Diabelskie twierdzenie Fermata

Diabelskie twierdzenie Fermata

Fot. zhdann.deviantart.com

Pała z matematyki

Z drugiej strony, w co bezgranicznie wierzyli entuzjaści Fermata, jako badacz znany był ze swojej solidności i skrupulatności. Należy do prekursorów rachunku prawdopodobieństwa, teorii liczb oraz rachunku różniczkowego i całkowego. W geometrii zapoczątkował metodę współrzędnych. Do dziś matematyka posługuje się małym twierdzeniem Fermata. Pod sam koniec życia, w 1662 roku, sformułował słynną zasadę Fermata, bez której optyka nie potrafi się obejść również w czasach współczesnych. Głosi ona, że ruch światła pomiędzy dwoma punktami A i B odbywa się po linii, dla której droga optyczna jest najkrótsza. Takiego człowieka w żadnym wypadku nie byłoby stać na kłamstwo, tym bardziej w sprawach nauki.

Stała, choć niewielka grupka zwolenników Fermata, była dogłębnie przekonana, że zapisek o udowodnieniu wielkiego twierdzenia polega na prawdzie. Pozostawał jeden słaby punkt, skoro rzeczywiście odkrył dowód dlaczego w latach późniejszych nigdzie go nie zapisał i w konsekwencji zabrał tajemnicę do grobu? W ten sposób traktując ludzkość jak niezbyt rozgarniętych uczniów, mających kłopoty z rachunkami, zadał jej do rozwiązania podstępne zadanie z treścią, z którym potem biedziła się bezskutecznie przez ponad trzysta lat.

Mówiąc językiem uczniowskim, nie chciał podpowiadać, a nawet zniszczył ściągawkę. Na próżno zostawiano nas po lekcjach i kazano pisać klasówki. Od 1637 roku za sprawą poety z Tuluzy ludzkość przynosiła do domu same dwóje. Nawet korepetycje u Einsteina na niewiele się zdały. Fermat okazał się niepokonany. Być może swoim postępowaniem chciał nam przekazać jakieś ważne przesłanie. W końcu każda epoka ma swoje własne tajemnice, do których broni dostępu.

 

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia co pewien czas wielkie agencje prasowe przynosiły sensacyjną wiadomość: problem Fermata nareszcie został rozwiązany, czyli wielkie twierdzenie zostało udowodnione. Raz miało się to udać Japończykowi, drugi – amerykańskiemu profesorowi. Potem równie szybko przychodziło sprostowanie, że, niestety, radość z odkrycia okazała się przedwczesna. Sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa. Do sprawy wmieszał się duch hazardu, ponieważ rozpoczął się swoisty wyścig z czasem, podszyty rozterką czy uda się przed końcem dwudziestego wieku uporać z przeklętym problemem Fermata czy też kolejne stulecie będzie zmuszone wywiesić białą flagę tak, jak to wcześniej uczyniły: wiek siedemnasty, osiemnasty i dziewiętnasty? Pytania związane z problemem Fermata rozbiegły się więc po całym świecie, potęgując gorączkę i podsycając nastrój oczekiwania.

Wreszcie latem 1993 roku, pod koniec wykładu, kompletnie zaskakując swoje otoczenie, angielski matematyk, pracujący w Princeton, profesor Andrew Wiles, w świetle jupiterów i w obecności kamer telewizyjnych ogłosił całemu światu, że ponad wszelką wątpliwość udowodnił wielkie twierdzenie Fermata. Rezultat jego pracy wywołał jednak sporo zastrzeżeń wybitnych matematyków, którzy odkryli w dowodzie pewne luki a nawet błędy na tyle poważne, że sam Wiles wkrótce wycofał swój dowód. Uzupełnienia i poprawki zajęły mu kolejne dwa lata.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X