Stolice różnią się od małych prowincjonalnych miasteczek przede wszystkim tym, że w tych pierwszych znani ludzie mieszkają, a w tych drugich – bywają. I chociaż nasz Stanisławów przez niedługi czas był stolicą, wybitni goście zaglądali tu rzadko. Był jednak okres, gdy na ulicach miasta można było spotkać postacie, o których później uczono się w szkole. Mam na myśli czasy I wojny światowej.

Siostra Lenina
Podczas działań wojennych w okolicach Stanisławowa funkcjonował oddział lekarsko-spożywczy Towarzystwa im. Pirogowa. Jego główne zadanie polegało na niesieniu pomocy rannym żołnierzom i rozdawanie pożywienia ubogim warstwom ludności. W 1915 r. po zakończeniu kursu sióstr medycznych, do oddziału skierowano rodzoną siostrę Włodzimierza Lenina – Marię Ulianową, którą w rodzinie czule nazywano „głuptaskiem”.
Jak wspominają koleżanki z oddziału, pracowała pani Maria bez wytchnienia. Ale oprócz zmiany opatrunków czy wynoszenia nocników siostra prowadziła ukrytą agitację rewolucyjną, ponieważ już od 1898 r. była członkiem Rosyjskiej socjaldemokratycznej partii robotniczej i miała pseudonim „Niedźwiedź”. Przypuszcza się, że stacjonowała na terenie byłych austriackich koszarów, gdzie obecnie mieści się Przykarpacki Instytut Prawniczy przy ul. Gwardii Narodowej.
Po wojnie Maria Ulianowa zrobiła niezła karierę – była członkiem KC i pracowała w gazecie „Prawda”. Za mąż, wprawdzie, nie wyszła.

Pisarz
W tym samym oddziale lekarsko-spożywczym sanitariuszem był pisarz Aleksander Serafimowicz. Dzisiejszym uczniom to nazwisko nic nie powie, ale lat 20 wstecz jego powieść „Żelazny potok” była w programie lektur obowiązkowych. „Serafimowicz” to jego pseudonim, jego zaś prawdziwe nazwisko – Popow. Pełniąc obowiązki sanitariusza Serafimowicz był jednocześnie dziennikarzem wojennym i pisywał do „Rosyjskich wiadomości”.
Jedna z jego opowieści pt. „W Galicji” opisuje życie na Przykarpaciu. Serafimowicz prowadził także dziennik i na jego kartach pozostawił wspomnienia i wrażenie o Stanisławowie. Tu poznał Marię Ulianową i został chyba pierwszą ofiarą jej propagandy. Pisarz dołącza do bolszewików i później w czasie wojny polsko-bolszewickiej kilkakrotnie bywa na terenach Zachodniej Ukrainy. Z czasem zostaje „czerwonym klasykiem”. W 1943 r. otrzymuje premię im. Stalina. Pieniędzy (było to 100 tys. rubli) nie wziął, lecz przekazał je na potrzeby armii.

Hrabia
W armii rosyjskiej tytułem hrabiowskim trudno było kogoś zadziwić. Książęta, hrabiowie, baronowie dowodzili korpusami armijnymi, oddziałami, eskadrami czy bateriami. Ale był jeden hrabia, który nie mógł nie zwracać na siebie uwagi. Mowa tu o Michaile Tołstoju, synu autora światowego bestselleru „Wojna i Pokój”.
Był dziesiątym dzieckiem starego hrabiego i wyróżniał się zdolnościami muzycznymi. Wspaniale grał na bałałajce, harmonii, pianinie i sam tworzył romanse.
Z wybuchem wojny zapisał się do 2 Dagestańskiego pułku Tubylczej dywizji. W jej składzie w marcu 1915 r. pan Michaił zdobywa Stanisławów. Za zasługi bojowe młody hrabia zostaje nagrodzony orderem św. Anny IV stopnia. Po rewolucji Michaił Tołstoj emigruje z Rosji i nie jak większość rosyjskich arystokratów, którzy osiadają we Francji, Szwajcarii czy USA, wybiera Maroko. Tu, pod piekącym afrykańskim słońcem umiera w 1944 r.

Ataman
Mam przed sobą odpis rozkazu o nagrodzeniu orderem św. Jerzego III stopnia generała-lejtnanta Aleksieja Kaledina: „Za to, że jako dowódca 12 Dywizji kawalerii, w połowie lutego 1915 r., będąc skierowany na skrzydło przeciwnika, odpychającego nasze wojsko od miasta Stanisławowa w kierunku na Halicz, co zagrażało naszym oddziałom, dowodził osobiście dywizją, będąc pod ogniem przeciwnika, 16 lutego został ranny, a mimo to dowodził energicznie, czym przełamał opór przeciwnika w okolicach wioski Bondarow. W wyniku tej akcji, grupa wojsk przeciwnika, idąca na Halicz, która zagrażała naszemu skrzydłu i tyłom zaczęła wycofywać się na Stanisławów…”.
Do końca wojny Kaledin walczył na Południowo-Zachodnim froncie, a po rewolucji lutowej przeniósł się za Don. Tam został wybrany na atamana wojsk Kozaków Dońskich. Generał nie poparł bolszewików i wystąpił zdecydowanie przeciwko nim. Po pierwszych porażkach ataman Kaledin popełnił samobójstwo, zastrzeliwszy się w swoim gabinecie. Gdyby nie był tak podatny na stres, to możliwe, że historia potoczyłaby się inaczej i nie wiadomo czy bolszewikom udałoby się wygrać.
Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 14 (450), 26 lipca – 29 sierpnia 2024
