W XVI i XVII wieku sala ta była wspaniale ozdobiona. Chlubą rajców lwowskich był pokaźny zbiór kobierców wschodnich. Część z nich pochodziła z darów tłumaczy miejskich, zazwyczaj Ormian z pochodzenia, którzy doskonale znali się na takich rzeczach. Na tle tych kobierców zawieszono olbrzymi herb miasta Lwowa. W 1634 r. w oknach sali umieszczono witraże. Na środku sufitu wisiał pająk, czyli „lichtarz wielki”, ściany zdobiły malowidła. Cech zegarmistrzów podarował Radzie dwa zegary, jeden – spiżowy, drugi – „pozłocisty”, który pochodził z 1580 roku.

Pod herbem miejskim, na podwyższeniu, stało krzesło burmistrza, a obok, przy długim stole – krzesła rajców. Na tym stole zawsze stał „zegar piaszczysty”. Obok, przy innym, pomalowanym na czarno stole, siedzieli pisarze. Wszystkie meble były misternie rzeźbione i dopasowane stylowo do ozdobienia sali. Miejsca burmistrza i rajców oddzielono od reszty sali barierą. W chwilach ważnych, uroczystych, świątecznych gromadziły się za nią „stany i narody”, zaproszone na posiedzenia Rady. Na ścianach sali zawieszono liczne portrety królów, hetmanów i innych ludzi znanych i sławnych w Rzeczypospolitej. Był również portret papieża Sykstusa V, ofiarowany miastu na pamiątkę, z osobistą dedykacją darczyńcy. Wszystkie portrety wstawiono w jednakowe ramy z herbami miasta. Obok powieszono kupione w Krakowie mapy „trzech części świata wszystkiego, Europy, Azji i Afryki”. Obok sali radnej był skarbiec, połączony z nią osobnym przejściem. Przede wszystkim, przechowywano w nim przywileje i dokumenty miejskie, złożone w żelaznej skrzyni. Raz do roku, w dniu 22 lutego, przenoszono tę skrzynię do sali radnej i odczytywano dokumenty zebranym mieszczanom lwowskim. W skarbcu przechowywano zarówno kosztowności i pieniądze kasy miejskiej, jak też bogactwa, złożone w depozyt przez mieszczan i okoliczną szlachtę. W 1574 r. przechowywano tu nawet koronę królewską. W depozycie były też srebra katedry przemyskiej. Skarb państwa kilka razy przechowywał znaczne sumy pieniężne. W takich wypadkach magistrat wystawiał straż specjalną. W kronice miejskiej zapisano, że „poręką bezpieczeństwa tych wszystkich skarbów była nie straż, lecz uczciwość lwowskiego magistratu”.
W sali radnej przyjmowano gości, przybywających do Lwowa – tak świeckich, jak duchownych. Atmosfera takich przyjęć bywała nie tylko uroczysta, lecz nieraz nawet pompatyczna, z iście wschodnim przepychem.
Drugim, co do znaczenia i rozmiarów pomieszczeniem ratuszowym, była sala sądowa, siedziba wójta i ławników. Mieściła się na piętrze, nad salą radną. Na sali sądowej odbywały się wszystkie rozprawy i ogłaszano wyroki z dotrzymaniem ceremoniału, licznych tradycji i przepisów. Wystrój sali był poważny, lecz znacznie skromniejszy, niż sali radnej. Obok mieściły się przedsionek i pomieszczenie na areszt prowizoryczny, gdzie trzymano przestępców bezpośrednio przed rozprawą sądową. Nad wejściem do sali sądowej zawieszono tablice z rotami przysięgi. Obok stała misa do obmywania rąk po wydaniu wyroku. Łaciński napis, zawieszony na sali głosił: „Dom biegłego w prawie, to wyrocznia całego miasta. W nim dobra sprawa wygrywa”. Na ścianach obok wisiały obrazy, jeden – bardzo stary, znacznych rozmiarów, ilustrował Sąd Ostateczny.
W skrzydłach bocznych ratusza, w mniejszych lub większych pomieszczeniach mieściły się różne komisje, urzędy pomocnicze, straż miejska, służba ratuszowa. Wszystkie pomieszczenia ozdobiono dość skromnie, były tu tylko rzeczy niezbędne. Wyjątek stanowiła sala lonherska, w której obradowała komisja gospodarstwa miejskiego, zwana lonherią. Na ścianach powieszono broń, szpalery, obrazy i tzw. „tablice lonherskie”. Meble były dębowe, masywne.
Część ubikacji ratuszowych zajmowały magazyny i składy towarów.
Największe wrażenie, poczucie strachu i grozy, wywoływało więzienie miejskie w podziemiach ratuszowych. Dr A. Czołowski tak opisuje to ponure miejsce: „Jamy więzienne pod samym ratuszem: „Dorotka”, „Pod Aniołem” i najstraszniejsza „Tatarnia”, były, rzec można, otchłanią, godną dantejskich opisów, wieczna ciemność tam panowała, zgnilizna, piwniczne zmory dreszczem przechodziły zbrodniarzy, a przez otwory powietrzne, wychodzące na poziom rynku, straszyły przechodniów nieludzkie wycia i ryki więźniów… I czasem te jęki i krzyki tak były straszne, że je pachołcy ratuszowi koić musieli łamaniem kości opornych. Czasem cały rynek drżał od zawodzenia tych istot ludzkich, które prawo dawniejsze gorzej traktowało niż zwierząt… żywność dostarczały więźniom ich rodziny, albo ci, co spowodowali ich uwięzienie, a równocześnie z żywnością szła też gorzałka. Pijaństwo więc kwitło w tej magistrackiej otchłani…”. Najstraszniejsze, najcięższe więzienie mieściło się pod wieżą. Nie wszystkie podziemia wykorzystano w tym celu, część wynajmowano kupcom na magazyny i składy, części magistrat używał jako miejsce depozytu skonfiskowanych towarów. Inne piwnice ratuszowe przystosowano na koszary dla straży miejskiej i żołnierzy.
Ratusz „olbrachtowsko-kampianowski” przetrwał w prawie niezmienionym stanie do początku XIX wieku. Według relacji naocznych świadków, był on już zupełną ruiną. Nawet wieża nie była pokryta blachą. Jeden z podróżników austriackich, Fryderyk Krater, pozostawił taki opis: „Wrażenie całości rynku psuje stojący na środku ratusz, budowa niepozorna, z wyjątkiem wysokiej wieży. W sali ratuszowej pomieszczono areszty, więc też z okien tego gmachu zwisają łachmany i brudna bielizna, co sprawia widok wielce wstrętny dla przechodnia…”.
Nic dziwnego, że nowe władze austriackie postanowiły częściowo rozebrać, a częściowo rozbudować pochodzące z różnych epok zabudowania ratuszowe. Planowano znieść wszystkie śródrynkowe kamieniczki i na ich miejscu zbudować nowe północne skrzydło. Części centralna i wschodnia ratusza też miały być rozebrane. Postanowiono zachować tylko renesansową wieżę.
W 1801 r. założono osobny fundusz i ogłoszono konkurs na projekt nowego ratusza. W tym samym czasie zburzono część zabudowań, grożących zawaleniem się. Drogą konkursu wybrano i zatwierdzono we Wiedniu plan, opracowany przez Józefa Markla i Franza Treschera. Tymczasem postępowała dalsza rozbiórka kamieniczek, przylepionych do ratusza i jego zachodniego skrzydła. Rozbiórki znacznie osłabiły dolne mury wieży, która została bez podpierającej ją zabudowy. Straciwszy podporę, mury wieży zaczęły się groźnie zarysowywać i w dniu 14 lipca 1826 r. wieża zawaliła się na oczach przechodniów i komisji magistrackiej, która właśnie badała stan techniczny tejże wieży. Komisja zostawiła krótki opis tego wydarzenia: „Skoro tylko, dnia 14 lipca 1826 roku około godziny trzy kwadranse na trzecią popołudniu, doniesiono burmistrzowi, że wieża ratuszowa, zostająca w reparacji, poczyna budzić poważne obawy, udał się on bezzwłocznie na miejsce i zwołał panów techników: dyrektora fortyfikacji podpułkownika von Mayera, dyrektora urzędu budowlanego von Kimstettera, adiunkta tegoż urzędu Markla, kopistę Jarosheka, dalej inspicjenta robót miejskich von Millereta, dozorcę Vandruschka i budowniczego Treschera. Panowie ci… oglądali wieżę dokładnie i szczegółowo, po czem udali się do kancelarii… i tam poczęli spisywać protokół oględzin. Burmistrz zapytał, czy w tym stanie rzeczy nie należałoby zarządzić policyjnych środków ostrożności. Na to wszyscy technicy razem i każdy z osobna zapytani odpowiedzieli, że w danej chwili niebezpieczeństwo nie jest tego rodzaju, aby było potrzeba specjalnych środków ostrożności”. W tejże chwili wpadł do kancelarii cieśla Kaffka i zawiadomił, że wieża groźnie pochyliła się i rysy na niej znacznie powiększyły się. Kronikarz dalej świadczy: „W pięć lub sześć minut po tych słowach nastąpił upadek wieży i to tak nagle, że zaledwie starczyło czasu, ażeby wezwać robotników i licznie zgromadzonych widzów do natychmiastowego rozejścia się. Wypadek nie wywołał większego jeszcze nieszczęścia, gdyż dotychczas wiadomo o ośmiu osobach zabitych i trzech lekko rannych”. Olbrzymi obłok kurzu zasłonił cały Rynek lwowski, powiększając jeszcze grozę i przerażenie ludzi. Cieśla Kaffka pozyskał sobie nie tylko uznanie lwowian, lecz także Złoty Krzyż Zasługi od rządu wiedeńskiego. Oto, w jakich tragicznych okolicznościach zapisano ostatnią kartę dziejów średniowiecznego ratusza lwowskiego.
Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 14 (450), 26 lipca – 29 sierpnia 2024
