Nacjonalizm i przyszłość – próba diagnozy

Nacjonalizm i przyszłość – próba diagnozy

Fot. hvylya.orgJest w tym coś przyciągającego, coś ciekawego – że jest państwo, w którym są tak różne regiony, a jednocześnie, istnieje jednak rodzaj wspólnej świadomości. Coś, co tych ludzi i te regiony łączy. Jednocześnie łączy też regiony, które leżą ponad istniejącymi dzisiaj granicami.
Oczywiście. Niby mieszkamy obecnie w unitarnym państwie. Mamy niby ten sztuczny podział na 25 obwodów i Autonomiczną Republikę Krym. Z jednej strony, jesteśmy dość drobno podzieleni. Wszyscy jednak znamy nasze historyczne regiony, wyodrębniamy je niezależnie od obwodów, może nawet nie uświadamiając sobie jakie obwody do nich wchodzą. Obawiam się, że regionalizm może być wykorzystywany w negatywnym celu i myślę, że Ukraina może tylko skorzystać na szybkim prawnym rozstrzygnięciu tego problemu.

Potwierdzenia tej tezy nie trzeba długo szukać. Wystarczy obejrzeć ostatnie wiadomości. Na Krymie zorganizowano manifestację w celu zbudowania pomnika Katarzynie II. W Odessie, Żytomierzu i jeszcze tam gdzieś rady obwodowe przyjęły postanowienie o wywieszeniu czerwonej flagi zwycięstwa na święto 9 Maja. Rady trzech obwodów galicyjskich przyjęły natomiast postanowienie, które zabrania wykorzystania symboliki komunistycznej, niezależnie od dnia i miejsca. Jasne, że lokalni politycy dalej będą nadwerężać państwo, wykopywać rowy pomiędzy historycznymi regionami w celu mobilizacji jak największej ilości osób pod swoimi partyjnymi sztandarami. Myślę więc, że im szybciej przeprowadzimy reformę polityczno-administracyjną, im szybciej przeprowadzimy zmiany w konstytucji w zakresie federalizacji państwa, tym efektywniej i bardziej przejrzyście będzie funkcjonować państwo ukraińskie.

Jeszcze jedna uwaga. Prognozowanie i marzenia o tym, że wszystko pójdzie gładko są sprawą niewdzięczną. Zbyt wielu kwestii to dotyczy. Nawet nieuchwytne dla naszego oka i rozumu rzeczy ujawniają się czasem w najmniej spodziewanym momencie i mają na to wpływ. Jest to sprawa dość skomplikowana.
Na pewno tak. Na pewno przed nami długi marsz, zarówno w sprawie powrotu pamięci historycznej, jak i organizacji państwa. To są rzeczy ściśle powiązane. Nie można jednej sprawy wyjąć z kontekstu i tylko ją rozpatrywać. To wszystko działa jedno na drugie i bardzo ważne jest, jak to się w końcu uda ułożyć.

Chciałbym uszczegółowić kwestię powrotu pamięci historycznej. Mało wierzę w jej powrót. Za każdym razem pamięć kształtuje się od nowa. Jest to bardzo specyficzne tworzywo, ukształtowane na podstawie różnych źródeł i pod wpływem różnych procesów. Jednostki wierzą w to, że odradzamy prawdziwą historię, że ktoś może ją napisać. Są to bardzo szlachetne pragnienia, bardzo szlachetny cel, ale prawie nieosiągalny. Ważną tu jest jeszcze jedna kwestia – kształtowanie świadomości historycznej i wpływ na kształtowanie pamięci historycznej. Nie ma w tym nic złego, jest to nawet szlachetne. Jednak manipulacja pamięcią historyczną i zbiorową świadomością historyczną jest tym, czego na Ukrainie trzeba się wystrzegać, albo przynajmniej minimalizować próby takiej manipulacji. Obecnie nie da się tego nazwać polityką historyczną. Jest to raczej polityka historycznych manipulacji.

Czy o czymś zapomnieliśmy? Może chciałbyś coś dodać?
Nie przygotowałem żadnego specjalnego oświadczenia. Chciałbym jedynie, powiedzieć parę słów na temat „Kuriera Galicyjskiego”. Cieszę się ogromnie, że zjawiło się takie pismo, że wychodzi w języku polskim i rzeczywiście przekracza granice. Pismo, dla którego te granice po prostu nie istnieją. Wiemy, że Internet też bardzo łatwo przekracza granice i tylko chwilę zajmuje zdobycie informacji z dowolnego krańca świata. Myślę jednak, że płonną jest nadzieja, że Internet zburzy granice informacyjne. Wprost przeciwnie. Ma on dotychczas prawie niezbadaną funkcję – „unaradawia” społeczeństwo. Ludzi naprawdę interesuje to, co się dzieje obok – na własnym podwórku, we własnym państwie itd. Z drugiej strony mamy przykład „Kuriera Galicyjskiego”, który wychodzi także w wersji papierowej. Internet nie opanował jeszcze całkowicie naszej przestrzeni, a więc wydania papierowe jak najbardziej mają rację bytu. Jest to też pewnego rodzaju digest, który zbiera informacje przede wszystkim o Ukrainie Zachodniej – o jej kulturze, historii, w tym o kulturze wspólnej i wspólnych przedsięwzięciach. Pismo to rzeczywiście z łatwością burzy granice, na tym polega jego podstawowa zasługa i moim zdaniem – w tym jego duża perspektywa.

Dziękuję za rozmowę.

Do zobaczenia

Tekst ukazał się w nr 7 (131) 29 kwietnia – 12 maja 2011 r.

X