Osobowość kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego (1926–2020). Część 2 W ogródku lwowskim na modlitwie

Osobowość kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego (1926–2020). Część 2

Zwykły dzień arcybiskupa Mariana Jaworskiego

O godzinie 12:00 arcybiskup Jaworski miał zwyczaj odmawiania wraz z pracownikami modlitwy Anioł Pański, o której specjalnym dzwonkiem powiadamiała jedna z sióstr józefitek pracujących w kuchni arcybiskupa. Wreszcie o 13:00 następował obiad. Obiad był zazwyczaj bardzo skromny składający się z dwóch dań. Kardynał najbardziej lubił gotowane ziemniaki posypane koprem. Po obiedzie następowało wspólne picie herbaty. Przybory stołowe były przywiezione z Lubaczowa i przez cały okres pasterzowania były niezmiennie te same. Było dwa komplety talerzy: codzienny i świąteczny.

Po skończonym obiedzie kardynał Jaworski ponownie udawał się do własnego pokoju, gdzie miał czas na odpoczynek lub własne przemyślenia. Po sjeście kardynał lubił pić słabą kawę, po której przystępował do dalszej części zajęć. O 16:00 zatapiał się w modlitwie w zależności od pory roku lub pogody; bądź to w prywatnej kaplicy, pokoju lub w ogródku. Czasami udawał się na spacer w Stryjskim Parku. W czym tkwiła wyjątkowość modlitwy kardynała Jaworskiego, można dostrzec w jednym z jego wywiadów: „Ludzie mają trudności na modlitwie, dlatego, że odwołują się do pewnych wyuczonych słów. A trzeba zaczynać modlitwę od swojego doświadczenia, zarówno przeżywania wierności, jak i grzechu. To, co przeżywam, zamieniam w modlitwę. Boga trzeba szukać we wnętrzu swojego życia, w swoim sercu, jak podpowiadał nam św. Augustyn”.

Takie całkowite zanurzenie w modlitwie było charakterystyczne dla papieża Jana Pawła II. Jak głęboko Jan Paweł II zatapiał się modlitwę świadczy relacja siostry Teresy Batogowskiej ze Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Najświętszego Serca Jezusa Konającego z domu zakonnego w Zakopanem-Jaszczurówce, która stwierdziła: „Kiedy bardzo oczekiwany i w dodatku spóźniony po uroczystościach w Krakowie papież Jan Paweł II trafił na nocny wypoczynek do swojego pokoju gościnnego i – już po odprawieniu nabożeństwa czerwcowego w kaplicy zakonnej – wydawało się, że po tak uciążliwym dniu i późnej pory Ojciec Święty natychmiast położy się spać. Okazało się, że rano po opuszczeniu pokoju przez gościa na kołdrze zasłanego łóżka pozostał jedynie odciśnięty ślad rozłożonych ramion i głowy po wielogodzinnym trwaniu na modlitwie. To odciśnięcie, w formie fotografii zostało zawieszone nad łóżkiem i jest traktowane jak pamiątka o wyjątkowej dla sióstr urszulanek wartości”.

Modlitwę kardynała Mariana Jaworskiego Zenon Błądek tak porównywał z papieską: „W przypadku księdza Mariana Jaworskiego ta bliskość obcowania prawie pół wieku z księdzem Karolem zaowocowała podobnym odrywaniem się od codzienności i zanurzaniem się w modlitwie. Widok modlącego się alumna Mariana w kaplicy przed cudownym obrazem Matki Bożej oraz w kaplicy seminaryjnej przed obrazem Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Kalwarii Zebrzydowskiej, później modlącego się przez wiele lat przed obrazem lwowskiej Matki Bożej Łaskawej, nie należał do rzadkości. Obecnie w jego prywatnej kapliczce oraz u kamedułów na Bielanach zwisający różaniec w prawej sprawnej ręce modlącego się kardynała to codzienność”.

Kardynał Marian Franciszek Jaworski

Kardynał kiedy przybywał do Krakowa, starał się nawiedzać klasztor kamedułów na Bielanach. Wcześniej przybywał tu także z kardynałem Karolem Wojtyłą. Tak sam wspominał tę modlitewną oazę ciszy i skupienia: „Kamedułów poznałem jeszcze jako kleryk i od tego momentu pozostaję pod ich wielkim wrażeniem. Za każdym razem, gdy wchodzę do bielańskiego kościoła, jestem poruszony prostotą i pobożnością zakonników. Klęczą i modlą się tak, jak gdyby nikogo innego nie było: tylko oni i Pan Jezus, którego adorują i któremu oddają cześć. Nie szukają niczego i nikogo poza Bogiem. Jestem przekonany, że życie kontemplacyjne jest szczególnym powołaniem Bożym, dlatego mam wielką wdzięczność, oddanie i szacunek dla ojców kamedułów. Podobne uczucia ma wielu ludzi, którzy tam przyjeżdżają, dlatego bardzo się cieszę, że został odnowiony Dom Kontemplacyjny na Bielanach, z którego będzie można korzystać i doświadczać odnowy wewnętrznej. Nie jest prawdą, że pustelnicy żyją wyłącznie dla siebie – oni często są drogowskazami i umocnieniem dla innych. Ludzie coraz bardziej rozumieją, że pewne doświadczenia są możliwe wyłącznie w eremie. Takim przeżyciem jest spotkanie z Panem Bogiem w modlitwie kontemplacyjnej, gdyż dopiero człowiek modlitwy daje prawdziwe świadectwo. Te oazy kontemplacji będą miały coraz większy wpływ na życie całego Kościoła, dlatego modlę się, by eremy kamedulskie dalej się rozwijały. Z jednej strony żyjemy bardzo szybko, to znak czasów, ale jednocześnie wszystkie rzeczy, które przeżywamy, równie szybko mijają, natomiast przeżycie religijne, którego człowiek doświadcza na modlitwie – pozostaje. Ludzie Kościoła to ludzie modlitwy, a eremici ujawniają nam prawdziwe życie Boże”.

Zdarzały się też dnie kiedy w godzinach popołudniowych, a nawet wieczornych kardynał przyjmował interesantów lub kończył pisanie listów czy artykułów. W czasie modlitwy polecał trudne sprawy archidiecezji. Gdy stawał wobec trudnych spraw, wychodził na modlitwę do ogródka i prosił, aby mu nie przeszkadzano. W czasie modlitwy rozmyślał jak postąpić w danej sytuacji. Można przypuszczać, że w ten sposób poddawał się rozmyślaniu na temat trudnych spraw wokół kościołów w Brodach, Chyrowie, Komarnie, czy też Przemyślanach. Gruntownie rozmyślał nad przeniesieniami duchowieństwa na poszczególne parafie.

Po takich modlitwach kardynał wraz z kanclerzem ks. Marianem Buczkiem spotykali się na wspólnej kolacji, po której kardynał ponownie odprawiał modlitwy w kaplicy prywatnej. Przed udaniem się na spoczynek lubił wysłuchać wiadomości w telewizji lub w radiu.

Czas dla księży

Miał zawsze czas dla księży i sióstr zakonnych, pracujących na terenie archidiecezji lwowskiej. Przyjmował ich, nie zważając na czas oficjalnych przyjęć. Zdarzało się nieraz, że musiał już wyjechać z wizytą pasterską na parafię, a przybył ktoś z księży, to zawsze znalazł chwilę czasu na przyjęcie duchownego. W archidiecezji lwowskiej na zakończenie rozmowy miał zwyczaj pytania, czy ksiądz ma za co żyć i czy ma pieniądze na benzynę na dojazdy do kościołów filialnych. W takich sytuacjach dawał coś z własnych oszczędności lub przywiezione z zagranicy intencje mszalne, a kanclerz ks. Marian Buczek w odpowiedniej księdze zapisywał datę i ilość otrzymanej przez konkretnego duchownego pomocy materialnej. Z własnych oszczędności, sobie odejmując, również udzielał zapomogi na zakup niezbędnych materiałów budowlanych do remontów kościołów i plebanii. Choć kardynał nazywał to „pożyczką”, jednak wszelkie ofiarowane przez niego fundusze były do wykorzystania dla dobra parafii bez potrzeby ich oddawania.

Przy tym należy zauważyć, że te oszczędności pochodziły z własnej profesorskiej emerytury lub z ofiar uzyskanych od biskupów i kapłanów w Polsce, lub w innych krajach, gdzie przebywał arcybiskup. Toteż arcybiskup przyjmował niemal wszystkie zaproszenia na celebracje za granicę, gdyż rozumiał, że w ten sposób może pomóc kapłanom archidiecezji lwowskiej w ich duszpasterstwie, a przy tym utrzymać dom mieszkalny i seminarium duchowne w Brzuchowicach.

Znając wartość pieniądza, występował zdecydowanie przeciwko rozrzutności i wystawności życia duchownych. Zdecydowanie potępiał luksusowe życie, natomiast zachęcał, aby mieszkanie kapłanów było godziwe do życia. Z tej też racji nie uchwalał mieszkania w niegodziwych warunkach, jak to miało miejsce w pierwszych latach odnowionej archidiecezji lwowskiej, gdy księża mieszkali często w zawilgoconych zakrystiach i na poddaszach. Niektórzy mieszkali w mieszkaniach, do których przedostawały się szczury i myszy. Toteż arcybiskup zabiegał, aby w tych miejscowościach kapłani podjęli się dzieła budowy nowych plebanii.

W niedzielę kardynał Marian Jaworski przeważnie odprawiał mszę św. w katedrze lwowskiej, chyba że przebywał poza archidiecezją lub miał wyznaczone celebracje w innych parafiach rozległej na terenach czterech województw archidiecezji.

Po powrocie z katedry lwowskiej do domu przed obiadem każdej niedzieli oglądał w telewizji polskiej transmisję modlitwy Anioł Pański z papieżem Janem Pawłem II. Ubolewał nad słabnącymi siłami papieża.

Codziennie lubił słuchać wiadomości w radiu, szczególnie wiadomości Radia Watykańskiego. Miał w tym celu we własnym pokoju stary odbiornik radiowy, również po 1991 roku przywieziony z Lubaczowa.

Nawet w czasie podróży po Polsce, czy Zachodniej Ukrainie słuchał wiadomości radiowych. W czasie drogi zawsze z podróżnikami odmawiał różaniec, brewiarz. Żartował, rozmawiał, ale żarty były tak skonstruowane, aby nikogo nie urazić.

Każdego czwartku udawał się do katedry lwowskiej, gdzie przewodniczył mszy św. ku czci Bożego Miłosierdzia i przewodniczył procesji eucharystycznej wewnątrz katedry, zapoczątkowanej przez dawnego tutejszego proboszcza ks. Karola Jastrzębskiego.

W wolnych chwilach wyjeżdżał na spacery do lasu koło Brzuchowic, a po zakupie seminarium w Brzuchowicach udawał się na spacery do seminarium. Tam chodził po alejkach, modlił się na różańcu, czy też prowadził rozmyślania.

Potrafił się cieszyć każdą drobną rzeczą i nawet niedużym sukcesem duszpasterskim kapłanów na terenie archidiecezji lwowskiej. W trakcie drogi nawiedzał remontowane świątynie, natomiast ubolewał nad zdewastowanymi kościołami, których nie miał kto odnawiać. W tych podróżach często zachęcał okolicznych księży aby podjęli trud odnowienia tego czy innego kościoła, jeśli znajdą się tam wierni obrządku rzymskokatolickiego.

Jak każdy człowiek kardynał Marian Jaworski miał własne zainteresowania i pasje. Jedną z pierwszych było fotografowanie. Od lat młodzieńczych miał własny aparat fotograficzny, dzięki czemu zostały utrwalone liczne wydarzenia z lat kapłańskich. Tę pasję rozdzielał wspólnie z bratem Zygmuntem, który także miał własny aparat fotograficzny. Zrobione i wywołanie zdjęcia przekazywał arcybiskupowi Eugeniuszowi Baziakowi oraz zainteresowanym kapłanom. Tak pod datą 10 lipca 1961 ks. Marian Jaworski zrobił zapis: „Zrobić zdjęcia dla księdza Arcybiskupa”.

Fotografował też widoki górskie, po których często spacerował. Ks. Marian Jaworski zrobił też pierwsze zdjęcia w stroju biskupim biskupa-nominata Karola Wojtyły, który uczestniczył w jubileuszu biskupim abpa Eugeniusza Baziaka w Lubaczowie.

Również pasja do narciarstwa oraz podróży górskich połączyła dwóch filozofów: ks. Mariana Jaworskiego i ks. Karola Wojtyłę. Z kardynałem Wojtyłą wspólnie wybierał się na wędrówki górskie praktycznie do czasu jego wyboru na stolicę Piotrową. Lubił też jeździć na nartach. Jak sam mawiał, jeździł do czasów wypadku kolejowego, w którym stracił rękę. Próbował też i w następnych latach, jednak zrezygnował z jazdy, gdyż były trudności ze wstawaniem po upadku. Jak podawał Zenon Błądek, ten rodzaj sportu ks. Jaworski odkrył dla siebie już jako duszpasterz w Krakowie: „W wyniku niezależnych zdarzeń losowych Marian Jaworski z dalekiego Lwowa znalazł w 1945 roku swój zastępczy dom w podgórzu krakowskim. Studia, a później duszpasterzowanie w Krakowie pozwoliły mu na uprawianie sportów zimowych. Dość szybko odkrył walory tego sportu nie tylko regeneracyjne, ale i możliwości integracyjno-poznawcze z młodzieżą, której był duszpasterzem. Po okresie przeszkolenia zjazdy z Kasprowego, czy innych stromych wzniesień, nie stanowiły problemu przy pełnej sprawności fizycznej”. Wypad w góry z klerykami krakowskiego seminarium też był doskonałą odskocznią dla filozofa pogłębiającego nowe obszary wiedzy. Jedną z takich ulubionych narciarskich tras dla chwilowego odpoczynku była też Rusinowa Polana.

Również w ciszy gór ks. Jaworski miał możliwość do pisania wielu nowych artykułów. Tutaj też zagłębiał się w literaturę przedmiotu oraz pisał recenzje dla doktorantów i magistrantów, którzy podchodzili do obrony swych prac naukowych.

Jeszcze jeden ważny element, który został odkryty w czasie wyjazdów z młodzieżą w góry oraz pobytów oazowych które „z dala od wpływów cywilizacji technicznej i nasilającej się propagandy komunistycznej, były przykładem dla zagubionej młodzieży, że można radośnie żyć i rozwijać trwałe przyjaźnie, a przy tym ugruntowywać swoje wartości chrześcijańskie. To jakby uboczne działanie dobrych liderów w osobach księży Karola Wojtyły, Mariana Jaworskiego, Franciszka Macharskiego, Stanisława Nagyego i innych, uchroniło kilka pokoleń od miraży życia na luzie i bez celu. To przewodzenie na zasadzie wujostwa zdało egzamin”.

O tych wspólnych wyjazdach tak w 2012 roku wspominała Maria Tyczyńska: „Pewelski Dom był dla nas enklawą, w której czuliśmy się wszyscy w 70. i 80. latach ludźmi wolnymi. Wraz z innymi kikowskimi rodzinami spędzaliśmy przez wiele lat letnie wakacje w niespotykanej atmosferze. Tam też organizowane były – przeważnie w czerwcu – kolonie-obozy dla naszych dzieci. Wszystko to zaowocowało wiernymi przyjaźniami między dorosłymi i dziećmi. Jak silne były to więzi, świadczy fakt, że wiele zawartych wówczas przyjaźni trwa do dziś, a dzieci – pokolenie pewelskie – utrzymują ze sobą bliski kontakt. Ksiądz kardynał był szafarzem sakramentów kolejno dla czterech pokoleń w naszej rodzinie. Błogosławił jako ksiądz profesor kolejno mój związek małżeński, a następnie chrzcił czworo naszych dzieci, a potem po latach, już jako metropolita Lwowa błogosławił ich śluby i chrzcił ich dzieci, nie bacząc na trud przejazdu ze Lwowa do Krakowa. W 1963 roku jako młody kapłan przychodził codziennie z Panem Jezusem do mojej śp. babci, którą następnie odprowadził na wieczny odpoczynek”.

Aparat fotograficzny ks. prof. Mariana Jaworskiego

W filmie „Powiernik Duszy”, autorstwa Bogusławy Stanowskiej-Cichoń prof. Regina Chłopicka z krakowskiej Akademii Muzycznej przedstawiła ciekawy aspekt duszpasterskiej działalności kardynała Mariana Jaworskiego. Okazało się, że nie tylko wokół ks. Karola Wojtyły powstało środowisko młodych osób, dla których był przewodnikiem duchowym, przyjacielem, po prostu wujkiem, ale „w owym czasie uformowały się w zasadzie dwie wzajemnie współdziałające grupy przyjacielskie: Wujka, czyli ks. Wojtyły i Papy, czyli ks. Mariana Jaworskiego. Za sprawą Papy w trakcie naszych wspólnych wypraw w góry tworzyliśmy sobie przestrzeń wolności. Jedna z wypraw na Luboń Wielki zakończyła się zaręczynami z moim przyszłym mężem”.

Lornetka ks. prof. Mariana Jaworskiego – niezbędny przedmiot w wędrówkach górskich

Dom zakonny w Zakopanem-Jaszczurówce był w tym czasie dla narciarzy, takich jak bp Karol Wojtyła, ks. Marian Jaworski i innych, dogodną przystanią podczas letniego i zimowego odpoczynku w Tatrach. Tam w zakonnej kaplicy odbywały się rekolekcje wielkopostne i dni modlitewnego skupienia. Urszula Własiuk tak opisywała jeden z ostatnich pobytów Jana Pawła II w górach: „W drodze powrotnej z Morskiego Oka – 5 czerwca 1997 roku, Ojciec Święty zatrzymał się u sióstr urszulanek szarych w kaplicy na Jaszczurówce. W miejscu tym zapewne dobrze i swobodnie się czuł, bowiem często przyjeżdżał na Jaszczurówkę. Bywało, że towarzyszyli mu znajomi księża: ks. T. Styczeń, ks. M. Jaworski, ks. St. Nagy. W latach 1970–1978 zawsze spędzał u sióstr urszulanek szarych pierwszy dzień stycznia. Czasami wpadał na jeden dzień narciarskiej rekreacji”. Podobną bazą odpoczynku był dom zakonny sióstr józefitek w Rabce, który przez wiele lat, także w ostatnich latach życia kardynała Mariana Jaworskiego, był jego cichą przystanią.

Po utracie ręki ks. Jaworski ograniczył się zatem chodzeniem po górach. Wiadomo, że często szlaki górskie pokonywał wraz ze swym przyjacielem kardynałem Karolem Wojtyłą czy też ks. Stanisławem Nagym. To właśnie w okresie rekonwalescencji po utracie ręki ks. prof. Marian Jaworski często wybierał się w góry, gdyż w tym klimacie i w towarzystwie bliskich mu osób odzyskiwał zdrowie i zapał do dalszej pracy naukowej i dydaktycznej. Jakże bardzo były mu bliskie takie miejscowości jak Maciejowa/Gorce, Pewel Mała, Śnieżnica, Babia Góra i inne.

W czasie górskich wycieczek

W „Kalendarzu czynności” z 1968 roku zachowały się zapisy, że do odpoczywającego w Zawoi ks. Mariana Jaworskiego 21 lipca i 30 lipca przybywał kardynał Wojtyła. Bardziej szczegółowe wiadomości pochodzą z 11 sierpnia 1971 roku, gdzie ks. Marian Jaworski zapisał, że szlak górski w Krowiarkach – Markowe pokonał w towarzystwie kardynała Karola Wojtyły. Wreszcie wspólny wyjazd do Zawoi miał miejsce 28 lipca 1977 roku, gdzie przyjaciele przynajmniej do 7 sierpnia 1977 roku wspólnie mogli na łonie przyrody omawiać najważniejsze sprawy Kościoła i nauki katolickiej. Tematy koncentrowały się wokół zagadnień związanych z teologią i filozofią. „W tych rozmowach było coś wyjątkowego. Jakże one wzbogaciły duchowo” – wspominał po latach kardynał Marian Jaworski. Niektóre z nich odbywały się także podczas górskich wycieczek. „Bardzo pomocne w poznaniu myśli późniejszego Ojca Świętego, a także jego sposobu uprawiania filozofii były jego utwory. Ojciec Święty koncentrował się na problematyce etycznej, natomiast moje główne zainteresowania z czasem skierowały się ku filozofii religii. Ale to, co było nam bliskie, to sposób podejścia do zagadnienia filozofii i religii. Otóż ja od samego początku stałem na stanowisku, że wychodząc od doświadczenia, zwłaszcza od świadectwa, które bada sens tego, co jest nam dane, musimy później postawić pytania metafizyczne o ostateczny fundament. Myślę, że ta idea była nam wspólna”.

Marian Skowyra

Tekst ukazał się w nr 15-16 (451-452), 30 sierpnia – 16 września 2024

Osobowość kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego (1926–2020). Część 1

X