Krzyżacy i Prywislency

Krzyżacy i Prywislency

Fot. Klub książki czytanejRęka magika z Petersburga

To, że wreszcie po stuleciach, państwo krzyżackie przekształciło się w część państwa niemieckiego, jest zasługą Polaków, choć tak naprawdę zasługą królów polskich, a to przecież nie to samo. Można się złościć na królów, że w sprawie zgody na coraz większą samodzielność pruskiej prowincji kierowali się byle jakimi, lokalnymi korzyściami, jakie obiecywali im w zamian elektorzy pruscy, ale jedno nie ulega kwestii.

Nikt w tamtych czasach ani nie myślał już o Krzyżakach, ani nie wiązał księstwa pruskiego z państwem krzyżackim, ani nie opowiadał okropności o potworach z czarnymi krzyżami na piersiach. Nie widziano wtedy niebezpieczeństwa w „odpuszczaniu” Niemcom terytorium Prus, choć powinno się tego było spodziewać nie ze względu na straszliwych Krzyżaków, ale na geograficzne rozmieszczenie niemieckiej siły po obu stronach ujścia Wisły.

Taki układ aż się prosił, by przy jakimkolwiek zatargu z Polską, zacisnąć jej jedyną drogę eksportową, jak zaciska się żelazna dłoń na ludzkim gardle. Ale Krzyżacy? Krzyżacy nikogo wtedy nie straszyli. Krzyżacy już wtedy byli zapomnianą przeszłością. Zaczęli straszyć dopiero w dziewiętnastym wieku. Początkowo nie za bardzo, jak wszystko, co wyjęte z naftaliny, ale pod koniec dziewiętnastego wieku i na samym początku wieku dwudziestego, jak za dotknięciem magicznej różdżki, nastąpiła eksplozja niemiecko-krzyżackich strachów.

Trudno tutaj o dowody, ale wydaje mi się, że różdżkę trzymała ręka magika z Petersburga. Siła antykrzyżackiej (czytaj – antyniemieckiej) propagandy narastała z roku na rok coraz bardziej. Podobne to było do opowieści o wydłubanych oczach jakie serwowano Wehrmachtowcom na parę miesięcy przed Wrześniem. Tym razem opowieści wystąpiły na niedługo przed pierwszą wojną światową i kierowane były do Polaków.

Nie wierzcie opowieściom, że to Niemcy zainicjowały I wojnę światową. Wojny można było uniknąć, gdyby nie parła do tej wojny Rosja. W Rosji zorientowano się, że właśnie przegrano wyścig zbrojeń z energicznie rozwijającymi się Niemcami. Jeśli się chciało osłabić Niemcy i dać sobie czas na rozwój własnego kraju, trzeba było atakować Niemcy już teraz.

Za rok Rosja nie miałaby w konflikcie z Niemcami nawet cienia szans. Ale wojna z Niemcami była piekielnie ryzykowna. Wymagane było zebranie do walki absolutnie wszelkich dostępnych sił. Nie tylko rosyjskich, ale i polskich. Wszak wojna z Niemcami musiała odbywać się na terenach polskich.

Narodziny mitu

Na polskich terenach należących do Rosji nie było już Królestwa Polskiego, czy choćby tylko Kongresowego. Za karę, po przegranym powstaniu, car odebrał Polakom nawet nazwę. Ta rosyjska prowincja miała się odtąd nazywać Prywislenskij Kraj, a Polacy mogli się odzywać do zwycięzców jedynie po rosyjsku.

Prywislenskij Kraj miał w strategicznych założeniach rosyjskich osłaniać od niemieckiego ataku Matuszkę Rosję i przed spodziewaną wojną z Niemcami dobrze byłoby mieć (bardzo ambitne zadanie dla rosyjskiej propagandy) życzliwie do siebie nastawionych Polaków. Polaków stłamszonych, zbitych upadkiem ostatniego powstania, w sposób nieprawdopodobny trzymanych za mordę przez „Ochranę”, Polaków którym właściwie nawet nie wolno było mówić po polsku, trzeba było szybko przerobić na sympatyków sprawy rosyjskiej. Wiecie , że nieomal się to Ruskim udało?!

Pierwszym, jak to w Polsce, musiał być oczywiście Mickiewicz, bo jak myślę, to chyba właśnie Mickiewicz odgrzebał z zapomnienia Krzyżaków swoim „Konradem Wallenrodem”. Mickiewicz zawsze miał skłonności do przedstawiania siebie jako okaz dzielnego litewskiego wojownika z głębi puszcz, więc podjęcie przez niego opowieści o wojnie z Krzyżakami wydawało się czynnością naturalną.

A że mistrz Adam majstrem był przednim, przeto czytając jego opowieść ma się wręcz namacalne wrażenie realności zmagań litewsko-krzyżackich, widzi się te krzyżackie potwory zakute w stal i żelazo, a także widzi się ich czarny krzyż drapieżnie wyciągający ramiona po nowe łupy na spokojnej ziemi sympatycznych Litwinów.

Szkoda, że „Konrada Wallenroda” przedstawia się teraz Polakom jako utwór oderwany od rzeczywistości w jakiej powstawał. Adam Mickiewicz, po wyroku sądowym skazującym go na wygnanie z Polski, pisał „Konrada Wallenroda” w czasie gdy pracował sobie spokojnie w Moskwie, w kancelarii generała gubernatora Moskwy księcia Dymitra Golicyna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X