Polacy z przestrzeni dawnego Dzikiego Pola Aleksander Polaczok, fot. z archiwum Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim

Polacy z przestrzeni dawnego Dzikiego Pola

Z Aleksandrem Polaczkiem, prezesem Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim, „stepowej stolicy” Ukrainy, położonej między Dnieprem a Bohem, rozmawiał Konstanty Czawaga.

Znany jest cytat z wywiadu z kompozytorem Karolem Szymanowskim z roku 1933: „… Nieraz brak mi Ukrainy, jej słońca, jej dalekich przestrzeni, (…) kochałem jej dobroczynny klimat, jej bujność i słodycz”. Według spisu ludności w 1897 r. 1,9 proc. mieszkańców Jelizawietgradu (dawna nazwa miasta Kropywnycki, przedtem Kirowograd) to byli Polacy. Skąd oni tu przybyli?

W drugiej połowie XIX wieku powstały o stulecie wcześniej na Dzikich Polach Jelizawietgrad przeżywał okres szybkiego rozwoju. Miasto stało się ważnym centrum przemysłowym, handlowym, kulturalnym. W ciągu 55 lat (1858–1914) ludność Jelizawietgradu rozrasta się czterokrotnie i osiąga liczbę 90 tys. osób (dla porównania Stanisławów, który był drugim po Lwowie co do wielkości miastem w Galicji Wschodniej, liczył w 1914 roku 64 tys.). Nic dziwnego, że szybko rosnąca wspólnota przyciągała wielu Polaków z Kijowszczyzny, Podola, Wołynia i nawet głębi ziem polskich. Polacy zamieszkujące wówczas Jelizawietgrad to właściciele ziemscy, wojskowi, lekarze, nauczyciele, inżynierowie, przedsiębiorcy, urzędnicy. Oni to wspólnie z Niemcami katolikami w latach 70. XIX wieku zbudowali Kościół rzymskokatolicki. Na przełomie XIX i XX wieków założyli początkową szkołę polską.

O ile Jelizawietgrad, założony w 1754 r. jako twierdza pw. św. Elżbiety, przez pierwsze 100 lat swoich dziejów był generalnie znaczącym ośrodkiem wojskowym, więc nie dziw, że w nim odbywało służbę, kształciło się, osiadało z rodzinami na stałe dużo oficerów. Nawet początki sprawowania w Jelizawietgradzie liturgii w obrządku łacińskim (lata 60. XIX w.) są związane z kaplicą znajdującą się na terenie koszar korpusu kawalerii. Jarosław Iwaszkiewicz, który dużo później, w latach 1904–1909 uczęszczał do miejscowego gimnazjum, pisał: „Centrum [Jelizawietgradu] stanowiła stara oficerska szkoła kawalerii, w której kształciło się wielu Polaków. Niegdyś dyrektorem tej szkoły był generał Szebeko, ojciec posła na Sejm Polski i senatorki, u których mój ojciec był nauczycielem domowym. Nie obce więc było to miasto tradycjom rodzinnym. (…) Elizawetgrad posiadał dość liczną kolonię polską, gromadzącą się przy tutejszym kościele i wokół Towarzystwa Dobroczynności”. Owe Towarzystwo Dobroczynności Wspierające Biednych Katolików było znane z organizowania dobroczynnych koncertów i balów. W 1900 r. jego przewodniczącym zostaje Henryk Gromadzki, wiceprzewodniczący Sądu Okręgowego. Jarosław Iwaszkiewicz akcentuje, że Szymanowscy (właściwie Dominik Szymanowski – prapradziadek kompozytora) przybyli na Kijowszczyznę z Mazowsza w końcu XVIII wieku, z Jelizawietgradem połączyli swoje losy w latach 70. XIX wieku i z tego właśnie miasta wyjechali do Polski w końcu 1919 r. Jelizawietgradzkie otoczenie Szymanowskich składało się z wielu spokrewnionych rodzin polskich i polsko-niemieckich: Zbyszewskich, Przyszychowskich, Zaleskich, Iwaszkiewiczów, Kruszyńskich, Nowickich, Szaniawskich, Taubów, Neuhausów, Blumenfeldów, Jandelów i in. W imprezach Towarzystwa w 1900 r. uczestniczyli przedstawiciele rodzin Szymanowskich, Zbyszewskich i Przyszychowskich, a także K. i M. Oleszowie (rodzice pisarza Jurija Oleszy). W Klubie Jelizawietgradzkim odbyło się m.in. przedstawienie publiczne „Piosnki wujaszka” A. Fredry z muzyką Feliksa Szymanowskiego (brata Karola).

Oprócz Karola Szymanowskiego i Jarosława Iwaszkiewicza jakie inne znane postacie są powiązane z tym miastem?

Kontynuując temat wojskowy, warto wspomnieć o Włodzimierzu Dunin-Żuchowskim i Grzegorzu Doliwa-Dobrowolskim, urodzonych w mieście absolwentach miejscowej szkoły kawalerii. J. Iwaszkiewicz wspominał, że z domu Szymanowskich w Jelizawietgradzie w 1904 r. odprowadzano na wojnę rosyjsko-japońską oficerów Polaków, między którymi był odbywający tu służbę kapitan Lucjan Żeligowski, późniejszy generał Legionów Polskich. Urodzonym w mieście znanym polskim pisarzem jest Michał Choromański, który dopiero w wieku 20 lat, w 1924 roku wraz z matką i siostrą opuścił Jelizawietgrad i przybył do Polski. Pochodził z rodziny już mocno zrusyfikowanej, ale wrócił do ojczyzny przodków. Inaczej potoczyły się losy innych znanych Polaków pochodzących z miasta lub okolic. Poeta Arsenij Tarkowski, pisarz Jurij Olesza, artysta malarz Piotr Ossowski, kompozytor, pianista i dyrygent Feliks Blumenfeld i pianista Henryk Neuhaus (z rodzin mieszanych) należą przeważnie do kultury rosyjskiej, a działacze teatralni z rodziny Tobilewiczów (I. Karpenko-Kary, P. Saksagański, M. Sadowski), socjolog, etnolog i politolog O. H. Boczkowski, filolog, kulturolog i filozof D. Czyżewski należą do kultury ukraińskiej.

fot. z archiwum Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim

Zauważyłem, że na herbie Kropiwnickich nazwisko jest napisane po polsku. Czy Marko Kropywnyćkyj, dramaturg i aktor, współtwórca ukraińskiego teatru zawodowego miał też polskie korzenie? Czy może Pan to jakoś wyjaśnić?

Na razie nie – to zadanie na przyszłość.

fot. z archiwum Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim

Jak toczyło się życie miejscowych Polaków pod zaborem Imperium Rosyjskiego oraz za czasów Związku Radzieckiego?

Odpowiadając na to pytanie chciałbym udostępnić dla Nowego Kuriera Galicyjskiego fragment swojej nieopublikowanej pracy.

W 1901 roku rada parafii jelizawietgradzkiego kościoła katolickiego zwróciła się z oficjalną prośbą o otwarcie przy kościele elementarnej (jednoklasowej) szkoły parafialnej, na co uzyskała zgodę. Lokal i koszty utrzymania szkoły przekazało małżeństwo Adam i Anna Konikowscy. Przekazali w testamencie budynek na potrzeby szkoły i potrzebne fundusze. Po ich śmierci szkole nadano ich imię. W 1914 roku do szkoły uczęszczało 41 uczniów pochodzenia polskiego. W tych latach, na początku XX wieku, wielu Polaków uczęszczało do innych szkół i uczelni Jelizawietgradu: do społecznego żeńskiego gimnazjum, do społecznego liceum handlowego i innych. Ilość uczniów polskiego pochodzenia wahała się od 2 do 7% ogółu uczniów.

W latach I wojny światowej liczba Polaków w mieście znacznie wzrasta. Wiązało się to z przyjazdem do miasta uchodźców z zajętych przez Niemców terenów Księstwa Polskiego i sąsiednich terenów. Jak podkreśla w swoich pracach historyk Ł. Pasicznyk: „Polska społeczność miasta natychmiast zareagowała na hasło pomocy uchodźcom”. 18 stycznia 1915 roku lokalna gazeta „Głos Południa” opublikowała list z podziękowaniem za tę ofiarność, podpisany przez prezesa polskiego towarzystwa dobroczynnego K. Ołdakowskiego i przedstawiciela Centralnego Komitetu Obywatelskiego W. Wieniawskiego. Z datków zebrano około 2 tys. rubli, przekazanych do kościoła, a dziećmi uchodźców zaopiekowała się szkoła parafialna im. Adama i Anny Konikowskich.

W mieście działał również oddział Piotrogrodzkiego Polskiego Towarzystwa Pomocy Uchodźcom, który zorganizował przytułek i bibliotekę, organizował koncerty dobroczynne, loterie fantowe, z których funduszy zdobyte kwoty przekazywano na wsparcie poszkodowanych.

Działalność i skuteczność polskiej społeczności miasta była na tyle znacząca, że ogłoszenie o wyborach do Jelizawietgradzkiej Dumy i przebieg głosowania drukowany był nie tylko po rosyjsku, ale również po polsku (z czasem również po ukraińsku).

W 1919 roku obok innych polskich towarzystw powstał Dom Polski, którego podstawą działalności było materialne i kulturowe wsparcie polskiej społeczności. Gdy w 1919 roku do miasta przybyło 400 Polaków – uchodźców, zwrócili się oni do przedstawicieli Domu Polskiego z prośbą o pomoc w emigracji do Polski. Instytucja ta wydawała zaświadczenie, potwierdzające osobę uchodźcy i wspierała ich prawnie.

W 1920 roku czekiści przygotowali tajemną operację, mająca na celu dyskredytację dyrekcji Domu Polskiego – prezesa, 63-letniego Ksawerego Jarzeblikowskiego i innych. Zostali oskarżeni o założenie polskiej organizacji szpiegowskiej mającej działać przy Domu Polskim. Trybunał rewolucyjny, rozpatrując tę sfalsyfikowaną sprawę, zdecydował: „ponieważ śledztwo nie ustaliło bezpośredniego związku Domu Polskiego z polskim dowództwem i wsparcie rzeczywistych szpiegów… prezesa Jarzeblikowskiego, sekretarza Samojłowicza-Salmanowicza i organistę kościoła Kiełkiewicza skazać na obóz koncentracyjny”.

Wówczas o kontrrewolucyjną i szpiegowską działalność na rzecz Polski oskarżono przedstawicieli społeczności polskiej od 21 do 73 roku życia. Byli to urzędnicy, chłopi, robotnicy. Skazywano ich na kary od kilkumiesięcznego po kilkuletnie więzienie lub zsyłkę do obozu. W latach 30. XX wieku Rosję sowiecką nakryła kolejna fala antypolskich masowych i jeszcze bardziej okrutnych represji – aż do wyroków śmierci. W tym okresie najbardziej charakterystycznym było oskarżanie o tworzenie grup szpiegowsko-dywersyjnych. Jak podaje Ł. Pasicznyk: „Jeżeli w sprawach kryminalnych lat 20. napotykano czasem prośby instytucji, w których pracował skazany, o lżejszy wyrok (np.: Miejskiego Wydziału Ziemskiego, komitetu fabryki Jaskulskiego i innych), to po 10 latach, podczas represji stalinowskich było to niemożliwe… Artykuł 54–10 (działalność kontrrewolucyjna) widniał prawie w każdej kryminalnej sprawie. A dalej wszystko rozwijało się według diabelskiego scenariusza: 2–3 miesiące „śledztwa”, potwierdzenie winy przez dwóch tzw. „świadków” i rozstrzał nocą. Wyrok za „kontrrewolucyjną działalność” można było dostać za to, że ma się krewnych w Polsce, za szlacheckie pochodzenie, że pracowało się w majątkach przed rewolucją, za utrzymywanie stosunków z sąsiadami lub innymi kolegami – Polakami, za niezadowolenie „tymczasowymi trudnościami” itp. Na stosunek do Polaków miały wpływ również wydarzenia na Zachodniej Ukrainie we wrześniu 1939 roku, gdy ustanawiano tam władzę sowiecką siłami NKWD i Armii Czerwonej. W lutym 1940 roku Beria wymagał od organów spraw wewnętrznych USRR i Białorusi natychmiastowego aresztowania 25 tys. polskich szpiegów, terrorystów i agentów”.

Podsumowując wydarzenia z lat 1920–1930 konstatujemy, że po całkowitym zwycięstwie bolszewików repatriowano, uwięziono, represjonowano większość polskich mieszkańców miasta i regionu, w tym większość uchodźców, którzy znaleźli się na tych terenach w czasie I wojny światowej.

Jasna rzecz, że w tym okresie zakończyły swoją działalność wszystkie polskie organizacje miasta i regionu, zaprzestano nauczania w języku polskim, zlikwidowano parafię katolicką i zamknięto kościół. Jak podają W. Pliński i A. Bobkiewicz: „Na początku 1924 roku kościół w Jelizawietgradzie został zamknięty decyzją miejscowej NKWD, a księdza aresztowano. Budynek zrujnowano jednak dopiero w 1936 roku pod pretekstem rozszerzenia zakładu produkcyjnego „Czerwona Gwiazda”. Na miejscu zniszczonego kościoła wzniesiono odlewniczy cech. Całkowitej dewastacji uległ także wielonarodowościowy cmentarz w Jelizawietgradzie – miejsce spoczynku wielu Polaków, w tym Szymanowskich i księży miejscowej parafii”.

Po zakończeniu II wojny światowej i ustanowieniu w Polsce marionetkowego komunistycznego reżymu oraz niby przyjacielskich stosunków pomiędzy dwoma krajami, kardynalnie zmienił się stosunek do Polaków z miasta i okolic. Jedną z umów międzypaństwowych z 6 lipca 1945 roku przewidywano przesiedlenie na tereny Ukrainy Polaków deportowanych w latach 1940–1941 na wschodnie tereny ZSRR. Jak stwierdza w swoich badaniach Ł. Dacenko, „planowano przesiedlenie do obw. kirowogradzkiego 1500 Polaków z obw. permskiego. 1480 osób planowano skierować do pracy w kołchozach przy hodowli buraków cukrowych, a 20 osób – na fermy hodowlane. 15 października 1944 roku do obw. kirowogradzkiego przybyło jedynie 918 osób. Przybysze zwrócili się do władz z prośbą o otwarcie szkół z polskim językiem wykładowym, przekazanie dzieciom obuwia i wydanie im dokumentów na legalny wyjazd do Polski w ramach wymiany ludności, jak przewidywała to umowa lubelska.

Korespondencja, kontrolowana przez NKWD, wskazuje, że władze lokalne nie czyniły prób „zakorzenienia” tej ludności w okolicach miasta. Między innymi, Stefania Iwlak, umieszczona w jednym z kołchozów regionu, pisała: „Gdy nas wieziono, myślałam, że jedziemy do domu. Łzy ciekną, wywieziono nas z Syberii na Ukrainę do obw. kirowogradzkiego. Porozrzucano po różnych kołchozach i tak się męczymy. Jeżeli będziesz miał możliwość, przyślij mi zaproszenie. Potrzeba dużo pieniędzy, bo życie jest tu trudne – wszystko drogie, a w kołchozie dają nam pół kilo chleba i tyleż ziemniaków i z tego trzeba żyć. Taka jest opieka nad rodzinami wojskowych. Na razie żyję, bo jestem sama, ale matki z dziećmi siedzą głodne…”.

Przesiedleniec W. Wiliński z innego kołchozu zwraca się do swego ojca pisząc na front: „Drogi ojcze! Przyjechaliśmy na Ukrainę, goli, bosi, z jedzeniem jest źle! Nasi ludzie chorują na tyfus i tak powoli zmniejsza się nasza ilość. Dlatego jak najprędzej staraj się nas zaprosić”.

Grzegorz Dierżek pisał na front do swego syna: „W Polsce, chociaż i źle, ale jednak lepiej żyje się niż tu. W Polsce, dokąd się nie zwrócisz, wszędzie słychać język ojczysty. Teraz jesteśmy na Ukrainie, chociaż dają nam trzy razy jeść i chleb, ale chcielibyśmy być w Polsce. Kiedy nastąpi to szczęście?”.

Z danych NKWD stanem na 1 marca 1946 roku na terenach obw. kirowogradzkiego przebywało 2201 osób narodowości polskiej (1476 dorosłych i 125 dzieci do lat 14). Dokumenty repatriacyjne dostało 1279 osób, wyjechało 1152 osoby, pozostało 1049 osób.

W latach 1950–1980 większość miejscowych Polaków, przestraszona represjami poprzednich dziesięcioleci, ukrywała swoją narodowość, starając się nie wyróżniać spomiędzy innych mieszkańców, aby nie narażać się na dyskryminację narodowościową. Jednocześnie byli i tacy, którzy śmiało i otwarcie stali przy swojej polskości.

fot. z archiwum Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim

Jak rozpoczęło się odrodzenie polskości w Kropiwnickim (dawnym Kirowogradzie)?

Symboliczną postacią, wokół której skupiała się wspólnota, była bez wątpienia osoba Karola Szymanowskiego. Jeszcze w roku 1962 w związku z obchodami 25. rocznicy śmierci i 80. rocznicy urodzin autora „Harnasiów” w Kropiwnickim (ówczesnym Kirowogradzie) przeprowadzono uroczystości jubileuszowe, w których uczestniczyła konsul generalny Polski w Kijowie Wanda Michalewska. W 1985 roku powstała Izba Pamięci Karola Szymanowskiego w miejscowym kolegium muzycznym. W tym przedsięwzięciu uczestniczył jako fotograf Włodzimierz Moszczyński – przyszły redaktor naczelny miejscowej telewizji, inicjator założenia i pierwszy prezes (w latach 1997–2002) stowarzyszenia Polaków. W 1988 roku dyrektorem wspomnianej Izby został świeżo upieczony absolwent Konserwatorium Muzycznego w Moskwie muzykolog Aleksander Polaczok. On rozwinął kwestię ścisłych związków Szymanowskiego z Jelizawietgradem, organizując konferencje naukowe i publikując ich materiały: „Karol Szymanowski a Ukraina” (1993, publikacja 1998), „Karol Szymanowski i jego mała ojczyzna” (2012, publikacja 2019). On też przy wsparciu władz lokalnych przekształcił na początku lat dziewięćdziesiątych Izbę Pamięci przy kolegium muzycznym w samodzielną komunalną instytucję Muzeum Kultury Muzycznej im. Karola Szymanowskiego. I chociaż do tej pory nie udało się zrealizować projektu odbudowy Domu rodziny Szymanowskich w Kropiwnickim przeznaczonym dla muzeum (obiekt od 1998 r. znajduje się w stanie surowym zamkniętym), działania tej instytucji są znaczące dla promocji polskiej kultury w regionie.

fot. z archiwum Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim

Drugi, nie mniej ważny czynnik zintegrowania miejscowych Polaków to odrodzenie się po przeszło sześćdziesięciu latach rzymskokatolickiej parafii, gdzie dużą rolę odgrywają osoby pochodzenia polskiego. Parafia została zarejestrowana 25 grudnia 1992 r. Pierwszym starostą parafii został Witalij Pliński, który poświęcił dużo starań i zdrowia dziełu budowy kościoła katolickiego i propagowania polskości. Po dziesięciu latach, w 2002 roku kościół pw. Ducha Świętego w Kropiwnickim został poświęcony. Stał się on ważnym ośrodkiem odrodzenia tradycji, a polskie środowisko zostało w dużej mierze skupione wokół kościoła, tym bardziej, że w tej placówce pracują przeważnie polscy księża.

Trzecim zasadniczym nurtem odrodzenia świadomości narodowej na ziemi kirowogradzkiej stała się nauka języka polskiego. W 1996 r. Kropiwnickie Kolegium Przyrodniczo-Humanistyczne z inicjatywy świętej pamięci dyrektor Margaryty Borysowej zaprosiło za pośrednictwem Ministerstwa Edukacji Narodowej i Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli pedagoga z Polski. Od następnego, 1997 r. w kolegium zaczęła uczyć języka polskiego Mirosława Tomczyk – pierwsza nauczycielka z Polski. W ciągu następnych lat w Kropiwnickim pracowało po kolei około 10 nauczycieli z Polski, w tej chwili – Urszula Adamska z Lublina.

Z tych trzech nurtów odrodzenia świadomości narodowej (kultura, religia, oświata) na ziemi kirowogradzkiej powstało w 1997 roku Stowarzyszenie Polaków „Polonia” im. Karola Szymanowskiego.

fot. z archiwum Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim

Skąd pochodzi Pan, rodzice? Jak zachowała się polskość w rodzinie? Proszę powiedzieć o swoim zaangażowaniu w działalność na rzecz kultury polskiej.

Nie wiadomo skąd przybyli Polacy – moi przodkowie po matce – i jak długo mieszkali oni na terenach zachodniej części dzisiejszego obwodu kirowogradzkiego, do 1792 r. należącego do Rzeczypospolitej. Mój dziadek Józef Zajączkowski został represjonowany w kwietniu 1944 r. i kilka lat później zginął w łagrach w Republice Komi. Babcia Władysława Zajączkowska z Kozłowskich była jedyną osobą z olbrzymiej kiedyś rodziny, która do końca swoich dni pozostała na swej rodzinnej ziemi – wschodnim Podolu (teraz to rejon gołowaniewski obwodu kirowogradzkiego). Ona była największą patriotką Polski w rodzinie Kozłowskich i jednocześnie była przywiązana do swojej ukraińskiej „sadyby”. Jej synowie Adolf Witold i Adolf, którzy jako żołnierze Wojska Polskiego po zakończeniu wojny osiedlili się w Polsce, bezskutecznie namawiali ją na przeprowadzenie się do Polski. Babcia była niezmiernie rozkochana w wiejskim życiu, zawsze chętnie pracowała na roli, a oprócz tego niechętnie uzależniała się od innych, nawet najbliższych. Moja matka Wiktoria nauczyła się od babci języka polskiego i nauczyła go mnie i nawet moje dzieci.

Urodziłem się w Kirowogradzie 20.10.1962 roku. Jestem absolwentem Wydziału Muzykologii Moskiewskiego Konserwatorium im. Piotra Czajkowskiego (1986). Od roku 1997 powiązałem swoją pracę z upamiętnieniem życia i twórczości Karola Szymanowskiego w Kirowogradzie (Jelizawietgradzie) tworząc miejskie Muzeum K. Szymanowskiego. Od roku 2012 jestem dyrektorem tego muzeum. W latach 1992–1993 zorganizowałem pierwsze Festiwale Muzyczne im. Karola Szymanowskiego w Kirowogradzie, w następnych latach opracowałem zbiorowe prace „Polacy na ziemi kirowogradzkiej” (2006), „Losy Polaków na ziemi kirowogradzkiej” (2008).

W roku 2002 zostałem wybrany na prezesa Stowarzyszenia Polaków obwodu kirowogradzkiego. Jako prezes Stowarzyszenia inicjowałem powstanie Sobotniej Szkoły Polskiej w Kirowogradzie w 2012 r., organizuję liczne imprezy polskie. W 2006 roku zostałem wyróżniony odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Mam także wyróżnienia od władz ukraińskich.

fot. z archiwum Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim

W jakich kierunkach pracuje Towarzystwo? Jaka jest rola i owoce nauczania języka polskiego?

Jest to przede wszystkim organizacja imprez okolicznościowych: obchody świąt narodowych i tradycyjnych polskich, przeprowadzenie festiwalu „Jesień z muzyką Karola Szymanowskiego” i konkursu dla dzieci i młodzieży „Lubię Polskę”, udział w Narodowym Czytaniu, dyktandach polskich, obchody rocznic wybitnych Polaków, imprezy na zakończenie i początek roku szkolnego, występy na festiwalach i konkursach, wycieczki krajoznawczo-dydaktyczne, wystawy na temat historii i współczesności Polonii, promowanie Polski: kultury, języka, sukcesów w rozwoju, a także uczestnictwo w życiu społecznym regionu. Oczywiście jednym z najważniejszych jest nauczanie języka polskiego. Jak już powiedziałem, jest ono systematycznie prowadzone w Kropiwnickim od roku 1997, najpierw wyłącznie przez nauczycieli z Polski. Jednym z podstawowych zadań tych nauczycieli było wykształcenie ze względu na rosnące zapotrzebowanie kadry nauczycielskiej złożonej z miejscowych mieszkańców. Jako pierwsi w połowie roku 2000 zaczęliśmy nauczać – Włodzimierz Bryczka (rocznik 1944) i ja. W chwili obecnej mamy pięciu nauczycieli miejscowych prowadzących zajęcia przy stowarzyszeniu, a także nauczycielkę skierowaną przez ORPEG Urszulę Adamską. Na początku nauczaniem języka polskiego każdego roku było objętych kilkanaście, później kilkadziesiąt osób, ostatnie 10 lat ich liczba przekracza 100. Od 2012 roku przy stowarzyszeniu działa Sobotnia Szkoła Polska. Nasi uczniowie uczestniczą w olimpiadach i konkursach, jednak trudno nam konkurować z młodzieżą z większych ośrodków. Najwyższe osiągnięcia mamy w konkursach recytatorskich „Kresy”, gdzie corocznie zostajemy laureatami, a czasami zwyciężamy.

fot. z archiwum Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim

Czy dużo młodych osób po otrzymaniu Karty Polaka wyjeżdża do Polski? Czy wracają po studiach w Polsce?

Niestety nie wracają. Z kilkudziesięciu osób wróciła chyba jedna. Większość osób po studiach i po otrzymaniu Karty Polaka wyjeżdża do Polski na stałe. Natomiast dołączają nowi, zupełnie „zieloni” członkowie. Wskutek tego kilku liderów wykonuje większość pracy w stowarzyszeniu. Trzeba także pamiętać, że członkowie tej wspólnoty pracują na zasadach społecznych i poza działalnością na rzecz swoich rodaków muszą zabiegać o chleb codzienny.

fot. z archiwum Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim

Jak czujecie się w mieszance narodowościowej waszego miasta?

Współpraca z innymi organizacjami mniejszości narodowych, przede wszystkim ormiańskiej, niemieckiej i bułgarskiej, jest bardzo ścisła. Dzięki tej współpracy udało się pozyskać pomieszczenie biurowe w ramach działalności założonego w 2017 r. NGO „Centrum Rozwoju Kultur Narodowych Wspólna Rodzina”. Wspiera nas w tym głównie Kirowogradzka Obwodowa Administracja Państwowa udzielając lokal, opłacając media i przyznając środki na niektóre przedsięwzięcia. Administracja miejska też sprzyja naszej działalności. Na przykład Centrum Metodyczne Miejskiego Departamentu Oświaty corocznie przeprowadza Konkurs Recytatorski w języku polskim, a w pomieszczeniu Obwodowej Uniwersalnej Biblioteki Naukowej im. D. Czyżewskiego od kwietnia 2010 r. działa Centrum Kultury Polskiej.

Jesteście daleko od Polski. Kto pomaga i wspiera waszą działalność?

Najwięcej pomocy w ciągu ostatnich lat udziela nam Fundacją „Wolność i Demokracja” (prezes Lilia Luboniewicz), szczególnie przy realizacji projektów edukacyjnych i kulturalnych, między innymi „Biało-Czerwone ABC”, „Liderskie Centrum Szkoleniowe”, Ogólnoukraińskie Dyktando z Języka Polskiego „Ja piszę, Ty piszesz, My piszemy… po polsku”, Narodowe Czytanie, Olimpiada Historii Polski i kilka innych. W latach 2006–2013, a także w 2017 i 2019 znaczącym było wsparcie Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” istotnie wsparło nas na etapie tworzenia organizacji na początku milenium, w tym roku też udzieliło nam dofinansowania na potrzeby organizacyjno-biurowe. Wydział Konsularny Ambasady RP w Kijowie przyznaje zapomogę osobom potrzebującym, chorym, a także od lat opiekuję się Konkursem dla Dzieci i Młodzieży „Lubię Polskę”. Instytut Polski w Kijowie niejednokrotnie dołączał do organizacji festiwalu „Jesień z muzyką Karola Szymanowskiego”. Przy okazji chcę wyrazić głęboką wdzięczność wszystkim tym instytucjom, ich kierownikom i pracownikom.

fot. z archiwum Stowarzyszenia „Polonia” im. Karola Szymanowskiego w Kropywnyckim

Proszę przybliżyć naszym czytelnikom dzieje dorocznego festiwalu muzycznego im. Karola Szymanowskiego. Kolejną edycję udało się wam przeprowadzić w tym roku.

Festiwal Muzyczny im. Karola Szymanowskiego został zapoczątkowany w 1992 roku, a od 2012 odbywa się corocznie. W 2017 roku festiwal zmienił swą nazwę na „Jesień z muzyką Karola Szymanowskiego”. Imprezy festiwalowe mają miejsce w Kropiwnickim, Tymoszówce, Kamionce, Czerkasach, Kijowie i innych miejscowościach, w których bywał patron festiwalu. Ich głównymi organizatorami są Kropiwnickie Muzeum im. K. Szymanowskiego oraz Stowarzyszenie „Polonia” im K. Szymanowskiego w Kropiwnickim, a w ostatnich latach także Polskie Centrum Kulturowe im. Karola Szymanowskiego w Czerkasach (prezes Gennadij Liniewicz). Podczas XIX już festiwalu na małej ojczyźnie kompozytora zostały wykonane niemal wszystkie dzieła Szymanowskiego na skrzypce i fortepian, IV Symfonia, dwa kwartety smyczkowe, kilka cykli wokalnych i in. Chór z Kropiwnickiego jako pierwszy na Ukrainie wykonał w całości „Pieśni Kurpiowskie”. Muzykę Szymanowskiego w Kropiwnickim wykonywali m.in. Olga i Natalia Pasiecznik, Joanna Domańska, Monika Sikorska-Wojtacha, Bogodar Kotorowicz, Jonathan Powell, Józef Ermiń (József Örmény), Ludmiła Wojnarowska, Lidia Futorska, Sonia Suldina, Marianna Humecka i wielu innych znanych muzyków. W tym roku na festiwalu występowały takie autorytety jak pianista Andrzej Tatarski z Poznania, znany kompozytor Aleksander Szczetyński (Charków – Kijów) oraz niedawno powstały zespół smyczkowy „Solo Lwów” (dyrygent Modest Mencyński). Festiwal w 2021 roku był realizowany przy wsparciu Fundacji „Wolność i Demokracja” w ramach projektu „Wielka Polska Rodzina – promujemy polską kulturę na Ukrainie” współfinansowanego ze środków pochodzących z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021.

Jak działa Towarzystwo w warunkach pandemii koronawirusa?

W porównaniu z większością innych obwodów obwód kirowogradzki wyróżnia się stosunkowo mniejszą liczbą chorych. Dlatego nawet w 2020 roku udało się nam zrealizować w Kropiwnickim projekt Fundacji „Wolność i Demokracja” „Ekspedycja Polska. Szkoły Letnie” z udziałem 40 dzieci, a także przeprowadzić w mieszanym formacie offline i online festiwal „Jesień z muzyką Karola Szymanowskiego” przy finansowym wsparciu Ukraińskiej Fundacji Kultury. Jasne, że w 2020–2021 r. liczba uczestników naszych przedsięwzięć została znacznie ograniczona. W 2020 roku nie mogliśmy zaprosić na imprezy ani muzyków z zagranicy, ani przedstawicieli Ambasady Polskiej. Lecz generalnie dajemy sobie radę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Konstanty Czawaga.

Tekst ukazał się w nr 22 (386), 30 listopada – 14 grudnia 2021

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X