Polak, Japończyk – dwa bratanki (cz. III)

Polak, Japończyk – dwa bratanki (cz. III)

Mjr Jan Kowalewski (Fot. pl.wikipedia.org)Szyfrant przez przypadek

Jan Kowalewski w zasadzie wcale nie był szyfrantem. Po ukończeniu szkoły handlowej w Łodzi, studiował chemię przemysłową na Uniwersytecie w Liège. Po wstąpieniu do wojska też nie sprawiał wrażenia kogoś genialnego. Wszystko zaczęło się od przypadku. Kolega Kowalewskiego, porucznik Sroka, miał tego dnia ślub swojej siostry, na który nie mógłby pójść, bo akurat wypadł mu dyżur w sztabie, gdzie trzeba było odbierać depesze z nasłuchu radiowego.

Porucznik Kowalewski zgodził się go zastąpić i w ten oto sposób znalazł się na stanowisku dającym mu wgląd w sprawy tajnych szyfrów. Polskich i niepolskich. Zauważył bowiem cały stos nierozszyfrowanych depesz bolszewickich, a że na dyżurze było nudno, z nudów zaczął próbować je rozszyfrowywać. Praca wciągnęła go do tego stopnia, że został przy niej już do rana następnego dnia. Udało mu się rozszyfrować grupę depesz, w których powtarzało się słowo mające trzy takie same litery odpowiadające trzem literom „i” w słowie dywizja oraz fakt, że depesze podpisywane były raz szyfrem, a raz otwartym tekstem.

Rano doszło w sztabie do sensacji, gdy okazało się, że jest taki ktoś, kto potrafi czytać rosyjski szyfr. Natychmiast polecono mu by został dowódcą komórki deszyfracyjnej Sztabu Generalnego, więc (jeszcze wtedy porucznik) Kowalewski zajął się tym jak najlepiej potrafił. Założył sieć stacji nasłuchowych, zatrudnił znakomitych matematyków z Uniwersytetów Warszawskiego i Lwowskiego. To dało takie efekty, że już w sierpniu 1919 udało mu się znaleźć klucz do szyfru Armii Czerwonej. Potem, podczas wojny bolszewickiej, Polacy szybciej czytali dokumenty radzieckie niż bolszewiccy dowódcy, do których były one wysyłane! Ale to nie był koniec sukcesu.

Kowalewski złamał jeszcze dodatkowo szyfry Armii Denikina i „białej” Floty Czarnomorskiej, zaś w roku 1920 pod ręką Kowalewskiego pękły szyfry niemieckie! Tak naprawdę, to dzięki pracy porucznika Kowalewskiego Polska wygrała wojnę z bolszewikami. Józef Piłsudski wiedział dzięki temu o bolszewikach wszystko, a to pozwalało mu na jak najbardziej celowe wykorzystanie Wojska Polskiego. Za swe zasługi Jan Kowalewski otrzymał w roku 1921 awans na kapitana i Srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari.

 

Współpraca wywiadów Polski i Japonii
To właśnie w placówce Kowalewskiego tłumaczono depesze przysłane z Japonii i Japończycy zaczęli zabiegać o to, by kapitan Kowalewski przyjechał do Japonii. Chcieli, by uczył kryptologii japońskich oficerów wywiadu. Polacy wyrazili na to zgodę i w roku 1923 kapitan Kowalewski pojechał na trzy miesiące do Tokio, gdzie rozpoczął z wyznaczonymi oficerami bardzo intensywne szkolenie. Nauka dotyczyła różnych szyfrów radzieckich. Dyplomatycznych i wywiadowczych.

Kursanci musieli nauczyć się szyfrować i rozszyfrowywać rosyjskie teksty. W tym celu kapitan Kowalewski skonstruował kursantom maszynę szyfrującą, pomagającą w tych pracach. W trakcie trwania kursu postanowiono również, że do Polski będą wysyłani wybrani oficerowie japońscy na okres jednego roku, celem podniesienia swych kwalifikacji pod nadzorem polskich oficerów. Japońskie dowództwo prosiło Polaków, by nie pozostawiali tym oficerom nawet jednej wolnej chwili.

Żeby obciążać ich pracą w placówce, ale i zadawać im pracę do domu. Można powiedzieć, że Japończycy prosili Polaków o stworzenie delegowanym Japończykom na tym rocznym kursie, japońskiego stylu pracy. Sprawa szkolenia w Polsce japońskich oficerów miała się odbywać przy ciągłej współpracy wywiadów polskiego i Japońskiego. Głównym obiektem starań obu wywiadów miał być Związek Radziecki. Po bardzo wyczerpujących trzech miesiącach, kapitan wracając do Polski został odznaczony najwyższym orderem Cesarstwa Japonii, Orderem Wschodzącego Słońca. W Polsce czekał już na niego awans na majora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X