Dominikańskie, bernardyńskie i inne zabytkowe dzwony lwowskie. Część 4

Dominikańskie, bernardyńskie i inne zabytkowe dzwony lwowskie. Część 4

Podczas I wojny światowej wojskowe władze austriackie w latach 1916-1917 zarekwirowały dwa historyczne dzwony lwowskiego kościoła ojców bernardynów – „Florian” i „Św. Jan z Dukli”, a również XVIII-wieczną sygnaturkę. Dzwony te, „choć pełne historycznych wspomnień i drogich duszy lwowianina inskrypcji i wizerunków pamiątkowych – wobec bezwzględnych żądań zaborcy, musiały powędrować na stop do austriackich fabryk armat i amunicji”.

Rekwizycja groziła również zabytkowym dzwonom fundacji Stanisława Żółkiewskiego „Anioł Pański” i „Trzylat” fundacji mieszczan lwowskich. Muzealnicy lwowscy stoczyli trudną walkę z austriacką wojskową komisją rekwizycyjną i uratowali je przed zniszczeniem. Dzwon „Anioł Pański” Archiwum miejskie zakupiło od bernardynów i przekazało do zbiorów Muzeum Historycznego m. Lwowa.

Jeszcze bardziej skomplikowane były losy dzwonu „Trzylat”. Dr Karol Badecki poświęcił historii tego dzwonu nawet osobną rozprawę naukową pod tytułem „Zniszczony dzwon bernardynów lwowskich”, wydaną drukiem w kwietniu 1930 roku nakładem Towarzystwa Miłośników Przeszłości Lwowa. Lwowski naukowiec tak opisał perypetia walki o dzwon z austriacką wojskową komisją rekwizycyjną: „Czynne w mieście Lwowie austriackie organy rekwizycyjne, znęcone rozmiarami i wagą tego dzwonu, starając się zręcznie obejść reklamacyjną opinię mianowanego przez Centralną Komisję dla ochrony zabytków w Wiedniu, cywilnego rzeczoznawcy dzwonowego, zamiarem zastąpienia tego dzwonu mniejszym, zarządziły potajemne zdjęcie dzwonu z 1680 roku na podłogę dzwonnicy, przygotowując go tym samym do niepowrotnej drogi. Jednak na skutek rzeczowych przedstawień, kategorycznych żądań, czy też próśb, zgodził się ostatecznie komendant wojskowej komisji rekwizycyjnej na ponowne, choć bardzo mozolne (bo kilka dni trwające) zawieszenie dzwonu tego na bardzo niedostępnych belkowych wiązaniach dzwonnicy”. Grono konserwatorów lwowskich i osobiście K. Badecki wygrali walkę z komisją wojskową i uratowali cenną pamiątkę historii Lwowa, zabytek o pierwszorzędnych walorach artystycznych.

Badecki uważał, że dzwon „Trzylat” należał do najcenniejszych okazów nie tylko lwowskiego, ale całego polskiego dzwonnictwa z XVII wieku, dzięki swej monumentalnej, w proporcjach znakomicie ustosunkowanej formie, dzięki majestatycznej koronie, artystycznej szacie zewnętrznej. Bardzo bogata ornamentyka renesansowa, roślinno-linearna i fryz z powtarzających się maszkaroników wykonano naprawdę misternie w najlepszych tradycjach sztuki lwowskiej owego czasu. Płaszcz dzwonu ozdobiły również płaskorzeźbione kompozycje. Według K. Badeckiego „monotonię gładkiej płaszczyzny ścian przerywały na przeciwległych miejscach dwie inne dekoracje. Pod datą odlania dzwonu zamieścił ludwisarz okazałą, czworoboczną plakietę (20 x 39 cm), na której wewnątrz perełkowo-listkowego obramienia widniał (…) sześciowierszowy napis fundacyjny”. Po przeciwległej stronie płaszcza dzwonu znajdowała się wielka wypukłorzeźba w obramieniu arkadowym, przedstawiająca Dziecię Jezus w towarzystwie Matki Boskiej i św. Józefa. Nad nimi alegorie Ducha Świętego i Boga Ojca, przecież dzwon „Trzylat” został dedykowany Trójcy Przenajświętszej.

W ciągu wieków z dzwonem „Trzylat” były związane liczne historyczne i pamiątkowe wydarzenia, związane z dziejami miasta Lwowa i lwowskich bernardynów. Dlatego przykrą niespodzianką była decyzja konwentu ojców bernardynów w sprawie zamówienia nowych dzwonów i przetopienia (zniszczenia) starego zasłużonego historycznego dzwonu „Trzylat”. W 1930 roku konwent zwrócił się do fabryki Karola Schwabego w Białej i zamówił trzy nowe dzwony, zaś w 1931 roku – czwarty. Trzy pierwsze, mianowicie pw. „Najświętszej Maryi Panny Niepokalanego Poczęcia” (o wadze 2500 kg), „Św. Jan z Dukli” (526 kg) i „Jakub Strzemię” („Trzylat”), poświęcono 6 kwietnia 1930 roku. Czwarty pw. „Św. Antoni” o wadze 280 kg z napisem na płaszczu „Fundowany na pamiątkę 700-letniego jubileuszu śmierci św. Antoniego z Padwy 1231-1931” został zawieszony na dzwonnicy rok później.

Odlewnia dzwonów K. Schwabego w Białej

Wykonanie nowych dzwonów bernardyńskich miało jednak nieprzyjemny rozgłos skandaliczny. Ojcowie bernardyni bez rozgłosu i bez pozwolenia konserwatora wojewódzkiego oddali zabytkowy dzwon „Trzylat” odlewni Schwabego jako materiał. Ogłoszenie tego faktu wywołało ogólne oburzenie w społeczeństwie lwowskim, zwłaszcza wśród historyków sztuki i muzealników. Ten XVII-wieczny historyczny dzwon w czasie wojny był uratowany przed rekwizycją austriacką, zaś obecnie bernardyni sami oddali go bezmyślnie na zniszczenie i to wyłącznie z powodu obniżenia ceny na nowe dzwony.

Historia ta podobna jest do historii dominikańskiego dzwonu „Izajasz”, który jednak udało się uratować i przekazać go do Muzeum Historycznego m. Lwowa. Niestety uratować bernardyński dzwon się nie udało. Nie zważając na protest konserwatora wojewódzkiego, Towarzystwa Miłośników Przeszłości Lwowa, lwowskich muzealników dzwon zawieziono do Białej do fabryki Schwabego i przetopiono na metal. Bernardyni zrobili to bez żadnego poszanowania dla unikatowego zabytkowego dzwonu i rozumienia znaczenia oraz jego wartości historycznej. Jak pisał K. Badecki, „ojcowie bernardyni bez respektowania czyjejkolwiek kompetencji, porozumieli się wprost z odlewnią Karola Schwabego (…) oddali z początkiem dzwon zabytkowy jako materiał, na „bruch”. Magistrat lwowski zwrócił się telegraficznie do odlewni z propozycją wykupienia dzwonu, ale było już za późno”.

Bernardyni twierdzili, że jeden z nowych dzwonów jest wierną kopią zabytkowego dzwonu z 1680 roku, „z zachowaniem napisów i ozdób”, ale było to twierdzenie dalekim od rzeczywistości. Jednym z pierwszych rzeczoznawców, który nowy dzwon zbadał, był dr Karol Badecki. Był on głęboko rozczarowany tym co zobaczył. Oto jego relacja: „Przed kilku dniami nadeszły z fabryki trzy błyszczące i w szablonową ornamentykę strojone dzwony. Na średnim z nich – o dziwo – zauważyliśmy słabe reminiscencje zewnętrznej szaty archaicznego dzwonu z 1680 roku. Wbrew wszelkim zasadom konserwatorskim, na banalnej formie, o nowoczesnym czopie w miejsce artystycznej korony, starano się zreprodukować dawne pamiątkowe inskrypcje, ale w nowych literach, zaś pierwotną ornamentykę w przestylizowanych motywach. I po cóż ta nieudolna, zmodernizowana kopia, zeszpecona nadto niepoprawną łaciną, w dodanej we fryzie nowego odlewu inskrypcji”.

Badecki również zauważył, że i dwa inne nowe dzwony pod względem artystycznym wcale nieciekawe, a w ornamentyce powtarzają szablonowe austriackie formy jeszcze sprzed I wojny światowej. „Od odlewni, pracującej na polskiej ziemi i dla polskich świątyń, mamy prawo wymagać rodzimych motywów zdobniczych i figuralnych”. Magistrat lwowski 25 marca 1930 roku w swojej uchwale wyraził ubolewanie „z powodu samowolnego przetopienia przez bernardynów dzwonu z 1680 roku roboty Grzegorza Bełchowicza”.

Skandaliczne zniszczenie zabytkowego bernardyńskiego dzwonu nie posłużyło przestrogą dla innych przedstawicieli duchowieństwa lwowskiego. Wśród niego nadal nie było zrozumienia i poszanowania dla zabytkowych dzwonów. Niestety część duchowieństwa traktowało je nie z artystyczno-kulturowego, ale tylko użytkowego punktu widzenia.

W czasie II wojny światowej i w latach powojennych większość dzwonów bernardyńskich zostało zarekwirowanych i zniszczonych. Na dzwonnicy został tylko jeden stary dzwon, mianowicie pw. „Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej” odlany w 1930 roku w fabryce Schwabego. Jeszcze jeden bernardyński dzwon „Anioł Pański” wykonany w 1588 roku jest własnością Muzeum Historycznego m. Lwowa i zawieszony na dzwonnicy dawnej cerkwi seminaryjnej pw. Świętego Ducha, w której obecnie jest rozmieszczone Muzeum „Rusałki Dniestrowej”.

Jurij Smirnow

Tekst ukazał się w nr 22 (386), 30 listopada – 14 grudnia 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X