Eros w legionach

Eros w legionach

Tematyka dotycząca „tych spraw” od czasu do czasu przewija się w publikacjach poświęconych wojsku, jednak do tej pory nie doczekała się kompleksowego opracowania, głównie ze względu na małą ilość źródeł. Nieco światła na sprawy związane z życiem seksualnym żołnierzy rzucają pamiętniki oraz wspomnienia.

Analizując tego typu materiał musimy pamiętać, iż epoka w której były tworzone rządziła się swoimi prawami, przez co nie pisano o wielu rzeczach, bądź używano nieco pokrętnych przenośni, dzięki którym całość nabiera wyrafinowanego „smaczku”. Połączenie tak specyficznej tematyki z tak specyficznym wojskiem, jakim były Legiony Polskie, będące niczym innym jak ochotniczą zbieraniną ludzi bądź co bądź nieszablonowych, daje bardzo ciekawe rezultaty.

Jak już wspomniałem, głównym źródłem zawierającym materiał o tych sprawach, są żołnierskie pamiętniki. Jednym z najlepszych spośród nich jest dziennik spisywany przez dr Sławoja Składkowskiego, który oprócz problemów związanych z higieną wiejskich wychodków dostrzegał także inne przejawy życia swoich podopiecznych.

 

Chęć dbałości o czystość, zarówno tą zwykłą, jak i moralną, skłaniała przyszłego premiera do skrupulatnego odnotowywania swoich sukcesów w dziedzinie walki z burdelami i innymi miejscami uciech niosących zagrożenie dla legionistów. Moralne aspekty żołnierskiego życia opisywali również księża kapelani. Niestety, nie mieli tak wielkich i spektakularnych sukcesów jak dr Składkowski, stąd też ich spuścizna literacka pozostała nieco skromniejsza.

Frontowe warunki i ciągłe przebywanie wyłącznie w męskim towarzystwie prowadziło do narastania wśród żołnierzy nastrojów, które dziś moglibyśmy określić mianem skumulowania popędu seksualnego. Zwłaszcza okresy walk pozycyjnych takie jak te nad Nidą wiosną 1915 r., czy też ciągnąca się kilka miesięcy kampania wołyńska z lat 1915 – 1916, sprawiały, iż widok przedstawicielek płci pięknej stawał się dla legionistów prawdziwym rarytasem. Cała strefa przyfrontowa była na ogół wysiedlana w promieniu kilkunastu kilometrów, dlatego zwykli żołnierze nie mieli nawet najmniejszych szans na ujrzenie kogokolwiek innego poza towarzyszami broni.

Zupełnie inaczej przedstawiała się sytuacja na tyłach. We wsiach położonych na dalekim zapleczu frontu nie ewakuowano ludności cywilnej. Nie brakowało również dziewcząt „ładnych i śmiałych względem naszych chłopców, lecz pod każdym względem niezbyt czystych” (Solek Wicenty, Pamiętnik Legionisty, Warszawa 1988). Co prawda kobiet było pięć razy mniej niż legionistów, ale co bardziej sprytni żołnierze i tak potrafili się odnaleźć w takiej sytuacji. Schadzki z gospodyniami domów, w których kwaterowali żołnierze, nie należały do rzadkości. Czasami ich cena była z góry ustalana – i tak podczas kampanii wołyńskiej poleska świtka była warta dwa tygodnie wspólnego pożycia. Nie mniej jednak, przy podziale kobiet obowiązywała jedna niepisana zasada – nie wolno było podrywać dziewczyn zamieszkałych poza własnym rejonem zakwaterowania, gdyż należały się one innym oddziałom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X