O jubileuszu i nie tylko

O jubileuszu i nie tylko

Z Mieczysławem Maławskim, prezesem Lwowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, rozmawiał Krzysztof Szymański.

10 lat minęło… Jakie były początki Lwowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych?
Zaczęło się to o wiele wcześniej aniżeli powstało Towarzystwo, chyba około 20 lat wstecz. Wtedy młodzi jeszcze artyści, malarze, wielu z nich było jeszcze na studiach, a znali się ze szkoły i spotykali się jak to koledzy. I tu nadarzyła się okazja, bo państwo Urszula i Mariusz Olbromscy z Przemyśla (Mariusz Olbromski był wtedy dyrektorem Muzeum Ziemi Przemyskiej) zaczęli organizować pierwsze plenery artystyczne w Przemyślu, jego okolicach, a później i w Krzemieńcu. Zapraszali na nie właśnie młodych polskich artystów ze Lwowa. W tych pierwszych plenerach udział brali śp. Walery Bortiakow, scenograf Polskiego Teatru Ludowego, Jadwiga Pechaty, Jarek Sosnowski, Krystyna Grzegocka, Helena Jacyno i inni. Tu mogli podszkolić swe umiejętności, podpatrzeć techniki kolegów, a jednocześnie wypocząć. Tu właśnie narodziła się idea stworzenia ośrodka, który skupiał by artystów, gdzie mogliby spotykać się, obcować ze sobą i nawiązywać kontakty.

Zbiegło się to w czasie z wykupieniem przez Fundację „Pomoc Polakom na Wschodzie” lokalu przy ul. Rylejewa, jako siedziby radia. Po remoncie pomieszczeń i zaadoptowaniu strychu pojawił wspaniały lokal, gdzie można było by się spotykać, robić wystawy i wernisaże. Był to rok 2002 i powstało Lwowskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych, a ja zostałem jego prezesem. Towarzystwo to nie powstało na pustym miejscu. Postanowiliśmy odnowić działalność Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, które zostało założone we Lwowie w 1876 roku. Członkami tego towarzystwa byli tacy malarze jak Matejko, Malczewski, Wyspiański, Fałat, Siemiradzki i inne nazwiska o światowej sławie. Wiele ich dzieł zasiliło prywatne kolekcje i lwowskie muzea. Chcieliśmy kontynuować tę działalność. Jesteśmy dumni z takich tradycji.

W jaki sposób powstały przy Towarzystwie grupy Wrzos czy Skrzydła?
Powstanie grupy Wrzos to moja „wina” (śmieje się). Zauważyłem, że takie osoby jak Anna Rauch, Halina Makowska, Maria Grzegocka, czasame pokazywały mi swe prace i były zainteresowane fachową oceną. Postanowiłem coś dla nich zrobić i udało mi się namówić swoją koleżankę z Akademii, prof. Irenę Strilciw, żeby w 2003 roku zajęła się tą grupą. Nie spodziewaliśmy się do czego to doprowadzi – zaczynało się od sześciu osób, a dziś już mamy 25 malarzy. Stale podnoszą swój poziom, tworzą wspaniałe prace i nie wahamy się udostępniać im miejsca przy naszych wernisażach i wystawach. Ci ludzie odnaleźli siebie w swej twórczości. Za młodu nie mieli możliwości i czasu, żeby zająć się poważnie sztuką. Teraz, gdy są na emeryturze, jest to dla nich wspaniałe zajęcie, które wypełnia im czas wolny, przynosi satysfakcję i radość tworzenia.

 

Fot. Krzysztof SzymańskiTeraz opowiedzmy o tych najmłodszych?
W 2006 roku mój syn Władysław, wtedy jeszcze student Lwowskiej ASP, skupił wokół siebie kolegów i utalentowaną młodzież szkolną. Tak powstała grupa Skrzydła, do której z czasem dołączało coraz więcej osób. Obecnie wielu z nich, jak na przykład Natalia Kuberska z Połonnego, już ukończyło studia i zostało zawodowymi artystami. Ale nie tracą kontaktu, spotykają się na plenerach, odwiedzają Lwów, przywożą swe prace i starają się przedstawiać je szerokiej publiczności. Nas to bardzo cieszy, że już drugie, można rzec, pokolenie kontynuuje tę działalność. Mają swoje poważne prace, organizowane są dla nich wystawy indywidualne. Podejmują swoje tematy bardzo odważnie i mają swoje widzenie i styl. Do tego dochodzi jeszcze dziecięca grupa Skrzydeł, którą również opiekuje się Władysław. Tu uczęszczają dzieci z różnych klas z polskich szkół. Widzimy wśród nich prawdziwe talenty i staramy się je rozwijać.

Przejdźmy teraz do waszych kontaktów międzynarodowych. Jak się zaczęły?
Nasze pierwsze międzynarodowe kontakty rozpoczęły się oczywiście od Polski Od przemyskich plenerów. Ale stopniowo zaczęliśmy rozszerzać nasze kontakty. Pierwsza taka okazja nadarzyła się w Mrągowie. Tam podczas Festiwalu Kultury Kresowej poznałem prezesa organizacji skupiającej artystów-plastyków z Białorusi Stanisława Kiczkę z Grodna. Tak zaczęła sie nasza współpraca. Zapraszamy ich na nasze plenery do Lwowa, a oni do siebie do Grodna. Organizowaliśmy wspólne wystawy. Obecnie nasza młodzież już samodzielnie nawiązała tam znajomości i przyjaźnie i również kontynuuje wymianę artystyczną. To właśnie z Białorusią mamy najlepsze kontakty.

X