Widoczne zaangażowanie kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego w odnowienie struktur archidiecezji lwowskiej i całej metropolii lwowskiej na Ukrainie skłania do przyjrzenia się osobowości lwowskiego kardynała, który przez 18 lat posługiwał na stolicy biskupiej bł. Jakuba Strzemię.

Nawiedzanie, opieka nad parafiami i pracującymi tu kapłanami
Kardynał Marian Franciszek Jaworski wszystkie swoje siły i zdolności poświęcił dziełu odnowienia zniszczonej działaniami II wojny światowej i komunizmem archidiecezji lwowskiej. Przyjęta przez niego w 1991 roku archidiecezja lwowska był w wyjątkowo złym stanie. Nosiła wyraźne ślady wieloletniego zaplanowanego wyniszczania struktur Kościoła rzymskokatolickiego, zarówno gdy chodzi kapłanów jak i bazę materialną. Z liczących w 1939 roku około 400 parafii archidiecezji lwowskiej pozostało zaledwie siedem. Świątynie, które przeznaczono w okresie komunistycznym na cele świeckie, miały zapewnione choćby okresowe i częściowe przetrwanie. Wiele jednak było świątyń, które zamknięto i pozostawiono na samoistne zniszczenie. Już po kilkunastu latach barbarzyńskiej gospodarki popadały one w całkowitą ruinę.
Na tych niszczejących budowlach, na których można jeszcze było dopatrywać się śladów stylu i świetnej przeszłości widniała często tablica urzędowa oznajmująca, że jest to „obiekt zabytkowy”, podlegający konserwatorskiej ochronie. W praktyce jednak większość tych obiektów na przestrzeni okresu komunistycznego nigdy nie doczekała się fachowej konserwacji.
Należy zaznaczyć, że wiele kościołów archidiecezji lwowskiej swoją metryką wskazywało na działalność na tych ziemiach narodu polskiego, w tym szczególnie na fundacje królewskie, szlacheckie. Były to obiekty zaprojektowane przez znanych architektów i wyposażone w dzieła sztuki. Pasja niszczenia polskich dzieł sztuki, w tym obiektów sakralnych, miała podłoże polityczne „i była motywowana koniecznością wyrugowania z tamtejszych ziem wszelkich pozostałości po tzw. polskich panach”. Odnośnie zabytków ruchomych postępowano podobnie. Wiele elementów wyposażenia kościelnego udało się z dużym poświęceniem zabrać tzw. repatriantom podczas masowej deportacji do Polski. Najczęściej były one lokowane w kościołach, do których przybywali ekspatrianci. Niektóre z nich po latach wracały do swoich odnowionych kościołów. Natomiast pozostawione na miejscu wyposażenie o cechach bezpośrednio wskazujących na kult religijny były niszczone, palone, rzadziej po demontażu przechowywane.
Wiele drobnych pamiątek przez długie lata były nabożnie przechowywane przez pozostałą na miejscu mniejszość narodową i wyznaniową wierzącą, że barbarzyństwo nie może trwać wiecznie i że wrócą one na swoje historyczne miejsce.
Zatem pierwsze lata działalności arcybiskupa Mariana Jaworskiego były w większości naznaczone pracami remontowymi w odzyskanych kościołach parafialnych i filialnych. Nie było żadnej świątyni, kaplicy cmentarnej, które by w tym czasie nie przeszły gruntownej restauracji, przywracającej je do funkcji religijnych.
W okresie swojego pasterzowania metropolita lwowski wielokrotnie udawał się do licznych parafii z racji obchodzonych tam uroczystości, na przykład, odpustu parafialnego, rocznic poświęcenia kościoła czy też sprawowanych sakramentów, w tym sakramentu bierzmowania. Ważnym wydarzeniem w życiu każdej wspólnoty był dzień poświęcenia ich kościoła, odzyskanego po latach użytkowania go niezgodnie z zamierzeniem ofiarodawcy. Na podstawie ogólnego zestawienia udało się ustalić, że kardynał Marian Jaworski osobiście poświęcił 153 odzyskane kościoły parafialne i filialne. Lista zawiera też poświęcone kaplice zakonne i plebanie wybudowane lub odzyskane przez kapłanów i wiernych. Większość świątyń konsekrowali poszczególni biskupi pomocniczy. Niekiedy zadawalano się jedynie prostym poświęceniem przez miejscowego kapłana, licząc na konsekrację biskupią po przeprowadzonych gruntownych pracach restauracyjnych. W ciągu lat, z braku odpowiednich kronik parafialnych, dla wielu świątyń zostało utracone imię głównego konsekratora świątyni po 1991 roku.
Arcybiskup Marian Jaworski dokładnie kontrolował wszystkie prace budowlane i konserwatorskie, osobiście nawiedzając odnawiane i budowane kościoły. Regularnie przyjmował kapłanów ze sprawozdaniem z wydatkowanych funduszy na budowę czy remont kościoła. W trakcie nawiedzin parafii rozmawiał z miejscowym duszpasterzem, wiernymi i majstrami.
Abp Marian Jaworski był zawsze zdania, że kościół ma być dostosowany do potrzeb miejscowej ludności. Był przeciwny zbytniemu przepychowi lub budowaniu gigantycznych świątyń, które nie odpowiadałyby realnym potrzebom środowiska. Chcąc pomóc kapłanom w dziele odnawiania kościołów, sam wielokrotnie zabiegał za granicą w stosownych organizacjach charytatywnych o udzielenie odpowiedniej pomocy finansowej w dokończeniu prac remontowych lub budowlanych danej świątyni czy kaplicy.

Zwykły dzień arcybiskupa Mariana Jaworskiego
W kontekście omawianego zaangażowania arcybiskupa Mariana Jaworskiego w dzieło odbudowy archidiecezji lwowskiej nie sposób pominąć dziedziny życia osobistego hierarchy, w tym omówienia sposobu przeżywania przez niego dnia codziennego. Już 15 maja 1950 roku w osobistym kalendarzu czynności zapisał podstawowe czynności dnia, którym był wierny przez całe życie, nie zważając na czekające go różnorodne zadania. Tak, do podstawowych obowiązków dnia codziennego należały: rachunek sumienia wieczorny, brewiarz, czytanie duchowne, różaniec, rachunek sumienia szczegółowy, adoracja Najświętszego Sakramentu, msza św. i rozmyślanie.
Jako biskup w Lubaczowie w okresie Wielkiego Postu uczestniczył w poszczególne niedziele w rozlicznych parafiach w nabożeństwie Gorzkich Żali. Lubił w wolnych chwilach w Lubaczowie wyjeżdżać na spacery do lasu razem z psem Selem. Nawiedzał też na parafiach zaprzyjaźnionych kapłanów.
Zwykły dzień arcybiskupa Mariana Jaworskiego we Lwowie przebiegał również zgodnie z wytyczonym regulaminem. Budził się zazwyczaj wczesnym rankiem. Jak sam lubił mówić: „każdy śpi – ile pragnie, ale nie dłużej niż do godziny siódmej”. Po przebudzeniu i porannej toalecie udawał się do prywatnej kaplicy na modlitwy poranne. Około 8:00. następowała msza. We Lwowie we mszy św. uczestniczyli wszyscy domownicy: kanclerz ks. Marian Buczek oraz siostry józefitki pracujące w kuchni i sekretariacie arcybiskupa. Czasem byli też zapraszani specjalni goście arcybiskupa.
Po zakończeniu mszy św. i krótkiej adoracji arcybiskup udawał się na śniadanie. Wszystkie posiłki odbywały się w największym pokoju domu przy ul. Samczuka 14a. W ciągu dnia charakter pokoju określał kolor obrusa na stole. Po śniadaniu nakrywano stół zielonym obrusem i pokój zamieniał się w salę przyjęć.
Po śniadaniu arcybiskup udawał się do swego pokoju, gdzie miał możliwość krótkiego odpoczynku lub wysłuchania porannych wiadomości w radiu. Wreszcie po odpoczynku, od około 10:00 przyjmował interesantów gromadzących się przy domu. Do tego czasu przychodzili wszyscy pracownicy kurii. Arcybiskup miał zwyczaj wychodzenia do pracowników o godz. 10:00, witał się i omawiał sprawy dnia bieżącego.
Jeśli nie było interesantów, arcybiskup pisał listy pasterskie, artykuły lub homilie i przemówienia. Ręcznie pisał również listy do władz, biskupów, a w okresie świątecznym życzenia do przyjaciół i znajomych. Odpisywał na otrzymaną korespondencję. Większość tych listów była przepisywana przez siostrę zakonną Joanitę Koźmę, józefitkę, pracującą w sekretariacie. Ona też spisywała nagrane homilie kardynała, wygłaszane w kościołach archidiecezji lwowskiej. Dzięki tej mozolnej pracy udało się zachować znaczną spuściznę duchową arcybiskupa Mariana Jaworskiego.
Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 14 (450), 26 lipca – 29 sierpnia 2024
