Pochowani żywcem

Pochowani żywcem

Niccolo Paganini (Fot.img1.douban.com)

Pokrzykiwanie na lekarzy świadczy tylko o prostactwie pokrzykującego. Medycyna może dziś dokonać wiele, ale przecież nie może wszystkiego. Wiele jest jeszcze spraw, których medycyna nie zna. Medycyny nie uczą nas aniołowie. Sami musimy dochodzić prawdy i często, zanim ustali się przyczynę i sposób postępowania, działa się niejako po omacku i na wyczucie. Duże sukcesy, jakie osiągają nasi lekarze powoduje mylne mniemanie, że powinni sobie poradzić z każdym problemem. Skoro sobie gdzieś nie radzą, to zapewne jest to efekt zaniedbania, niedouczenia, albo nonszalancji.

 

„Każdy sądzi według siebie” – jak powiada stare porzekadło. I ono się sprawdza. Najgłośniej krzyczą ci najgłupsi. Ale problem jest! Pewien lekarz zbierał opisy przypadków pochopnego orzekania śmierci i udało mu się zebrać: 219 przypadków, w których „zmarły” o włos uniknął pogrzebania, a także 149 przedwczesnych pochówków, kiedy doszło do pochowania osoby żyjącej, 10 przypadków sekcji dokonanej na żywym człowieku i 2 rozpoczęte balsamowania ludzi wciąż jeszcze żywych!

 

Te osoby miały dużo szczęścia

Raz po raz dowiadujemy się o przypadkach może nie tyle pochowania, (bo tych nie zobaczymy tak prędko), ale o próbach pochowania ludzi jeszcze żyjących, którzy czasem dosłownie w ostatniej chwili dali obecnym jakiś znak, zanim zakopano ich do grobu. Takich relacji jest mnóstwo. Przytoczę kilka przykładów, bynajmniej nie kierując się przy tym chronologią wydarzeń:

 

Niccolo Paganini, słynny włoski skrzypek wirtuoz, jeszcze będąc dzieckiem, popadł w głęboki letarg. Jako zmarły, został włożony do trumny. Tuż przed jej zamknięciem ktoś zauważył, że chłopiec poruszył ręką. Dzięki Bogu, w porę przerwano uroczystości pogrzebowe i świat odzyskał genialnego muzyka.

 

W roku 1979 ukazała się „Księga Straszliwych Pomyłek” autorstwa Stephena Pile’a, gdzie opisany jest przypadek nowojorskiego anatomopatologa, który w roku 1964 właśnie rozpoczął sekcję zwłok, gdy nagle „zwłoki” poderwały się ze stołu sekcyjnego i chwyciły doktora za gardło. „Zwłoki”, choć już nieco nacięte, przeżyły incydent. Doktor, niestety, nie przeżył zawału, wywołanego przerażeniem. Umarł na miejscu.

 

Pastor Schwarc ocknął się, leżąc w trumnie, stojącej już nad otwartym dołem, gdy przed opuszczeniem trumny parafianie zaśpiewali ulubiony przez pastora hymn. Leżący w trumnie pastor przyłączył się do chóru i to ocaliło mu życie.

Prawosławny biskup z wyspy Lesbos Nicephorus Glycas już dwa dni leżał wystawiony w otwartej trumnie, otoczony modlącymi się wiernymi, gdy nagle usiadł w trumnie, przez chwilę rozglądał się zaskoczony, aż wreszcie kazał sobie wytłumaczyć, co oznacza ten obrzęd, który koło niego odprawiają i czemu wszyscy tak się na niego gapią?

 

W lutym 2005 roku w miejscowości Kula-Mutu w Gabonie „zmarła” pani Agnas Mbenga. Ciało przeniesiono do kostnicy i zamknięto w szufladzie chłodziarki. „Nieboszczka” leżała tam całe 18 godzin, po czym zrobiła awanturę i kazała się odwieźć do domu. Jak stwierdziła – utraciła zaufanie do medycyny.

 

W roku 1993 mężczyzna z Johhanesburga (RPA) został po wypadku samochodowym uznany za zabitego. Przez dwa dni „ciało” przetrzymywano w kostnicy. Wreszcie ktoś usłyszał jego krzyki.

Andrea del Castagno, Francesco Petrarca (Fot. www.museumsyndicate.com)

 

Włoski poeta Francesco Petrarka leżał na marach już całą dobę, kiedy nagle wstał i zażądał zamknięcia okna, bo dokucza mu hulający po pokoju przeciąg. Poeta żył jeszcze ze trzydzieści lat, pisząc swoje słynne sonety.

 

Starsza kobieta „zmarła” i została przewieziona do krematorium. Już leżała na wózku wjeżdżającym do pieca, gdy nagle poruszyła ręką. Pracownik krematorium w ostatniej sekundzie zatrzymał wózek! Starodawny polski zwyczaj mówiący, że nieboszczyk powinien przed pogrzebem przez trzy dni pozostawać w domu, uratował życie kobiecie, uznanej za zmarłą. Na trzeci dzień, kobieta leżąca dotychczas w trumnie, wstała i zaczęła sobie poprawiać włosy. Trzeba było wzywać karetkę pogotowia. Nie do tej kobiety, ale do jej domowników.

 

W prosektorium jednego z miast w Polsce elektryk naprawiał zepsute oświetlenie. Było cicho i pusto. Nagle mężczyzna wydał straszny krzyk i wyskoczył przez okno. Okazało się, że jedna z leżących na stole sekcyjnym pań, właśnie zaczęła wstawać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X