Czy duchy straszą?

Czy duchy straszą?

Pytanie wydaje się nie mieć sensu. Powinniśmy zapytać o to, czy duchy istnieją. Daje to możliwość zgadzania się, lub nie zgadzania z pytającym. Jest okazją do tego, by przedstawić się jako osoba racjonalna i edukowana, która w duchy nie wierzy albo przeciwnie, osoba wierząca w „duchów obcowanie” i mająca wiele doświadczeń w kontaktach z duchami.

Stara wyliczanka dziecięca
Siedzi baba na cmentarzu,
Trzyma nogi w kałamarzu,
Przyszedł duch, babę w brzuch,
Baba fik! – a duch znikł.

Dla mnie pytanie kogoś o istnienie lub nieistnienie duchów, jest w naszym kraju pytaniem niepotrzebnym. Wszyscy przecież bardzo dobrze wiedzą o tym, że duchy istnieją, więc nie ma powodów, by pytać o rzecz oczywistą. Zaraz zaczną krzyczeć osoby, chcące być uważane za niewierzące, ale oni nam nie powiedzą, co myślą, gdy przychodzi im zostać samotnie na noc w opuszczonym domu, albo, nie daj Boże, przejść nocą w pobliżu cmentarza. Najlepiej by było, gdyby ci wszyscy, w taki sposób niewierzący, zachowali skromne milczenie.

 

Jak reagujemy na duchy?
Mam dla Państwa wiadomość optymistyczną! Po wieloletnim studiowaniu problemu, po przeczytaniu wielu bardzo poważnych prac, poświęconych pojawianiu się duchów, doszedłem do wniosku, że duchy ukazują się nam wcale nie po to, żeby nas straszyć. Nasza szalona czasami reakcja na kontakt z przedstawicielem zaświatów bierze się nie z obawy, że duch nas zaatakuje.

Gwałtowny wybuch strachu, który często towarzyszy naszym spotkaniom z duchami, byłby może usprawiedliwiony nagłym, a więc zaskakującym pojawieniem się ducha tuż koło nas. Ale my tak samo reagujemy na ducha widzianego w oddali, na takiego, który zdaje się nas nie dostrzegać, lub ostentacyjnie ignorującego naszą obecność. Więcej! Podobnie reagujemy, gdy tylko wyobrazimy sobie możliwość kontaktu z duchem. W ten sposób reagują wszyscy ludzie. Nie tylko ci, którzy w przeszłości mieli jakieś fatalne przejęcia z duchami i teraz, pełni jak najgorszych doświadczeń, na samo wspomnienie o duchu reagują dzikim strachem i przemożną chęcią natychmiastowej ucieczki. Tak samo przecież postępują i ci ludzie, którzy nigdy ducha nie widzieli, a nawet ci, którzy sobie z duchów drwili.

Nikogo nie dziwi, że ktoś pogryziony przez psa, na widok dużego psa będzie się czuł zagrożony. Nasze zachowanie w stosunku do duchów jest jednak zupełnie inne. Używając tego samego, psiego przykładu, reagujemy paniką na widok każdego psa, niezależnie, czy będzie to duży wilczur, czy mały pinczerek. Wystarczy nam nawet samo wspomnienie o psie. Nasza reakcja na widok ducha nie jest reakcją racjonalną, biorącą się z doświadczenia życiowego. Jest mechanizmem jak gdyby nie naszym, wszczepionym nam celowo przez kogoś, komu zależy na rozdzieleniu społeczności ludzkiej od społeczności duchów. (Wiadomo, komu!)

Nasze wrzaski, krzyki, i co najważniejsze w tym mechanizmie – ucieczka, skutecznie rozdzielają obie społeczności. Ten mechanizm, aktywnie działający tylko po naszej, ludzkiej stronie, stanowią ma dla nas ochronę przed duchami. Nie łudźmy się. W konflikcie pomiędzy duchem i człowiekiem zwycięży zawsze duch, a więc taki mechanizm alarmujący, jest dla nas dobrodziejstwem. Mechanizm działa podobnie do tak zwanego elektrycznego pastucha. Krowa, starająca się przekroczyć granicę pastwiska, dostaje krótkie porażenie elektryczne i od razu wie, gdzie znajduje się jej miejsce.

To nie duchy nas straszą. Straszy nas nasz „elektryczny pastuch”, jaki jest umieszczony w głowie każdego człowieka. Odstręcza nas od kontaktu z „tamtą stroną”. A „tamta strona” jest tuż. Obok nas. I raz po raz dochodzi do spotkań, najczęściej zupełnie niechcianych przez żadną ze stron. Tych kontaktów musi być bardzo wiele, ale tylko nieliczne są przez nas rejestrowane. A i te najczęściej zostają później wykpione i ośmieszone przez tak zwanych racjonalistów, czyli ludzi upajających się tym, że widzą tylko to, co widzą.

 

Okazało się, że obecność duchów może być rejestrowana przez aparaty fotograficzne. My ich w momencie powstawania fotografii nie widzimy, natomiast one „wychodzą” na naszych zdjęciach fotograficznych. A więc, były tam, tyle, że niewidoczne dla ludzi, ale zauważalne dla kamery.

X