Diabelskie twierdzenie Fermata

Diabelskie twierdzenie Fermata

Alfred Nobel (Fot. www.thebestschools.org)Mściwy amant

Mało znane dzieje chorobliwej nienawiści Nobla do matematyki i kronikę dyskryminowania tej dziedziny wiedzy, przytaczam za Leszkiem Turkiewiczem. W historii tej Nobel występuje w roli beznadziejnie zakochanego amanta, jak w dziewiętnastowiecznym romansie dla pensjonarek, o tym, że on ją kochał, a ona go nie. Otóż na swoje nieszczęście Nobel zakochał się w niejakiej Sophie Hess. Uczucie, które przypominało wynaleziony przez niego dynamit; wybuchło nagle.

Trzeba przyznać, że w tym momencie ogromnego pecha miał nie tylko sławny Szwed, ale również matematyka i sami matematycy. Sophie była kobietą piękną i kapryśną, trochę w opisanym przez literaturę typie femme fatale, co nie przeszkadzało, że stale kręcił się wokół niej rój wielbicieli, których kokietowała, wodziła za nos i porzucała bez skrupułów. Jeden z jej przelotnych kochanków wyznał po latach: „Gdy mówiono mi, trzymaj się od niej z daleka, właśnie tej kobiety pragnąłem najbardziej”. Alfred Nobel nie był pod tym względem wyjątkiem, a jednak to on przeżywał swoją nieszczęśliwą miłość najgłębiej. Uczucie okazało się miłością niemożliwą do spełnienia, bo niestety, pozbawione zostało wzajemności.

Na domiar złego, piękna kobieta, nie zwracając uwagi na cierpienia szwedzkiego Romea, w sposób ostentacyjny zdradzała wynalazcę z matematykiem Gostą Magnusem Mittag-Lefferem. Żeby było zabawniej, Mittag-Leffer był bliskim przyjacielem Fieldsa, także matematyka, tego od medalu z Archimedesem. W ten sposób, jak w dobrej powieści, stale splatają się klimaty, biografie i wątki.

W tej dramatycznej historii miłosnej, o którą nawet byśmy nie podejrzewali chłodnego Skandynawa, tak naprawdę wszystko znajduje się na swoim miejscu: wielkie uczucie graniczące z szaleństwem, cierpienie, zdrada, chorobliwe ataki zazdrości i wreszcie zemsta odrzuconego kochanka, która w rezultacie dopadła nie tyle głównego winowajcę, czyli Mittag-Leffera, ale niejako przy okazji wszystkich matematyków i w końcu samą matematykę jako dziedzinę wiedzy.

Niektórzy znawcy obyczajów epoki uznają za cud, że pragnienie zemsty nie podsunęło Noblowi pomysłu, by zrobić praktyczny użytek ze swojego wybuchowego dzieła i po prostu któregoś dnia wysadzić rywala w powietrze. W każdym razie przez ponad sto lat, wynalazca dynamitu, niezwykle skutecznie mści się za swoje niepowodzenie miłosne na Bogu ducha winnych matematykach.

Po tej romantycznej historii, kto jeszcze ośmieli się twierdzić, że matematyka to monotonia i nuda pisania liczb oraz wzorów? Opowieść miłosna z matematyką w tle, którą przytoczyłem to prawie literatura piękna, podobnie jak owiany przez wieki tajemnicą, nierozwiązany od pokoleń problem Fermata. Zagadki związane z udowodnieniem diabelskiego twierdzenia, nastrój magii i dwuznaczności, wszystko to przypomina esej, który mógłby napisać sam Borges, gdyż tkwi w tej historii stale wymykający się sekret, stopniowane napięcie i spora domieszka metafizyki. Świat jest biblioteką i wielką tajemnicą.

Włodzimierz Paźniewski
Tekst ukazaі się w nr 5 (129) 18 – 31 marca 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X