Na Ukrainie polityka to biznes

Na Ukrainie polityka to biznes

„Ani Polska, ani UE nie powinny się godzić na to, aby na Ukrainie funkcjonowały wyłącznie standardy rosyjskie, które prowadzą do tego, że jest jedna partia, jeden car, nie ma mowy o wolnych mediach – krótko mówiąc, system autorytarny. To jest dzisiaj stawką w grze i od tego jak my się zachowamy będzie bardzo wiele zależało, ale oczywiście najwięcej będzie zależało od samych Ukraińców”.

Dziękuję naszemu przyjacielowi, panu Saryusz-Wolskiemu za pokazanie tej olbrzymiej frustracji, która występuje w Brukseli, jeżeli chodzi o relacje z Ukrainą. Jest dokładnie tak, jak pan poseł Wolski przedstawił. Myślę, że dzisiaj ważnym jest, abyśmy zastanowili się jakie są tego przyczyny. I w związku z tym, co można zrobić, aby to zmienić?

Ponieważ zostałem poproszony tutaj jako osoba, która jest równocześnie sprawozdawcą parlamentarnym PE w zakresie umowy o wolnym handlu, to może dwa słowa na ten temat. Chcę również odnieść się do tych kwestii, o których mówił pan poseł Saryusz Wolski, może bardziej z ukraińskiej, a mniej brukselskiej perspektywy. Także dlatego, że jestem częstym gościem na Ukrainie i mam tam wielu przyjaciół i znajomych. Myślę również, że kontakty z różnymi środowiskami dały mi pewien tytuł do tego, aby myśleć, że trochę rozumiem Ukrainę.

O Ukrainie…
Ukraina to jest wielki kraj. Ukraina jest znacznie liczniejsza od Polski, liczniejsza od Hiszpanii, terytorialnie jest krajem większym od Francji. My w Polsce, trochę paternalistycznie patrzymy na Ukrainę, ale to jest kraj, który, jeżeli będzie w UE, może być ważniejszy niż Polska. Kiedyś, nasze plany integracyjne się udadzą i jeżeli, dajmy na to za 50 lat, UE będzie nadal istniała, to pewnie będzie wyglądała inaczej, bo świat się zmienia na naszych oczach.

Niemniej, jednak musimy pamiętać, że Ukraina jest krajem większym niż Polska, chociaż widać wyraźnie, że to co się działo w Polsce w ostatnich 23 latach, a na Ukrainie 21, zwiększyło różnicę, ale w drugą stronę. Wyliczenia wskazywały na to, że w latach 1989-90, kiedy Polska odzyskiwała niepodległość, a Ukraina też powoli stawała się krajem suwerennym, bo Związek Sowiecki chylił się ku upadkowi, poziom PKB na głowę mieszkańca był podobny. Dzisiaj w Polsce jest cztery razy większy. To pokazuje tą drogę, którą myśmy przeszli i pokazuje drogę, którą nie przeszła Ukraina, bo wybrała całkiem inny model rozwoju.

O umowie stowarzyszeniowej…
Otóż na początek kilka słów, konkretów, faktów, odnośnie wynegocjowanej umowy o wolnym handlu z Ukrainą. To jest pogłębiona i wszechstronna umowa – pierwsza tego typu w UE. Zresztą muszę powiedzieć, że ta umowa była negocjowana wiele, wiele lat i stanowi główna treść umowy stowarzyszeniowej, jej główną substancję. Była to umowa negocjowana przez wiele lat. Także z rządem pani Julii Tymoszenko bez żadnego efektu.

Negocjacje ruszyły po wyborach w 2010 roku, kiedy prezydentem został Wiktor Janukowycz i po prostu dał polecenie swoim ministrom, aby ta umowa została wynegocjowana. Pamiętam negocjacje, które się toczyły. Pan Saryusz Wolski wie to lepiej ode mnie, bo z UE jest tak, że gdy coś się już kładzie na stół, to możliwości negocjacyjne są minimalne – od 5 do 10%. Taka jest natura tych negocjacji, bo aby stworzyć mandat negocjacyjny w UE muszą się na to zgodzić wszystkie kraje członkowskie, a jest ich 27. Istotna zmiana tego mandatu wymaga bardzo wielu politycznych czynności i jest praktycznie nierealna. Ukraińcy myśleli, że tak naprawdę oni mówią jedno, my drugie, spotkamy się po drodze. I to powodowało również, że te negocjacje nie szły. Dopiero jasne polecenie Wiktora Janukowycza, żeby doprowadzić do sukcesu, rzeczywiście doprowadziło do tego, że w pewnych, istotnych kwestiach dla Ukrainy UE posunęła się o te od 5 do 10%, a w innych Ukraina zaakceptowała twarde stanowisko UE i umowę mamy dzisiaj na stole.

Jeżeli chodzi o kwestię, co się z tą umową dzieje. To są dwa procesy. Pierwszy to dość skomplikowany proces techniczny. Ostateczna wersja tej umowy została zatwierdzona w lipcu. Nawet nie w marcu, kiedy formalnie publicznie parafowano zgodność dwóch dokumentów w wersji UE i wersji ukraińskiej. A tak naprawdę ostateczne decyzje nastąpiły w lipcu, Dzisiaj umowa jest w tłumaczeniach, bo musi to być z jednej strony wersja ukraińska, a z drugiej 22 wersje w językach UE. Technicznie potrzebny jest na to długi czas i ta umowa będzie gotowa do podpisania dopiero w grudniu tego roku bądź na początku roku przyszłego. A więc, z punktu widzenia technicznego, jeszcze się nic nie wydarzyło. Ten proces toczy się i idzie do przodu.

X