorwacki kardynał Franjo Kuharić, z którym rozmawiałem podczas jego wizyty we Lwowie w 1995 roku. Jeżeli taki wysoki duchowny, jak Franjo Kuharić, tak twierdził, to częściowo i my w Galicji mamy prawo na spadek po prawie nie znanych nam Białych Chorwatach.

Kiedyś w Przemyślu mój przyjaciel, też już nie żyjący, architekt Rościsław Stepaniak, oprowadzając lwowskich dziennikarzy po swojej działce w okolicach Kopca Tatarskiego, pokazywał ślady długich rowów pozostałych po dawnym wielkim grodzie. Może z tych czasów pochodzą rotundy – świątynie, które ochrzczony lud słowiański wznosił na tych ziemiach? Jedna z nich, w Użgorodzie, przetrwała do naszych dni.

Fundamenty takich chrześcijańskich świątyń archeolodzy znaleźli też nad Sanem i w okolicach Balatonu. Możliwie, że klucze do pełnej tajemnicy historii Białych Chorwatów, leżą gdzieś pod korzeniami wspaniałych buków w lesie koło Stulska, gdzie dr Orest Korzyński przebadał niespełna 0,3% powierzchni starego grodziska.

Dzięki dr Korzyńskiemu mała wieś Stulsko była znana na cały ówczesny świat. Przyjeżdżają do stolicy swej pradomowiny też naukowcy i turyści z Chorwacji. Niestety odkrywca tego historycznego miejsca, jest pozbawiony możliwości kontynuowania prac archeologicznych i prowadzenia badań.

„Od lat moja ekspedycja archeologiczna nie dostaje żadnego finansowania od państwa ukraińskiego, – wyjaśniał dr Orest Korzyński. – Jestem w ogóle bez pracy. Jest to nie do porównania z tym, co widziałem w sąsiedniej Polsce, gdzie prowadziłem wykłady na wyższych uczelniach. Razem z polskimi kolegami uczestniczyłem w wykopaliskach. Tymczasem Stulsko czeka na mnie i nowe pokolenie młodych archeologów”.

Konstanty Czawaga

X