Pod Berlińskim Murem

Pod Berlińskim Murem

Pomnik Goethego i Schillera w Weimarze autorstwa Ernsta Rietschela, 1857r. (Fot. en.wikipedia.org)Bliżej Beethovena, Goethego i nie tylko

Oprócz Berlina zwiedziliśmy Erfurt i Weimar. To dodało nam otuchy. Powiało wreszcie kulturą, ponieważ wrażenia ze Wschodniego Berlina, oprócz berlińskiego ZOO, były raczej przygnębiające. Na pewno dlatego, że pokazywano nam miejsca, które zdaniem organizatorów, miałyby spodobać się „Ruskim”.

Erfurt i Weimar, mniej zniszczone w czasie wojny, w dużym stopniu odróżniały się od Berlina również w architektonicznym stylu zabudowy. Wyglądały weselej i bardziej malowniczo. Tutaj można było odczuć ducha wielkich Niemców o światowej sławie: Beethovena, Goethego, Schillera. Zwiedziliśmy muzeum Beethovena oraz zadbane mauzoleum Goethego i Schillera. Zobaczyliśmy też pomnik Marcina Lutra (1483-1546).

W centrum Erfurtu, na wzgórzu dominował przepiękny kościół. Raczej z naszej inicjatywy Katarzyna zgodziła się pokazać go bliżej. Po wejściu byłem zaskoczony brakiem jakichkolwiek ozdób. Okazało się, że przerobiono go w swoim czasie na kirchę luterańską. Zadałem Katarzynie pytanie: „Gdzie znajduje się centrum wiary luterańskiej, jeżeli za centrum prawosławia uważa się Moskwę, a stolicą katolicyzmu jest Watykan?”. Nie potrafiła udzielić odpowiedzi.

 

Katedra rzymskokatolicka w stolicy Turyngii - Erfurcie (Fot. pl.wikipedia.org)

Magiczne słowa pomimo nadzoru
Miałem wrażenie, że w owym czasie Niemcy w NRD byli dość zastraszeni czy przygnębieni narzucanym im codziennie poczuciem winy i dość ostrożni w swoich wypowiedziach w stosunku nawet do nas, zwykłych obywateli sowieckich. Pragnienie normalnych ludzkich stosunków jednak przerywało ten strach.

Kontaktowaliśmy się podczas sprzedawania naszych „towarów”, korzystając z każdej ku temu okazji, często na przystankach tramwajowych, ponieważ podobnego „handlu” turystyka nie przewiduje.

 

Okazało się, że większość osób z naszej grupy była dobrze przygotowana do tego, a więc nie przypadkowo umawiała się z celnikami sowieckimi w Brześciu. Wśród rozłożonych na chodnikach rzeczy można było ujrzeć wiele ciekawostek, zaczynając od samowarów z Tuły po zimną broń z Kaukazu. Nie byłem na tyle bogaty. Podobno jak inni, nie władałem swobodnie językiem niemieckim. Więc podpisałem po niemiecku rzeczy do sprzedania. To spowodowało zainteresowanie i zaowocowało sukcesem. Ponadto, zauważyłem pozytywną reakcję Niemców na proste słowa (po niemiecku): proszę, dziękuję, pan, pani. Szybko wszystko sprzedałem. Innym widocznie brakowało tych prostych, lecz cudownych dla każdego narodu słów. Mój sukces wywołał zdziwienie podróżujących, bo nie wierzyli, że jestem w Niemczech po raz pierwszy.

Tylko jednemu turyście z naszej grupy nic nie brakowało, nie interesowały go również wycieczki. Ten młody człowiek jawnie nudził się i czasem sceptycznie patrzył na nas przez okna restauracji, gdzie popijał koniak…

X