„Polacy” pod Białowodami

„Polacy” pod Białowodami

Przezwano ich Polakami i miano to przylgnęło do nich na dobre, nie zatarło się w ludzkiej pamięci pomimo upływu stuleci. Co naprawdę łączyło ich z Polską? Ktoś może powiedzieć, że bardzo niewiele, bo tylko krótki, epizodyczny pobyt w granicach Rzeczpospolitej, dawno temu, gdzieś na przełomie XVII i XVIII wieku.

 

Przybyli w poszukiwaniu wolności, tolerancji religijnej i dla uniknięcia srogich prześladowań. Stanowili społeczność zwartą, scementowaną wspólną wiarą i zwyczajami, niechętną do kontaktów z obcymi i niesłychanie odporną na asymilację.

 

A jednak nawet w ten sposób ograniczony kontakt z naszym krajem okazał się na tyle doniosły, że wyróżnił ich na zawsze wówczas, gdy musieli uciekać z zagarniętej w rozbiorach przez Rosję części Rzeczpospolitej na Ałtaj, gdzie osiedli w położonej na skraju Doliny Ujmońskiej wsi Wierchnij Ujmon.

Pokornego Bóg poprowadzi, a gorliwy sam przygalopuje
Droga do Wierchniego Ujmonu jest niełatwa, ale możliwa do pokonania samochodem o wysokim zawieszeniu. Pięćset kilometrów, licząc od Gornoałtajska, górskiego szlaku wymaga pokonania kilku dość wysokich przełęczy. Podróżnemu, który podejmuje ten trud, wynagradza go widok nadzwyczajny – otwiera się przed nim zielona dolina wciśnięta pomiędzy wzgórza, przeważnie nagie, różnej formy i budowy, włączając góry najwyższe, błyskające na horyzoncie błękitnymi lodowcami.

W dywanie pastwisk, porośniętych skąpą, lecz niezwykle sycącą trawą, buszują śmigłe susły, a śród łąk fantastycznymi meandrami kluczą potoki, w których pasterze poją wielkie stada koni. Widok podobny powtarza się parokrotnie, jakby unosiła się raz po raz niewidzialna kurtyna, posłuszna widzowi, który domaga się bisów od samej przyrody. Aż wreszcie, po przedostaniu się przez niebezpieczną Gromotuchę – serpentynę nad głęboką przepaścią – wkracza się do Doliny Ujmońskiej, bodajże najpiękniejszego z wysokogórskich stepów Ałtaju.

Pejzaż miejscowy zupełnie nie koresponduje z surowością ałtajskiego interieru, najeżonego wiecznie ośnieżonymi szczytami, twardego graniami, których ostrych linii nie potrafi złagodzić spacerujące po nich słońce. Rzecz nie do uwierzenia dla wędrowca, przystającego pośród kołyszących się po mazowiecku złotych łanów czy też odpoczywającego w cieniu przebogato ukwieconego i pełnego ptasich treli zagajnika, że znajduje się u podnóża potężnego masywu Biełuchy, zakutej w wieczny pancerz lodów najwyższej góry Syberii.

X