Eros w legionach

Eros w legionach

Fot. englishclass.jpO szybkości roznoszenia się tego rodzaju informacji może świadczyć fakt, iż po południu już cała kompania ryczała: „doktorze my chcemy do tej kobiecej łaźni!”. Pobyt w Kowlu wiązał się też z zagrożeniem chorobami wenerycznymi, tym bardziej, że „Powiał jakiś seksualny wiatr z tych leśnych ostępów i miejskich zaułków, dość że żołnierze o niczym nie mówią, tylko wygłaszają przechwałki, jak to było, gdy mu dała, oczywista na miłość. To udziela się smarkaczom osiemnasto- i dwudziestoletnim, no i jest kłopot”.

 

W samym mieście oprócz kilku oficjalnych domów publicznych istniały podobno także tajne miejsca schadzek, służące wcześniej żołnierzom armii carskiej. W ramach środków zapobiegawczych lekarze batalionowi wygłosili dla żołnierzy odczyty o szkodliwości chorób wenerycznych i sposobach na ich uniknięcie. Innym sposobem walki z zagrożeniem wenerycznym były niemieckie pakiety VIRO – łac. „mężczyźnie”. W skład pakieciku oprócz prezerwatywy wchodziły także takie specyfiki jak maść rtęciowa oraz roztwór protargolu, który należało sobie zakroplić. Oto co zanotował na ten temat dbający z ogromną zapalczywością o sprawy higieny dr Składkowski:

„Stosunek płciowy żołnierza niemieckiego nie kończy się nawet w chwili opuszczenia mieszkania chwilowej kochanki: ma on jeszcze obowiązek dokładnie zapisać nazwisko, imię i adres partnerki, by podać to wszystko władzom w razie zakażenia się. Inaczej zostaje surowo ukarany. Ułożono nawet specjalne formularze dla chorych wenerycznych, które należy starannie wypełniać, pod odpowiedzialnością lekarza wojskowego. Nasi chłopcy są z reguły zbyt rycerscy, by podawać nazwisko „panienki”, twierdząc, że wszystko odbyło się na „miłość”, że była to uczciwa kobieta, która wyjątkowo tylko uległa, że więc nie ma mowy o niedyskrecji […] wobec tego, że „viro” nie zawsze pomaga, gdyż widocznie nawet Niemcy nie stosują go zbyt starannie, spokojnie i metodycznie, uczeni niemieccy propagują ostatnio nieszkodliwość samogwałtu, stosowanego w sposób umiarkowany(?). Są to już naukowe teorie, podyktowane wybitnie pobudkami patriotycznymi i to na pewno na czas wojny. Nie wiem jaki wpływ wywarły te teorie na naszych chłopców i niemieckich żołnierzy. Z resztą musi to uregulować jakoś „sama natura”. Chorych na skutek naszej przymusowej czystości obyczajów nie zauważyłem”.

 

Okazje do kontaktów z kobietami stwarzały także wyjazdy na urlopy. Węzłem kolejowym przez który przejeżdżali żołnierze jadący z Wołynia był Lublin. Wykorzystywały to miejscowe panienki, które liczyły na żołnierskie relutum czyli pieniężny ekwiwalent kosztów całodziennego wyżywienia wypłacany podczas wyjazdów na tyły. Niestety biznes kręcił się tu znacznie gorzej, gdyż większość, zwłaszcza młodych żołnierzy, totalnie lekceważyła podstarzałe prostytutki i cały zapas pieniędzy przepuszczała w cukierniach i sklepach ze słodyczami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X