Osobowość kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego (1926-2020). Część 3 Kardynał Karol Wojtyła asystuje przy sakramencie małżeństwa Zygmunta i Krystyny Jaworskich, fot. ze zbiorów autora

Osobowość kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego (1926-2020). Część 3

Ks. Marian Franciszek Jaworski pod datą 21 maja 1964 roku w „Kalendarzu czynność” zapisał, że odbyła się „Wycieczka z seminarium na Trębacz od Klikuszowej i zejście na Kowaniec. Majówka w Ludźmierzu”. Takie wędrowne duszpasterstwo ks. Jaworski prowadził co najmniej od 1960 roku, kiedy to 24 maja 1960 roku od kanclerza kurii metropolitalnej w Krakowie odebrał pisemne „zezwolenie na sprawowanie mszy św. polowych”. Jednak już niebawem 3 sierpnia t.r. w Rajczy w schronisku na „Wielkiej Raczy za odprawianie mszy św. dla kleryków biorących udział we wspólnej wycieczce ks. Marian Jaworski został zatrzymany przez miejscową milicję. W trakcie przesłuchania stwierdzono, że w trakcie wycieczki była sprawowana Msza św. pod gołym niebem w lesie obok szlaku turystycznego. Za naruszenie – jak to określono – „ustawy o zgromadzeniach” skazano profesora na 1 500 zł grzywny.

W 1983 roku ks. Jaworski udawał się na spacer na Kalatówki, zatrzymywał się „u braci albertynów”. Z ks. Stanisławem Wawszczakiem 24 września 1983 roku udał się na spacer do doliny Olczyskiej, a w następnym dniu jego szlak zmierzał do Doliny Białego.

Górskie wyprawy, fot. ze zbiorów autora

Również w przewodnikach turystycznych oraz pamiątkowych wpisach można odtworzyć w części trasy i daty górskich wędrówek bpa Karola Wojtyły i ks. Mariana Jaworskiego. Na przykład:

Zawoja Górna: „wrzesień 1955 roku. Bp Karol Wojtyła przyjechał do ks. Mariana Jaworskiego”;

Jałowiec: „w latach sześćdziesiątych – przebywali na krótkim odpoczynku: kard. Stefan Wyszyński, bp Karol Wojtyła i ks. prof. Marian Jaworski, leśny dukt prowadzący od kaplicy Matki Bożej Leśnej do sanktuarium Matki Bożej w Przyłękowej, był miejscem spacerów i modlitwy dwóch przyjaciół, tj. ks. Karola Wojtyły i ks. Mariana Jaworskiego. Do renowacji kaplicy Matki Bożej Leśnej przyczynili się: ks. Karol Wojtyła i ks. Marian Jaworski”.

Wikariusz w Baszni, fot. ze zbiorów autora

W kronice sióstr salwatorianek istnieje wpis o „niespodziewanej wizycie” w dniu 9 marca 1964 roku abpa Karola Wojtyły i ks. Mariana Jaworskiego. Byli wówczas w Markowych Szczawinach na wycieczce narciarskiej – warto dodać, że dzień wcześniej odbył się ingres abpa Karola Wojtyły do katedry w Krakowie. Potwierdza to również „Kalendarz czynności” ks. Mariana Jaworskiego.

W ciszy górskiej trwała dyskusja nad książką kard. Karola Wojtyły „Osoba i czyn”, o której tak wspominał kardynał Marian Jaworski: „Podczas pobytu w górach, w Zawoi, przyjechał do mnie kardynał Karol Wojtyła i dając mi do ręki rękopis swojego opracowania, powiedział: –  Przeczytaj i powiedz mi, co o tym myślisz. Po jakimś czasie znów przyjechał, by wysłuchać mojej opinii. A ja mówię – to trzeba wydać. A kardynał Karol Wojtyła na to: Ale jest to książka, która nie ma żadnych przypisów. W mojej ocenie jest to książka myśliciela i to nie umniejsza jej wartości. Ta pozycja została wydana, a zawartym tam przemyśleniom było poświęcone specjalne sympozjum na KUL-u, podczas którego to inne współczesne ujęcie, odbiegające od tradycjonalistycznego widzenia, wywołało gorącą dyskusję”.

Zachowane zdjęcia również ukazują, że dwaj doktorzy filozofii chętnie udawali się na wycieczki rowerowe, które pozwalały „nie tylko na relaks, ale i na widzenie życia codziennego z bliska oraz na tle przyrody”. Wszystkie wędrówki były tak wytyczane, by na ich drodze znalazła się kapliczka, samotnie stojący krzyż, często również kościół, w którym przy dłuższych postojach organizowano okresowe duszpasterstwo dla wczasowiczów.

W wyprawach nie omijano miejsc szczególnie znanych i czczonych. Do nich należał Ludźmierz w Kotlinie Orawsko-Nowotarskiej. „W kościele parafialnym znajduje się statua Matki Bożej Ludźmierskiej z Dzieciątkiem – określana jako ozdoba pól i hal, nazywana Królową Podhala i przewodniczką błądzących w górach. Z figurą Matki Bożej Ludźmierskiej wiąże się zdarzenie, które zostało uznane za przepowiednię w stosunku do ówczesnego bpa Karola Wojtyły. W sierpniu 1963 roku w czasie uroczystości zwieńczenia statuy koronami przez kard. Stefana Wyszyńskiego z udziałem biskupa pomocniczego diecezji krakowskiej, podczas czynienia znaku krzyża już ukoronowaną figurą – z ręki Maryi wypadło berło, które zdołał w locie uchwycić stojący obok bp Karol Wojtyła. Wówczas kard. Stefan Wyszyński odebrał to jako zapowiedź przekazania przez Maryję władzy Karolowi”.

Z krewnymi w górach, fot. ze zbiorów autora

O tych wyjazdach w góry tak po latach wspominał kardynał Marian Jaworski: „Przez wiele lat przyjeżdżałem latem do Zawoi Górnej na odpoczynek. Miałem wtedy możliwość podejmowania pracy duszpasterskiej wśród – jak wówczas mówiono – letników. Odprawiałem mszę św. w pobliskiej kaplicy pw. Podwyższenia Krzyża Świętego (Zawoja Wilczna), na którą przybywali zarówno mieszkańcy, jak i goście. Czasem bywałem w Zawoi także zimą, na nartach. Lubiłem też przebywać w Domu KIKu w Pewli Małej. Wspominam tamten czas bardzo serdecznie. Była to okazja do przebywania wśród bogatej przyrody, piękna i majestatu gór mieniących się barwami wszystkich pór roku. Coraz bardziej poznawałem górali – mieszkańców tej krainy obfitującej w naturalne piękno. Czasem towarzyszyłem Karolowi Wojtyle, który również niekiedy zatrzymywał się w Zawoi, na spacerach po okolicy lub podczas dłuższych wycieczek. W trakcie zwykłej wymiany zdań nasze rozmowy nierzadko schodziły na tory specjalistyczne. Teraz mogę powiedzieć, że oprócz wspólnych zainteresowań teologicznych i filozoficznych, które były nam bliskie, mogłem w tamtym czasie w jego obecności przyglądać się, jak od strony intelektualnej kształtowała się wizja człowieka w przemyśleniach przyszłego papieża oraz jak głęboko osadzał on personalizm na etyce ukształtowanej w przesłaniu ewangelicznym, to były dla mnie wielkie i cenne chwile, gdy mogłem słyszeć wypowiedź, lub choćby spostrzeżenie, którego nie zawiera żaden podręcznik akademicki, a które ujawniało ważny passus, dotyczący ludzkiej egzystencji”.

Mieszkańcy Zawoi zapamiętali częste spotkania kardynała Karola Wojtyły z ks. Marianem Jaworskim w dawnej „księżówce”, w niewielkim domku stojącym naprzeciwko kaplicy Podwyższenia Krzyża Świętego. W przeszłości „księżówka” była przystanią dla biskupów, kardynałów, a nawet prymasów. Tu odpoczywali kardynałowie Adam Sapieha, Stefan Wyszyński i Józef Glemp. Był tutaj obecny w 1997 roku papież Jan Paweł II, w czasie wizyty w Tatrach. Należy zauważyć, że ks. Marian Jaworski od 1964 roku w Zawoi też miał stałe zameldowanie.

Starania o prawo jazdy

Obok wędrówek górskich ks. Marian Jaworski żywo interesował się sportem, a zwłaszcza lubił oglądać zimowe i letnie igrzyska olimpijskie. W „Kalendarzu czynności” pod datą 21 stycznia 1956 roku zapisał wiadomość o „Otwarciu VII Zimowych Igrzysk Olimpijskich”, które odbyły się od 26 stycznia do 5 lutego 1956 roku we włoskiej miejscowości Cortina d´Ampezzo. Wówczas ks. Jaworski zapisywał wyniki biegaczy narciarskich.

Przynajmniej od początku lat siedemdziesiątych miał własny telewizor, o którym zanotował pod datą 10 października 1972 roku, że odbyła się „naprawa telewizora”.

Ks. Jaworski od pierwszych lat kapłańskich został zatrudniony jako profesor w wielu uczelniach katolickich na terenach Polski, o czym już była mowa w poprzednich opracowaniach. Często udawał się do seminariów pociągami, co dawało mu możliwość długiej lektury w trakcie drogi. Jednak z czasem wyjazdy wymagały posiadania własnego samochodu. W tym celu ks. Marian Jaworski 12 listopada 1964 roku zapisał się na kurs samochodowy, a 6 stycznia 1965 roku odbył pierwszą próbną jazdę po Krakowie. Egzamin na prawo jazdy zdał 21 stycznia 1965 roku, po czym mógł poruszać się po Polsce samochodem marki „Trabant”. W latach 80. posługiwał się jako inwalida samochodem Fiat 126p, jednak jazda bez ręki sprawiała wiele trudności. Otóż po stanowczej interwencji kapelana ks. Mariana Buczka oraz rozebraniu urządzeń dla inwalidy, bp Marian Jaworski musiał zaniechać samodzielnego prowadzenia samochodu.

Z księdzem Janem Furgałą, fot. ze zbiorów autora

Rozmowy z kapłanami

Jako arcybiskup archidiecezji lwowskiej praktycznie codziennie przyjmował na rozmowy kapłanów pracujących na terenie archidiecezji. Odwiedzały go również siostry zakonne, rozsiane ż po całej archidiecezji. Regularnie też prowadził rozmowy z generałami i prowincjałami zakonów i zgromadzeń męskich i żeńskich. Rozmowy oficjalne z kapłanami i siostrami zakonnymi odbywały się w refektarzu domu przy ul. Samczuka 14a. Natomiast na rozmowy osobiste, lub o delikatnej materii kardynał zapraszał do swojego mieszkania. Wszystkich przybywających skrzętnie notował we własnym kalendarzu czynności, dzięki czemu można zauważyć, jak wielu potrzebowało jego ojcowskiego słowa i wsparcia. Dzięki temu zachowały się informacje o wizytach też osób świeckich.

Samochód

O pokorze lwowskiego metropolity świadczył również posiadany przez niego samochód. Do Lwowa arcybiskup przybył samochodem marki „polonez”. W następnych latach posiadał samochód typu „Wołga”, która często w czasie drogi psuła się, przez co arcybiskup spóźniał się na celebracje do poszczególnych parafii. Dodatkowo w okresie kryzysu paliwowego była dość droga w obsłudze. Ostatecznie samochód został przekazany 23 stycznia 1998 roku na rzecz parafii w Rohatynie, gdzie go chętnie przejął ówczesny tamtejszy proboszcz ks. Anatol Zajączkowski.

Dopiero pod koniec 1995 roku od abpa Kurta Krenna otrzymał samochód marki „Opel vectra”, którym przez dłuższy czas nie chciał podróżować, aby nie być posądzonym o zbyt luksusowy samochód. Jednak po jakimś czasie przekonał się do nowego auta, którym musiał podróżować nie tylko po terenach archidiecezji, ale i całej Ukrainy, dość często po bezdrożach, lub powierzchniach dróg, które przez lata nie były naprawiane. W 2002 roku otrzymał kolejny nowy samochód „Opel Vectra”, który służył kardynałowi do końca jego pasterzowania w archidiecezji lwowskiej. Po terenach Europy od 2002 roku kardynałowi służył inny samochód, zarejestrowany na polskich tablicach rejestracyjnych.

Przejazdy przez granicę

Przyszły metropolita lwowski kardynał Marian Jaworski urodził się we Lwowie i tutaj po otrzymaniu świadectwa dojrzałości wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego. Jednak już 15 października 1945 musiał wraz z całym seminarium opuścić Lwów. W tym dniu ze lwowskiego dworca kolejowego nastąpił wyjazd seminarium archidiecezji lwowskiej do Kalwarii Zebrzydowskiej. Prawdopodobnie ówczesny kleryk I kursu Marian Jaworski nigdy nie myślał, że będzie mu dane powrócić do rodzinnego Lwowa. Po pięciu dniach podróży pociąg ze Lwowa wraz z przełożonymi i klerykami archidiecezji lwowskiej przybył do Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie przez następne pięć lat znajdowało się seminarium archidiecezji lwowskiej.

Dopiero po 44 latach od tego wydarzenia już jako biskup Marian Jaworski miał okazję, aby 29 października 1989 roku wyjechać z pierwszą wizytą duszpasterską do Lwowa. Na granicy w Medyce na biskupa oczekiwali księża z archidiecezji, w tym ks. Marcjan Trofimiak i ks. Józef Legowicz. Następny wyjazd do Lwowa miał miejsce 22 grudnia 1989 roku, potem 13 kwietnia, 13 lipca, 31 października i 31 grudnia 1990 roku.

W latach 1991–2010 arcybiskup przekroczył granicę w obie strony przeszło 380 razy, czyli ponad 190 razy wjechał do Lwowa. Cyfry te udało się ustalić na podstawie osobistych notatek arcybiskupa Mariana Jaworskiego, zapisanych w „Kalendarzu czynności”.

W pierwszych latach przekraczał granicę w Medyce, gdzie, choć inwalida, wielokrotnie był zmuszony przez wiele godzin oczekiwać w kolejce na przekroczenie granicy. Tej sytuacji zawsze starał się zaradzić bp Rafał Kiernicki, który przed przyjazdem arcybiskupa do Lwowa przyjeżdżał na granicę, starając się umówić z celnikami o przepuszczenie metropolity bez kolejki.

Po otwarciu granicy w Rawie Ruskiej arcybiskup Jaworski przekraczał granicę właśnie tam, skąd miał bliżej do Lubaczowa. Z Lubaczowa arcybiskup jechał najczęściej do Krakowa. Z Krakowa najczęściej już samolotem udawał się na zachód, na przykład do Rzymu. Pierwszy raz granicę w Rawie Ruskiej abp Marian Jaworski, zgodnie z jego własnymi zapiskami, przekroczył 25 lutego 1995 roku, choć należy zauważyć, że korzystał też z granicy w Medyce, na przykład gdy udawał się ze Lwowa do Przemyśla. W ramach rozszerzenia połączenia lotniczego ze Lwowa kilkakrotnie korzystał z tego połączenia.

Wyjazdy zagraniczne ks. Mariana Jaworskiego do 1984 roku

Jedną z ważnych pasji ks. Mariana Jaworskiego, która pozostała mu niezmienną do końca życia było podróżowanie. W ciągu życia odwiedzał wiele krajów, gdzie nawiązywał potrzebne relacje i przyjaźnie. Można również przypuszczać, że pragnął podróżować po Europie od pierwszych lat kapłaństwa, jednak władze komunistyczne nie były skłonne, aby obywatelom PRL wydawać pozwolenie na wyjazd za granicę.

W 1959 roku ks. Marian Jaworski otrzymał stypendium dla podjęcia studiów specjalistycznych w Instytucie Filozoficznym w Tuluzie. Z tej racji w biurze paszportowym złożył stosowne podanie o wydanie paszportu. Jednak nawet mimo poparcia prośby przez Dyrekcję Instytutu Filozofii i Socjologii PAN w osobie prof. dra Adama Schaffa, a także przez kierownika zakładu Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej prof. dra Jana Legowicza – biuro paszportów zarówno w Krakowie jak i w Warszawie odmówiło wydania paszportu. Z tej racji ks. Jaworski był pozbawiony możliwości studiowania w Tuluzie.

W archiwum archidiecezji lwowskiej zachowało się pismo od arcybiskupa Eugeniusza Baziaka do ks. Mariana Jaworskiego, w którym zezwalał na wycieczkę do Czechosłowacji w czasie urlopu wypoczynkowego w lecie 1959 roku. W dalszej kolejności przed ubieganiem się o otrzymanie paszportu osoba udająca się za granicę musiała opłacić koszty podróży i do odpowiedniego biura przynieść dokumenty potwierdzające taką wpłatę. Należało również podać dokładnie miejscowości (stacje kolejowe) na trasie podróży, imiona wyjeżdżających, oraz kraje, które osoba pragnęła odwiedzić.

16 maja 1959 roku od Międzynarodowego Towarzystwa Wagonów Sypialnych z Warszawy w odpowiedzi na list z 9 czerwca 1959 roku ks. Marian Jaworski otrzymał poświadczenie o opłaceniu podróży za granicę. W liście zaznaczono, że „po otrzymaniu paszportu i wizy francuskiej prosimy zgłosić się w naszym biurze osobiście”. Brak wiadomości czy odbył się letni wyjazd do Czechosłowacji, jednak dalsze wydarzenia każą domyślać się, że nie udało się wyjechać w 1959 roku na wakacje do Czechosłowacji. Możliwe iż wyjazd do Czechosłowacji był pretekstem do wyjazdu do Tuluzy, aby zebrać odpowiednie materiały dla dalszej pracy naukowej.

W 1964 roku w życiu ks. Mariana Jaworskiego pojawiła się pierwsza realna możliwość wyjazdu za granicę. 4 lutego w tym roku złożył podanie do milicji o wyjazd za granicę. Była to w tym czasie obowiązkowa procedura, gdyż przed każdym wyjazdem należało ubiegać się w milicji o paszport, a po powrocie z wyjazdu paszport należało oddać do biura paszportowego. Wyjazd ten ks. Jaworski motywował po raz kolejny chęcią zebrania potrzebnych materiałów do rozprawy habilitacyjnej, którą planował zredagować po powrocie z krajów Zachodniej Europy do Krakowa. Jednak 1 marca 1964 roku z Komendy M.O. województwa krakowskiego otrzymał odmowną decyzję w sprawie wyjazdu na okres czasowy do Włoch. Po tej decyzji ks. Jaworski 25 marca 1964 roku skierował pismo do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Biura Paszportów w Warszawie, za pośrednictwem Komendy Milicji Obywatelskiej województwa krakowskiego o wydanie paszportu zagranicznego. Również i tym razem 19 maja 1964 roku władze odmówiły mu wydania paszportu zagranicznego.

Nie straciwszy i tym razem nadziei na pozytywne rozwiązanie sprawy, 23 czerwca 1964 roku skierował pismo do posła Ziemi Krakowskiej Lucjana Motyki w Krakowie, w którym informował: „Po otrzymaniu od Dyrektora Polskiego Kolegium w Rzymie zaproszenia na kilkumiesięczny pobyt, umożliwiający zebranie materiału do pracy naukowej – w lutym br. powtórnie wszcząłem starania o uzyskanie paszportu. I znowu uzyskałem odpowiedź negatywną tak z Krakowa jak i z Warszawy. Obie instancje powołały się na przepisy art. 4 ust. 2 pkt. 4 ustawy z dnia 17.VI.1959 roku. Decyzje te są wielce krzywdzące mnie jako człowieka i obywatela polskiego. Nie poczuwam się do żadnej działalności antypaństwowej czy na szkodę Państwa. Odmowa wydania mi paszportu oparta na tych podstawach, i to ogóle niesprecyzowanych i nieuzasadnionych stanowi poważny zarzut przeciwko mnie, przed którym nawet nie mogę obronić się. Biorąc powyższe pod uwagę – jako pełnoprawny obywatel polski uprzejmie proszę Pana Posła o interwencję w sprawie mego wyjazdu, na którym ze względu na me studia, bardzo mi zależy”.

Marian Skowyra

Tekst ukazał się w nr 19 (455), 18 – 31 października 2024

Osobowość kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego (1926–2020). Część 1

Osobowość kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego (1926–2020). Część 2

X