Konsulat RP we Lwowie jest największy na świecie

Konsulat RP we Lwowie jest największy na świecie

O losie obrazów Altamonte w Żółkwi, kontroli nad pracą wydziałów wizowych po skandalu w Łucku, o „czarnych” wizowych pośrednikach i perspektywach otwarcia Domu Polskiego we Lwowie z ambasadorem RP na Ukrainie Henrykiem Litwinem dla zaxid.net rozmawiała Lilia Kuzik.

Zaznaczył pan, że obrazy Altamonte „Bitwa pod Parkanami” i „Bitwa pod Wiedniem” mają zostać umieszczone w kościele p.w. św. Wawrzyńca w Żółkwi, ale są już umieszczone w zamkach pod Lwowem. Czy będzie pan tę kwestię nadal podejmował?
Możliwe, ale nie powiedziałem, że mają być w Żółkwi. Decyzja nie zależy od nas, ale od właściciela obrazów. Powiedziałem tylko, że naszym zdaniem byłoby dobrze nadać pierwotny wygląd tej świątyni i zwrócić zabytki do Żółkwi. Jest to dobra myśl. Uważam, że byłby to bardzo dobry przykład naszej współpracy, dowód wsparcia naszej wspólnej spuścizny kulturowej. Ale trzeba o tym decydować w ramach ustawodawstwa ukraińskiego.

Jest właściciel obrazów i do niego należy decyzja. To jest nasza propozycja współpracy. Propozycja mająca przyszłość, bo są jeszcze dwa obrazy i myślę że byłoby najlepiej, żeby te cztery obrazy wróciły na miejsce, dla którego zostały stworzone. Zobaczymy jak potoczą się rozmowy ze stroną ukraińską. Możliwe są inne wspólne działania, inne obiekty naszej działalności w ramach działań dla wspólnej spuścizny kulturowej.

Powiedział pan, że są uwagi co do umieszczenia obrazów na zamkach. Jakie konkretnie? Czy rozmawiał pan o tym z dyrekcją Lwowskiej Galerii Sztuki?
Miałem spotkanie z nową panią dyrektor, bo chciałem ją poznać. Nie jestem fachowcem i nie mogę dyskutować o takich detalach. Jest to, przede wszystkim, dzieło naszych konserwatorów, którzy wykonali kawał dobrej roboty – odnowili obrazy. To oni mogą mieć uwagi co do warunków ekspozycji. Ale to są rozmowy, które powinni toczyć specjaliści.

Wspomniał pan jeszcze o dwóch obrazach – „Bitwie pod Chocimiem” i „Bitwie pod Kłuszynem”. Jaki jest ich los. Wszak one też wymagają konserwacji. Czy toczą się w tej sprawie jakieś rozmowy?
To oczywiste, że wymagają restauracji i konserwacji. Jest to sprawa do dalszych rozmów. Jest tu możliwa współpraca ze stroną polską. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że nie można dokonać odpowiedniej restauracji, bez wiedzy gdzie i w jakich warunkach obraz będzie eksponowany. Wszystko to należy uwzględnić. O tym trzeba rozmawiać.

Dyskusja o umieszczeniu obrazów rozpoczęła się ostro…
Dyskusja była ostra, bo ktoś włączył do niej fałszywe elementy. Ktoś rzucił, że są plany przekazania obrazów Polsce. Była, na przykład, inna informacja, że strona polska dokonała restauracji za fundusze europejskie. Takie nieprawdziwe informacje tylko zaostrzyły atmosferę. Ale, jak rozmawiałem z panią dyrektor (Łarysą Woźnicką – red.), okazuje się, że spokojnie można o wszystkim rozmawiać. Nie zaprzeczamy, że właścicielem obrazów, który będzie decydował o ich losie, jest Lwowska Galeria Sztuki i nie ma tu powodu do konfliktu. Tylko rozmowa, nawet jak są różne zdania, jest idealnym rozwiązaniem dla obu stron. Nie ma tu konfliktu, bo wiadomo kto jest właścicielem i kto będzie decydował…

Polska i Ukraina mają wiele wspólnej spuścizny kulturowej. Jak unikać w przyszłości nieporozumień i konfliktów?
W tym jest sedno sprawy. Uważam, że najważniejsze, aby ta sprawa stałą się przykładem naszej dobrej współpracy. Musimy doprowadzić do tego, żeby wszyscy byli usatysfakcjonowani. Żeby pokazać, że razem umiemy bronić naszej wspólnej spuścizny. W kwestii obrazów z Żółkwi nie ma wątpliwości kto jest ich właścicielem, ale nie ma też wątpliwości, że jest to cząstka naszego wspólnego dziedzictwa, cząstka polskich i ukraińskich tradycji. I trzeba pokazać, że Polacy i Ukraińcy są zainteresowani w jak najlepszym przedstawieniu tych tradycji, żeby jak najwięcej ludzi je zobaczyło…

X