Diabelskie twierdzenie Fermata

Diabelskie twierdzenie Fermata

Sir Andrew John Wiles (Fot. top-people.starmedia.com)A jednak Wiles

Staraniom, by ostatecznie rozwiązać problem Fermata towarzyszyły przez cały czas nadzieja i rezygnacja, lecz zdaje się, że przeważał nastrój zwątpienia czy uda się przed końcem dwudziestego wieku doprowadzić sprawę do szczęśliwego zakończenia. Wreszcie stało się to w roku 1995, a więc niejako ostatnim rzutem na taśmę. Po 358 latach bezskutecznych wysiłków, wspomniany już Brytyjczyk Andrew Wiles, za drugim podejściem, ostatecznie udowodnił wielkie twierdzenie Fermata.

A jednak mistrz z Tuluzy nie kłamał, choć nie zostawił nam ściągi. Za to długo bawił się z uczonymi w kotka i myszkę, wpisywał kolejnym pokoleniom pałę z matematyki, zachęcał do korepetycji, kazał pisać klasówki, nie zaliczał kolokwiów i oblewał na egzaminach. Nareszcie można było odetchnąć z ulgą. Po latach repetowania tej samej klasy, niezbyt rozgarnięta ludzkość w końcu zdała na trójkę poprawkę z matematyki i z trudem uzyskała promocję do następnego stulecia, więc jednym słowem eureka i happy end! Ale gdy przeczytałem o tym po raz pierwszy, ogarnęła mnie melancholia, jakby zrobiło mi się trochę żal tajemnicy Fermata, która nagle przestała istnieć.

Zdaje się, że udowodnienie twierdzenia Fermata, czego dokonał, o zgrozo, angielski profesor, jak swego rodzaju klęskę przeżywano we Francji. O francuskiej niechęci do wyspiarzy, skrupulatnie odwzajemnianej na każdym kroku, wiadomo przecież nie od dziś. Dodatkowym powodem frustracji pozostawał fakt, że do brytyjskiego sukcesu przyczyniły się odkrycia współczesnego matematyka francuskiego.


Bez Nobla

Za uporanie się z problemem Fermata, czyli udowodnienie wielkiego twierdzenia, co zajęło ludzkości ponad trzy stulecia, uczonemu, który tego dokonał na pewno należała się nagroda Nobla, niestety, i tak nigdy jej nie otrzyma, ponieważ zarówno regulamin nagrody, jak i testament Alfreda Nobla, kategorycznie wyłączają matematykę z tej formy wyróżnienia. „Królową nauk”, zgodnie z życzeniem fundatora, dyskryminuje się od samego początku, tj. 1901 roku, gdy wręczono pierwsze Noble. Trwało to ponad sto lat.

Dopiero niedawno tę nienormalną sytuację postanowiła zmienić Akademia Norweska, która od 2003 roku, by wyrównać rażącą niesprawiedliwość, przyznaje coś w rodzaju namiastki matematycznego Nobla. Ponieważ wyróżnienia nie można sygnować imieniem wynalazcy dynamitu, nazwano ją Nagrodą Abla, ku czci zmarłego w wieku zaledwie dwudziestu siedmiu lat w 1929 roku matematyka norweskiego Nielsa Henrika Abla.

Wysokość wyróżnienia, które jako pierwszy otrzymał matematyk francuski Jean-Pierre Serre, specjalista od topologii i teorii liczb, a jednocześnie zapalony narciarz i alpinista, wynosi 768 tys. euro, czyli około 900 tys. dolarów amerykańskich. Serre wykładał w Princeton, Los Angeles i w Harvardzie. Jego prace przyczyniły się do ostatecznego rozwiązania tajemniczego problemu Fermata.

Wcześniej matematyczni geniusze mogli, co najwyżej, liczyć na przyznawany co cztery lata przez Międzynarodowy Kongres Matematyków medal Fieldsa i symboliczną kwotę 1.500 dolarów kanadyjskich. Niezwykle piękny medal posiada wizerunek Archimedesa, a nazwę zawdzięcza Johnowi Charlesowi Fieldsowi, matematykowi kanadyjskiemu. Jako najmłodszy medal ten otrzymał swego czasu właśnie Serre.
Skąd jednak wzięła się nieprzejednana postawa i niechęć Nobla do matematyki, która z czasem miała stać się obsesją jego życia i osiągnęła natężenie manii prześladowczej?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X