Nacjonalizm i przyszłość – próba diagnozy

Nacjonalizm i przyszłość – próba diagnozy

Fot. day.kiev.uaCo więc należałoby uczynić, żeby przywrócić Ukrainie jej prawdziwą historię w świadomości jej obywateli?
Myślę, że Ukraińcy stracili już wiele czasu. Ogólnie ujmując, istniały faktycznie dwa ośrodki kształtowania zbiorowej świadomości historycznej. Zachodni ośrodek robił podstawowy akcent na przeszłości banderowskiej, ukraińskiej nacjonalistycznej przeszłości. Wschodni nawiązywał do czasów ZSRS (nie Rosji). Kijów zajmuje pozycję mniej więcej neutralną, mam jednak wrażenie, że jedynie przyczaił się, by w odpowiednim momencie stanąć w opozycji do płynących z zachodu Ukrainy radykalnych nurtów historycznych.

Fundamentalne prace historyczne, które do tej pory ukazały się, miały mizerny wpływ na kształtowanie zbiorowej świadomości historycznej Ukraińców. Obecnie środkami jej kształtowania są media. Ludzie nie muszą się wysilać. Oglądając dokumentalny czy fabularny film, czytając gazetę, śledząc losy bohaterów seriali, są po prostu konsumentami. Bardzo łatwo przyjmują podaną informację za prawdziwą. Przypomnijmy też, że nasz sąsiad – Rosja zbudowała potężny przemysł filmowy. Nie przesadzam. Nakręcono setki filmów i seriali, tzw. „tasiemców”, w których historia jest traktowana z rosyjskiego punktu widzenia – gloryfikuje się SMIERSZ, NKWD i stalinowski wzorzec zwycięstwa.

Ukraińcy masowo konsumują na całym terytorium państwa wszystkie te historyczne szablony, które rosyjska maszyna propagandowa przejęła z czasów sowieckich i przerobiła na tzw. „rosyjskie”, współczesne realia. Konsumują niezależnie czy to Ukraina Wschodnia czy Zachodnia. Ukraiński przemysł filmowy niczego nie może temu przeciwstawić, bo po prostu nie istnieje. W tej dziedzinie Ukraińcy oczywiście przegrywają. Chciałbym jedynie zaapelować do naszych polityków o większą odpowiedzialność za to, co mówią i za to, co robią. Przecież w przededniu każdej kampanii wyborczej gołym okiem widać jak masowo i brutalnie instrumentalizują historię. Możemy to obserwować nawet na przykładzie wyborów lokalnych. Już nie wspomnę o wyborach do Rady Najwyższej czy na Prezydenta Ukrainy.

Moglibyśmy mówić o jakiejś społecznej dyskusji jedynie pod warunkiem zmniejszenia instrumentalizacji historii. Obecnie żadna prawdziwa dyskusja nie ma miejsca. Trwa natomiast wojna pozycyjna pomiędzy dwoma ideologiami. Jako historyk marzę o czasie, kiedy historycy będą pracować, a społeczeństwo zajmie się bardziej istotnymi sprawami – zadba o swój dobrobyt, przemysł, produkcję, rozwój życia społecznego itd. Marzę o tym, żeby każdy w społeczeństwie przestał się uważać za historyka, pozostawiając badania naukowcom. Powinniśmy zadbać o to, by martwi bohaterowie narodowi przestali trzymać nas za nogi i pozwolili swobodnie się rozwijać. Na razie trzymają nas mocno, jak kotwica. Nie dziwota, że wciąż stoimy w miejscu.

Wydaje mi się, że należy po prostu otworzyć Ukrainę na świat. Ludzie powinni zobaczyć przykład – jak żyją inni, czym się zajmują. W tej chwili ciągle mam wrażenie, że Ukraina jest jednak w pewnym stopniu zamkniętym terytorium, które żyje własnym życiem i o tyle łatwiejsza jest manipulacja ukraińskim społeczeństwem.
Niewątpliwie, masz rację. Na Ukrainie rzeczywiście panuje obecnie dziwna sytuacja. Nie znam za dobrze Ukrainy Wschodniej, natomiast wspaniale znam Zachodnią. Podkreślę więc, że Ukraina Zachodnia od dawna trwa w stanie dualizmu. Z jednej strony, jesteśmy dość zamknięci. Ciągle mówimy o jakichś nacjonalistycznych hasłach, o jakimś integralnym i etnicznym nacjonalizmie. Z innej natomiast – prawie milion zachodnich Ukraińców wyjechało do pracy na Zachód. Niektórzy od lat pracują legalnie i robią niezłą karierę. Inni pracują „na czarno”.

Jadą jednak na ten zachód, od którego ich ideologiczni czy polityczni przywódcy ciągle chcą się odseparować. Większość z nich na pewno ciężko pracuje, a zarobione pieniądze przesyła bliskim w kraju. Może ktoś z nich zostanie na obczyźnie, ale większość jednak powraca. Najbardziej cenne w tym wszystkim jednak jest to, że oni zdobywają inne doświadczenie, przyswajają inne wzorce życia w społeczeństwie. Kiedy powrócą do swych rodzin na Ukrainie, to już będą całkiem inni ludzie. Stanowią faktycznie nasz kapitał społeczny. Po powrocie pozostaną otwarci na świat, zaczną urządzać sobie życie na Ukrainie zgodnie ze standardami, do których już zdążyli przyzwyczaić się na Zachodzie. Myślę, że dla nich już nie ma znaczenia żadna ideologia – ani nacjonalistyczna, ani komunistyczna, ani żadna inna. Są to ludzie z inicjatywą, którzy przeszli szkołę przetrwania.

Myślę, że ultranacjonalistyczne partie i ruchy istniejące na Zachodniej Ukrainie nie mają dużego poparcia społecznego. Dla przykładu: na ostatnich lokalnych wyborach samorządowych partia Swoboda zwyciężyła tylko dlatego, że miała zapewnione ku temu dogodne warunki. Ludzie po prostu nie mieli kandydatów. Drogą różnego rodzaju manipulacji jeden blok w ogóle nie został dopuszczony do wyborów, a inne były na tyle podupadłe, że nie stwarzały żadnej konkurencji. Ludzie głosowali nie za Stepana Banderę, nie za ultranacjonalizm, nie za integralny nacjonalizm. Głosowali „przeciwko”. Głosowali, by pokazać – wy nie spełniliście naszych oczekiwań; a i was „donieckich” nie dopuścimy u nas do władzy. Była to raczej odruchowa reakcja, jaka doprowadziła do „sytuacyjnego” zwycięstwa sił ultranacjonalistycznych. Obliczenia, zdaje się „OPORY”, podają, że na partię „Swoboda”, która otrzymała większość miejsc w Lwowskiej Radzie Miejskiej, głosowało jedynie 80 tys. lwowian. I to w mieście, które zamieszkuje ponad 800 tys. osób. Te właśnie 80 tys. narzuciło nam władzę swojej partii. Jestem jednak przekonany, że powoli wszystko wróci do normy, a partia ta będzie miała w przyszłości mizerne szanse.

X