Eros w legionach

Eros w legionach

Pocztówka z kolekcji autora„W tych sprawach” znacznie lepiej powodziło się żołnierzom podczas działań ofensywnych. Oddziały legionowe posuwając się przez Lubelszczyznę i Wołyń niejednokrotnie stykały się z miejscową ludnością, a wszystkie nadarzające się okazje były skrupulatnie wykorzystywane przez legunów:

 

„Są tu wspaniałe drzewa wiśniowe, całe okryte owocami. Chłopcy nasi prosili dziewczęta miejscowe, by im wisien narwały, bo oni są zmęczeni i nie mogą wleźć na drzewo. Te w naiwności wchodziły na drzewa, co bacznie „obserwowali” nasi chłopcy, stojąc pod drzewami. Widocznie widoki, jakie mieli przy tym, dodały im sił, gdyż wkrótce wleźli „pomagać” panienkom. Zapewne w gęstwinie liści nie zawsze chwytają wyłącznie za wiśnie, gdyż co chwila słychać z drzew piski i krzyki: „Co pon robi, bo zlize zoro!…”. Dotychczas żadna nie zlazła, więc widocznie nic „strasznego” się tam w górze nie dzieje” (Felicjan Sławoj Składkowski, Moja Służba w Brygadzie, Warszawa 1990).

Jako puentę do wszystkich spotkań z wiejskimi dziewczętami możemy przytoczyć kolejny fragment pamiętnika doktora Składkowskiego: „Wczoraj o godzinie 4 rano wymaszerowaliśmy z Dąbrowy. Widocznie flirt, rozpoczęty przez naszych chłopców we dnie na drzewach wiśniowych, rozwijał się pomyślnie wieczorem już na murawie, gdyż na pożegnanie nasze wyległo jeszcze więcej dziewcząt niż na powitanie. Obok nich stały matki, wyznające zasadę, że córki pilnować należy do ostatniej chwili. Gdy tak ważyły się w powietrzu ostatnie chwile pożegnań bez słów, nagle w pierwszej czwórce jeden z żołnierzy, wsparty na karabinie, a za nim cała kolumna ryknęli refren znanej piosenki:

„Ale ona mi nie dała,
Bo się mamy bardzo bała!”.


Dziewczęta udały, że nie wiedzą, o co chodzi, ale matki zaczęły się śmiać z widoczną ulgą z powodu tych śpiewanych zapewnień. Tak wyszliśmy ze wsi, zostawiając piękną połowę jej ludności „pod dobrym wrażeniem”.

Podczas stacjonowania oddziałów legionowych w poszczególnych wsiach zdarzały się również sytuacje, w których zachowania żołnierzy powodowały dość nietypową reakcję płci pięknej: „Wczoraj w czasie przyjęć chorych przyszły do mnie dwie „kobitki”, jedna starsza już, druga młoda. Nie krępując się obecnością porozbieranych żołnierzy, weszły śmiało i młodsza ze strasznym zgorszeniem opowiedziała: „Jedyn paskudnik caluśki goły leży za wsio na trowie, z początku do góry d…, a potym jak my szły wykręcił się bezwstydnik do góry… brzuchem. Niech no pan starszy idą z nami, a dobrze go tam <lizną> tą <pidrutą> to mu się odechce we wsi takie rzeczy robić!”. Miałem dużo chorych, byłem zajęty, z drugiej strony „kobitce” zanadto trochę oczy błyszczały przy opowiadaniu jak na „czyste” oburzenie. Biorę więc szpicrutę, daję jej i mówię: „A niechże pani idzie go <liznąć> tą szpicrutą, kiedy taki bezwstydnik”. Niestety, widocznie zostałem źle zrozumiany, bo kobitka plunęła i wychodząc zawołała: „A niech mu ta nawet psy odgryzą, co mi ta, mom swoigo chłopa w dumu!”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X