Krzyżacy i Prywislency

Krzyżacy i Prywislency

Manipulacja

Kłamstwem jest, że Krzyżacy wymordowali Prusów. Owszem. Walki z Prusami były ciężkie, ale o jakimś wybijaniu Prusów nie było mowy. Po okresie walk wszystko powoli się uspokoiło, Prusowie pracowali na roli i służyli w wojsku krzyżackim, gdzie zamiast munduru, wszyscy, bracia zakonni i Prusowie, nosili białe „jaki” (coś w rodzaju bezrękawnika, dość długiej sukni) z czarnym krzyżem, zakładane na pancerz.

Braci zakonnych było niewielu. W najlepszych dla Zakonu okresach było ich najwyżej kilkuset. Te tysiące krzyżackich wojowników w białych jakach z czarnymi krzyżami, to byli Prusowie i brani do wojska osadnicy niemieccy. „Ne semprent” było więc autentyczne i szczere. Biała jaka z czarnym krzyżem myliła wszystkich sugerując, że nosi ją krzyżacki zakonnik.

Jeszcze w wieku siedemnastym, w podolsztyńskich parafiach Purda i Klebark Wielki mieszkali Prusowie nie znający ani języka niemieckiego, ani polskiego. W obu tych parafiach biskup warmiński musiał obsadzać proboszczów znających język pruski, by mogli wygłaszać po prusku kazania i słuchać spowiedzi w języku pruskim.

Jeszcze w wieku szesnastym na terenie państwa krzyżackiego istniały całe enklawy Prusów nie ochrzczonych i uprawiających nadal swoje własne obrzędy do pogańskich bożków. Każdy Wielki Mistrz Zakonu dobrze o tym wiedział, a bywało, że wykorzystywał pruskich kapłanów do wykonywania, podobno bardzo skutecznych, zabiegów magicznych. Watykańscy wizytatorzy Zakonu rwali sobie garściami włosy z głowy!!!

Podczas tak zwanej rzezi gdańskiej Krzyżacy wcale nie atakowali polskiej ludności Gdańska. Zabijali głównie Niemców. Były to jakieś niezbyt jasne obecnie porachunki krzyżackie z niemieckimi kupcami gdańskimi. Gdańszczanie byli stronnikami brandenburczyków, aktualnych wrogów Zakonu. Krzyżacy mordowali więc stronników Brandenburgii, ale jednocześnie mścili się za coś, co gdańszczanie zrobili w przeszłości krzyżackiemu Elblągowi.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. I taka właśnie była ta rzeź. Krzyżacy mieli chyba jakąś listę ludzi, których zamierzali zabić. Gadanie o 10 000 ofiar rzezi, jest wymysłem propagandowym. Tak samo, nie było latania po ulicach z mieczami i sieczenie wszystkiego, co się rusza. Ofiary przed egzekucją spowiadały się jeszcze i zachowana była jakaś tam, katowska kurtuazja. Przedstawianie tego, co się wtedy zdarzyło w Gdańsku jako mordowanie gdańskich Polaków przez Niemców celem pozbycia się Polaków z miasta, jest nieprawdą wmawianą nam celowo.

Leben und leben lassen, czyli żyj i daj żyć innym. To była doktryna państwa krzyżackiego, gdzie najcięższą, jeszcze nieuprawianą ziemię otrzymywał osadnik niemiecki, a Prus dostawał ziemią lekką, już uprawianą nie dlatego, że nie lubiło się Niemców, a kochało Prusów, ale dlatego, że Niemiec miał pług żelazny, a Prus drewnianą sochę.

Ten przykład najlepiej przedstawia charakter państwa zakonnego. Nijak to chyba nie pasuje do tego, co Państwo wiecie o Krzyżakach, gdzie to Prus powinien dostawać najgorsze, a Niemiec najlepsze. A było całkiem odwrotnie. Było inaczej i nic na to nie można poradzić, „że choć siadłwszy, płacz”, jak się to mówi na Wileńszczyźnie.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 5 (105), 17 – 29 marca 2010

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X