Wojaże po ormiańsku

Wojaże po ormiańsku

Monastyr Khor Virap (Fot. Joanna Demcio)Jadąc z Giumri do Asztaraku można gołym okiem zauważyć jak co raz wyraźniej zmienia się krajobraz – z każdym kilometrem ubywa zieleni, zjawia się natomiast więcej surowych skał, osadzonych na pustyni, jednym słowem da się odczuć, że zbliżamy się bardziej do tureckich klimatów.

 

Dlaczego Asztarak? – z powodu monastyrów, znajdujących się w pobliskiej wsi Mughni. Wspinając się po wyboistej drodze i osłaniając się przed mokrym śniegiem, który smaga nam twarze, dochodzimy do pierwszego z nich – monastyr đw. Jerzego ostatecznego kształtu nabrał w XIV – XVII w., jednak pierwsza kapliczka zjawiła się tu w VI w., po przywiezieniu w to miejsce relikwii św. Jerzego.

Następny monastyr nie zrobił już na mnie większego wrażenia – całkowicie odrestaurowany w środku, nie miał już w sobie tego mistycyzmu. Dlatego szybko ruszyliśmy w dalszą drogę, do kolejnego monastyru, znajdującego się w kolejnej wsi – tam z kolei – kompletna ruina, ale widok zapierający dech w piersi – Hovhannavank wbudowany w XIII w., na przedzie z wieżą z VI w., stoi na krawędzi urwiska, z rwącą rzeką u dołu.

 

Erewan – to już z kolei zupełnie inny świat – błądząc niekończącymi się ulicami, dokoła widzi się jedynie nowe, wielkie budownictwo, które okrutnie przytłacza. Władze ormiańskie, budując nowy Erewan, prawdopodobnie chciały na siłę wręcz udowodnić wszystkim dokoła jaką potęgą stała się Armenia.

– Wreszcie zaczyna wszystko się rozwijać, ludzie w stolicy mogą dostać pracę, mamy światło, wodę i gaz! Nie to, co w latach 90., kiedy w piecach paliliśmy książkami, bo już i drewna nie było. Zresztą, popatrz jak piękny jest nasz Erewan, zupełnie nowy! – zachwyca się Razmik, student weterynarii. Jego zdanie całkowicie podziela 52-letnia Luda, była właścicielka sklepu meblowego, pomimo tego, że PKB w kraju na osobę wynosi ponad 2 tys. dolarów, a cała gospodarka jest niezwykle uzależniona od rosyjskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X