Pod Berlińskim Murem

Pod Berlińskim Murem

Pamiątki z podróży„Hindenburg” i „Salamander”

Nie stawiałem przed sobą zadań zarobkowania. Potrzebowałem jednak kupić coś na pamiątkę. W tym czasie marzeniem większości obywateli sowieckich były buty firmy „Salamander”.

 

Jeździło się po nie, podobno jak po cytryny czy pomarańcze nawet do Moskwy czy Leningradu (ob. Petersburgu). Później filie tej znanej niemieckiej firmy otworzono w Rosji i nawet na Białorusi, ale niestety nie odpowiadały jakości pierwowzoru. Nabyłem już drobne pamiątki, ale również marzyłem o kupnie oryginalnych butów „Salamander”.

Nie było to proste. Pierwszą kolejkę po buty zauważyłem w prawie pozbawionym towaru jednym z centralnych berlińskich sklepów. Ciągnęła się od wejścia aż na piętro. Pomimo ubrania po cywilnemu, można było się domyślić, że w kolejce stoją sami sowieccy wojskowi lub ich krewni. Później okazało się, że w tym dniu dowieziono tylko damskie obuwie.

 

Nadal brakowało mi pieniędzy. W pewnym momencie przypomniałem sobie, że posiadam przedwojenną srebrną monetę niemiecką (5 marek) z podobizną Hindenburga, którą półżartem sprezentowano mi przed wyjazdem. Sprzedałem tę monetę pewnemu Niemcowi, z którym dogadaliśmy się… po polsku… Od niego też dowiedziałem się gdzie najszybciej kupić buty i spełniłem swoje marzenie.

 

Wspaniałe niemieckie dziewczyny
Oprócz Katarzyny trudno mi nie wspomnieć jeszcze o dwóch niemieckich dziewczynach. Jednej – sprzedawczyni z Weimaru, zawdzięczam uratowanie mego portfela z paszportem, który zgubiłem w sklepie. Wręczyła mi go osobiście, pomimo starań „interesantów” z naszej grupy. Inna – obroniła mnie przed neonazistami na Aleksanderplatz w Berlinie.

Dobrze znając język rosyjski, wśród sowieckich turystów poszukiwała znaczków dla kolekcji ojca. W pewnym momencie zaatakowało mnie trzech agresywnych młodzianów. Nie wiedziałem o co chodzi. Po interwencji Niemki jednak odstąpili. Później przypomniałem sobie ten gest młodych Niemców, gdy we Lwowie słyszałem podobne krzyki po ukraińsku: „Waliza, dworzec, Rosja!”.

Zamiast nowych murów
Zniesienie muru berlińskiego stało się wielkim świętem, szczególnie dla narodu niemieckiego. Jak zapewnił mnie Marek, przyjaciel z Bremen, różnic i dawnych podziałów teraz już nie można zobaczyć. Cieszę się że mam tam przyjaciół.

Są jednak i tacy, którzy przyjaciół nie szukają. Trudno przeliczyć tych „konserwatystów”, pozostałych na terenie byłego Związku Sowieckiego, czy nawet we Lwowie. Garstka byłych komunistów po wyrzuceniu na ulicę większości fachowców (około dwóch tysięcy fizyków, chemików oraz inżynierów w dziedzinie elektroniki) w przedziwny sposób nadal rządzi zakładem, w którym pracowaliśmy z Jurkiem.

Niedawno, jak się okazuje, wyżej wspomniany „sprzęt naukowy” oraz odpowiednie technologie, jakoby przestarzałe, sprzedano do… Chin, gdzieś za Wielki Mur Chiński, znacznie wyższy od Muru Berlińskiego. Ale jakich tylko win nie odpuszczamy naszym „dobroczyńcom”? Na razie za Wielki Mur Chiński się nie wybieram. Być może na to jeszcze nie czas.

Krzysztof Hufiec
Tekst ukazał się w nr 11 (159) 15–28 czerwca 2012

X