Pod Berlińskim Murem

Pod Berlińskim Murem

Dla większości byłych obywateli Związku Sowieckiego pierwszy kontakt z Zachodem stał się możliwy w latach „pieriestrojki”, po zniesieniu „żelaznej kurtyny” i zburzeniu muru berlińskiego. Niektórym być może brakuje śmiałości dla przywołania własnych wspomnień z tego okresu, inni nie odczuwają takiej potrzeby.

Ostatnio pewni podróżnicy do Europy narzekają na zbyteczną, ich zdaniem, rzetelność polskich celników. Przypomnieli nawet dawne pogardliwe rosyjskie przysłowie: „Утка не птица, Польша не заграница” („Kaczka nie ptak, Polska nie zagranica”)…

A przecież po zniesieniu „żelaznej kurtyny” Polska stała się dla większości obywateli ZSRR szansą na przetrwanie w warunkach pustych półek sowieckich sklepów i galopującej inflacji. Na pewno pozostaną w pamięci przepełnione wagony, po odnowieniu stałej komunikacji kolejowej np. między Lwowem i Przemyślem, śmierdzące tanią wódką, śledziami i jeszcze nie wiadomo czym. Często wsiadało się do nich przez okna…

Moje pierwsze „zapoznanie się” z Zachodem było nieco bardziej kulturalne, gdyż zupełnie przypadkowo miałem okazję wziąć udział w wycieczce turystycznej do NRD latem 1989 r., czyli kilka miesięcy przed zburzeniem muru berlińskiego.

 

Cud dokonany
Ten fakt można nazwać cudem, ponieważ skład uczestników podobnych wycieczek w czasach sowieckich, nawet do krajów „obozu socjalistycznego” był rzetelnie sprawdzany i dobierany. Wycieczki zagraniczne przeznaczone były dla różnych dygnitarzy komunistycznych, członków ich rodzin i osób im bliskich. Do żadnej z tych kategorii nie należałem, ponadto, nie byłem komunistą.

Pracowałem wtedy jako zwykły inżynier, krótko po studiach, w jednym z zakładów przemysłu elektronicznego. Później, po powrocie z NRD, zrozumiałem prawdziwą przyczynę tego „cudu”. Komuniści stracili zainteresowanie do zwiedzania NRD w warunkach przygotowywanego połączenia Niemiec i ówczesnej sytuacji ekonomicznej w tym kraju, podobnej do ZSRR. Jest to malutki, lecz wyraźny przykład materializmu marksistowskiego.

Po wykupieniu w firmie turystycznej „Inturist”, jedynej na cały ZSRR, odpowiedniego skierowania, byliśmy wraz z Jurkiem, kolegą z pracy, szczęśliwi w oczekiwaniu na chwilę zapoznania się z tradycją, kulturą i pamiątkami historycznymi Niemiec (chociaż wschodnich), krajem filozofów i poetów.

Oczywiście, przed wyjazdem złożyliśmy podpisy pod zaleceniem nierozgłaszania tajemnicy państwowej w tzw. pierwszym wydziale naszego zakładu, podporządkowanego bezpośrednio KGB. Teraz nie jest to tajemnicą, że większość zakładów byłego ZSRR pracowało w dzień i w nocy na przemysł wojskowy, a różne „instytucje naukowe” korzystały z technologii zachodnich i odpowiedniego sprzętu, kupionego rzekomo „w celu naukowym”…

Naszą grupę turystyczną (ok. 30 osób, przeważnie nauczycieli, lekarzy, muzyków, inżynierów) dowieziono do Brześcia (d. Litewskiego), gdzie nazajutrz mieliśmy wsiąść do pociągu pasażerskiego Moskwa – Berlin.

X