W poszukiwaniu Dzikiego Stepu

W poszukiwaniu Dzikiego Stepu

Do podjęcia tej wyprawy od lat pobudzała mnie pieśń „Hej Sokoły!”. Interesowało mnie, czy wciąż, gdzieś tam, na południu Ukrainy, blisko brzegu „czarnej wody”, czyli Morza Czarnego, pozostał chociażby kawałeczek prawdziwego stepu?

Chciałem usłyszeć, czy wśród bujnych traw „dzwonią” tam skowroneczki oraz zobaczyć, co naprawdę pozostało po Dzikich Polach. Wsiadłem w pociąg Lwów-Cherson, aby po dwudziestogodzinnej jeździe w starym sowieckim wagonie od razu znaleźć się w objęciach suchego południowego wiatru.

 

Jak przewidziałem, znaleźć w tym okresie kogoś z Towarzystwa Polskiego w Chersoniu łatwiej jest w Polsce, niż tu na miejscu. Wszędzie urlopy. Mapy i foldery turystyczne też trudno jest nabyć, ponieważ promocją 

Wieża ciśnień (Fot. Konstanty Czawaga)

obwodu chersońskiego prawie nikt się jeszcze na poważnie nie zajmuje. Jedyne, czego zdołałem się powiedzieć to to, że na wybrzeżu Morza Czarnego funkcjonuje kilkadziesiąt niedrogich posowieckich pensjonatów.


Obok przystanku, skąd wyruszają busiki do nadmorskich miasteczek i osad: Żelaznego Portu, Łazurnego i Skadowska, pachniało szaszłykami, do spróbowania których uprzejmie zapraszał czarujący przy ogniu młody Tatar. Tu, muszę się przyznać, też zabrzmiał mi refren: „Dziki Tatar w stepie gania, ale Polak go dogania…”. Tymczasem Tatar od szaszłyków był chętny do rozmowy. Powiedział, że pochodzi ze starej krymskiej rodziny tatarskiej. Po latach przymusowego wygnania, spędzonych w Azji Środkowej, dwadzieścia lat temu wrócili na Krym. Chłopak skończył liceum techniczne, jednak na Krymie pracy nie znalazł. Potomek rodu tatarskiego powiedział też, że nigdy nie był w dzikim stepie, ponieważ dzisiaj go … nie ma. Wszystko już dawno zostało zaorane.

„Ale pewnie też wybierasz się na piaski aleszkowskie? – chytrze popatrzył na mnie. – Sporo tu waszych „zapadeńców”, to znaczy z zachodu Ukrainy. Ze Lwowa też tu przyjeżdżają – nawet rowerami”. Po chwili uprzedził, że różne wypadki się tam zdarzają. „Jakby tam nie było, to jest pustynia, – zaznaczył. – Kiedyś był tam poligon wojskowy. Wiesz coś o tym?”. Słyszałem o tym wcześniej, i właśnie dlatego zaplanowałem przede wszystkim zobaczyć ten cud natury – Sacharę na zielonej Ukrainie.

X