Ukraina jak panna na wydaniu

Ukraina jak panna na wydaniu

Redaktor naczelny "Kuriera Galicyjskiego" Mirosław Rowicki (Fot. Kinga Kalinowska)Obawiam się, że wariant – „rozwój gospodarki osobno, a na politykę przymykamy oko”, chyba nie będzie możliwy. Chociaż chciałoby się. Przypuszczenie, że to wyzwoli długofalowe trendy transformacyjne, jest lepiej widoczne z pozycji komisji handlu międzynarodowego.

W tym długim marszu nadzieją jest młoda generacja, czyli wykształcenie nowej generacji, bo ze starą nic nie da się zrobić. Co możemy tu zrobić? Otworzyć granice dla młodych, dla studentów, dla ruchu bezwizowego. Ale są dwie czerwone linie, które, jeżeli zostaną przekroczone to z tego marszu i strategii małych kroków nic nie będzie.

Pierwsza czerwona linia – to wejście Ukrainy do unii celnej z Rosją, Białorusią i Kazachstanem. Jeżeli zostanie ona przekroczona, to jest to koniec historii. Ponieważ są to działania z punktu widzenia struktur gospodarczych nieodwracalne.

Druga czerwona linia – to jest stan demokracji i praw człowieka. Bo nawet, gdybyśmy chcieli na to przymknąć oko, to ze względów pryncypialnych nam, w Unii tego powiedzieć nie wolno, a po drugie bez tego nie pozyskamy większości dla Ukrainy w UE. Błędne są mniemania elit politycznych Ukrainy, że można mieć dobre stosunki gospodarcze bez rządów prawa, praw człowieka, standardów demokratycznych, wolnych mediów etc.

Scenariusze nie są specjalnie optymistyczne, ale wyznaję w polityce zasadę, że należy pracować na najgorszych scenariuszach, żeby ich uniknąć, żeby się zrealizowały te lepsze czy najlepsze.

Konkluzje
Na długą metę powiedziałbym, że jest szansa i nadzieja. Na krótką – rzecz wygląda raczej mało obiecująco. W międzyczasie trzeba robić wszystko, my w Unii i ci, którzy jeszcze wierzą w europeizację Ukrainy. Namówić Ukraińców, żeby nie rozumowali w kategoriach kosztów i korzyści. Ukraina powinna zadać sobie pytanie, które jest standardem w rozumowaniu ekonomicznym czy geostrategicznym: jaki będzie koszt utraconych możliwości?

Wiara w to, że umowa stowarzyszeniowa dopchnięta kolanem przez UE może być substytutem woli politycznej po stronie ukraińskiej, chciałoby się, żeby była prawdziwa. Ale jest złudna.

Motor zmian musi być wewnątrz. My Polacy wiemy, że gdyby nie było tego motoru w nas, gdyby nie było naszych aspiracji, nic by się nie udało. w przypadku Ukrainy też się nie uda.

Perspektywa ukraińska może wrócić za jakiś czas. Chciałbym, żeby to się wydarzyło w czasie tych wyborów, które dają drugą szansę Ukrainie.

Zakończę polskim akcentem, że jest też i dla Polski taka czerwona linia: jeżeli poziom autorytaryzmu władzy ukraińskiej przekroczy pewną granicę, to Ukraina straci swego ostatniego przyjaciela i orędownika w UE.

Jeżeli miałbym coś na koniec radzić naszym przyjaciołom z Ukrainy, to po pierwsze, żeby nie zachowywali się jak panna na wydaniu; po drugie – żeby czyny towarzyszyły słowom, a nie rozbiegały się i kolejne – żeby ta panna młoda nie przeceniała swojej urody i żeby zrozumiała, że polityki i gospodarki, w rozumieniu europejskich kanonów, rozdzielić się nie da.

Zapis wystąpienia JACKA SARYUSZA-WOLSKIEGO, polskiego europarlamentarzysty i głównego negocjatora przy wstąpieniu Polski do struktur UE.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X