Piętnastu chłopów na umrzyka skrzyni

Piętnastu chłopów na umrzyka skrzyni

Bitwa o oceany

W 1522 r. francuskie okręty zaatakowały koło Azorów dwie hiszpańskie karawele wiozące złoto z Meksyku do Hiszpanii. Łupem Francuzów padło wtedy: sto pięćdziesiąt tysięcy złotych dukatów, ponad dwie tony srebra i 272 kilogramy pereł! To spowodowało, że raz po raz kolejni chętni zaczynali mieć w nosie papieskie bulle i traktaty hiszpańsko portugalskie. Do wyścigu, za Francuzami ruszyli Holendrzy i Anglicy.

Początkowo robiono to ostrożnie i z dużą dawką lęku przed hiszpańską Armadą, flotą panującą nad Atlantykiem i Morzem Karaibskim, ale nabierano śmiałości po spektakularnych hiszpańskich klęskach, jak nieudana inwazja Anglii w 1588 r., czy bitwa pod Gibraltarem w 1607 r. Ataki państw europejskich na zamorskie posiadłości Hiszpanii wiązały się z europejskimi wojnami Hiszpanii, szczególnie wojnami religijnymi, w które nierozsądnie wikłała się. Walczące z Hiszpanią: Francja, Anglia i Holandia wysyłały przeciwko hiszpańskim statkom tak zwanych korsarzy, czyli prywatnych armatorów i kapitanów statków w zasadzie towarowych, które nieznacznie tylko przebudowane i uzbrojone, stawały się okrętami wojennymi.

Dla wielu takich kapitanów przyjęcie zwierzchnictwa któregoś europejskiego państwa było bardzo wygodne, bo zabezpieczało przed odpowiedzialnością za morski bandytyzm (schwytany korsarz musiał być traktowany jako jeniec wojenny), a opłaty dla władcy nadającego mu patent korsarza, czyli przyjmującego na służbę państwową, były zwykle dość symboliczne, bo sięgające kilku zaledwie procent zysku z łupów. W pierwszym etapie walk z Hiszpanią, na teren jej wód kolonialnych ruszyło bardzo dużo korsarzy patentowanych przez Francję, Holandię i Anglię. W latach 1623 – 1636 sami tylko korsarze holenderscy zdobyli 545 hiszpańskich statków, których ładunki w złocie i kosztownościach przechodziły wyobraźnię zwyczajnego zjadacza chleba.

Hiszpania wysłała na Morze Karaibskie silną eskadrę okrętów wojennych pod dowództwem Luisa de Fujardo, ale ruchliwe okręty korsarzy, dodatkowo informowane o posunięciach Hiszpanów, zawsze w porę uciekały dość ociężałym okrętom eskadry. No i tak trwała gonitwa po Morzu Karaibskim. Jak Hiszpanie tu, to korsarze tam i odwrotnie. Ataki korsarzy były dla Hiszpanii wielkim nieszczęściem, ale prawdziwa katastrofa dopiero nadciągała. Byli nią tak zwani Bukanierzy, lub Flibustierowie!

Hiszpanie otrzymali w Nowym Świecie ogromne obszary, których nie sposób było kontrolować. Na Morzu Karaibskim zasiedlali, a i to tylko częściowo, wyspy Kubę i Haiti (d. Hispaniola). Pozostałych mnóstwa wysp nie próbowano nawet zasiedlać. Wszystkie inne wyspy doskonale nadawały się do zasiedlania i w pewnym procencie zamieszkałe były przez Indian. Reszta wysp była po prostu bezludna. Na te małe, najczęściej bezludne wyspy, zaczęli napływać nielegalnie, bez zgody Hiszpanów, osadnicy angielscy, francuscy i holenderscy. W 1623 r. było ich już pełno! Anglicy osiedlali się na Barbados, Antigui, Nevis, Montserrat. Francuzi na Martynice, Gwadelupie, Sant Kitts. Holendrzy zajęli wyspę Sant Martin.

 

Wreszcie Hiszpanie tracą cierpliwość i specjalne oddziały wojskowe, poprzedzane zwiadowcami indiańskimi, atakują osady dzikich kolonistów – niszcząc, paląc, zabijając. Komu udawało się ujść z pogromu, ten przenosił się w głąb wyspy, w niedostępną dżunglę, lub przedostawał się na inną wyspę. Powstają tzw. Bukanierzy, czyli rozsiani hiszpańskimi atakami po różnych wyspach dawni mieszkańcy spalonych osad. Teraz już nie zajmowali się rolnictwem, ale myślistwem i bandytyzmem. Ciągły nacisk Hiszpanów powodował tylko coraz silniejszą wolę odpłacenia im pięknym za nadobne. Poza tym, hiszpańskie ataki powodowały konieczność łączenia się Bukanierów w dobrowolne związki, które dadzą w niedalekiej przyszłości bardzo niebezpieczne i spędzające sen z oczu wszystkim gubernatorom Karaibów – Bractwo Wybrzeża!


Nie było niczego bardziej znienawidzonego przez Bukanierów, niż jakakolwiek władza ograniczająca ich działania. Pod tym względem najbliżsi byli anarchistom. Godzili się jednak na dowództwo, ale czasowe, wybierane przez ogół, dowodzące tylko podczas wyprawy łupieżczej. Często były to ataki na hiszpańskie statki. Atakowano statki przepływające niedaleko wybrzeża zajętego przez Bukanierów. Kiedy pokazał się taki statek, ruszał atak szybkich indiańskich łodzi, na których Bukanierzy dopadali do statku, wdzierali się na pokład i po wymordowaniu załogi, przejmowali ładunek. Pieniądze w ten sposób zdobyte najczęściej służyły do zakupienia już dużo większego statku, którym Bukanierzy mogli doganiać i atakować hiszpańskie statki nawet na pełnym morzu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X