Tymczasem zbliżał się jubileusz 30-lecia budowy Teatru Wielkiego. W sferach kulturalnych miasta, w środowisku artystów lwowskich, przede wszystkim w Radzie Miejskiej i Komisji Teatralnej, jak i w licznych towarzystwach i stowarzyszeniach lwowskich, podnoszono głosy w sprawie godnego uczczenia tego jubileuszu. Dyrekcja teatru planowała nowe wystawy, Rada Miejska posiedzenie jubileuszowe, lecz najważniejszą sprawą było przeznaczenie funduszy na przeprowadzenie remontów gmachu teatralnego i unowocześnienia jego stanu technicznego.

Właśnie te remonty i modernizacja instalacji wymagały znacznych pieniędzy, których niestety zawsze brakowało. Aktualnym było jeszcze jedno pytanie, mianowicie w czasie I wojny światowej z powodów bezpieczeństwa (obawy uszkodzenia) słynna kurtyna teatralna Henryka Siemiradzkiego została przeniesiona z gmachu teatralnego do Miejskiego Muzeum Przemysłu Artystycznego (ul. Hetmańska 20) i wystawiona w westybulu tego gmachu. Minęło już tyle lat i dopiero w 1929 roku o tej sprawie zaczęto mówić głośno. Okazało się, że dla przeniesienia kurtyny do gmachu teatralnego trzeba rozwiązać kilka problemów technicznych i, jak zawsze, finansowych. Otóż powołano komisję Rady Miejskiej w składzie: profesor Tadeusz Obmiński, zastępca komisarza rządu, profesor Adolf Chyliński, znany muzykolog, profesor Witold Minkiewicz, architekt, doktor Józef Piotrowski, konserwator wojewódzki, inżynier Floriański, inżynier Zygmunt Lewakowski, naczelnik straży pożarnej Kazimierz Ciećkiewicz, radca magistrat Leon Samulewicz, intendent Teatrów Miejskich.
Na posiedzeniu 16 lutego 1929 roku, które odbyło się w Teatrze Wielkim, „w celu zastanowienia się nad sposobem zawieszenia kurtyny Siemiradzkiego”, komisja ogłosiła swoje wnioski. Okazało się, że kustosz Miejskiej Galerii Obrazów Marceli Harasimowicz, znany artysta malarz, jest przeciwny przeniesieniu kurtyny z muzeum do gmachu teatru, o czym zawiadomił w odręcznym liście. Dalej czytamy w sporządzonym protokole komisji: „Obecni, po rozważaniu rozmaitych argumentów, przemawiających za i przeciw zamieszczeniu kurtyny tej w teatrze, nabrali w większości przekonania, że dzieło to, w założeniu swem pomyślane przez twórcę, jako kurtyna, i przeznaczone dla Teatru Wielkiego we Lwowie, powinno bezwarunkowo znajdować się w Teatrze i dzielić jego losy”.

Zastanawiając się nad sposobem zawieszenia kurtyny, komisja uznała za najbardziej wskazane wykonać do tego celu specjalną konstrukcję lekką z rur stalowych, usztywnionych drutami stalowymi. Konstrukcja tych ram powinna być tak wykonana, ażeby szeroka burta dookoła obrazu stanowiła samoistną całość konstrukcyjną (był to faktycznie futerał dla ogromnego obrazu), w który wstawiało się właściwy obraz Siemiradzkiego o wymiarach 8+5 metra.
Kurtyna, jako arcydzieło sztuki malarskiej, pozostawała po zawieszeniu w teatrze nadal pod opieką kustosza Galerii Miejskiej, który miał stałe czuwać nad jej zachowaniem i przedstawiać Radzie Miejskiej pisemne sprawozdanie o jej stanie. Przeciwny temu rozwiązaniu problemu był Józef Piotrowski, konserwator wojewódzki. Obliczono też wartość zawieszenia kurtyny w teatrze, która stanowiła 15.000 złotych.
Przed przeniesieniem do teatru kurtynę postanowiono odnowić i prace konserwatorskie powierzyć Feliksowi Wygrzywalskiemu, znanemu malarzowi lwowskiemu. Otwór sceniczny ma wymiary 9+11,5 metra, otóż Feliks Wygrzywalski miał domalować jeszcze stosowną bordiurę. Ten projekt udało się doprowadzić do pomyślnego skutku dopiero za dwa lata. Jeszcze w lutym 1931 roku Rada Miejska dla ostatecznego wyjaśnienia sytuacji powołała komisję rzeczoznawców w składzie tak wybitnych fachowców i historyków sztuki jak prof. Leon Piniński, prof. Tadeusz Obmiński, artysta malarz Feliks Wygrzywalski, dyrektor lwowskich muzeów Aleksander Czołowski.
Według wniosku tejże komisji 19 lutego Rada Miejska zażądała od Prezydium miasta umieszczenia kurtyny w Teatrze Wielkim i zabezpieczenie jej przed zniszczeniem. Tylko w sierpniu 1931 roku kurtyna uroczyście została zawieszona w teatrze. Tymczasem Rada Miejska uchwaliła też fundusze na remont i modernizację gmachu teatralnego. W 1929 roku skanalizowano piwnice gmachu teatralnego, prace prowadzono z funduszy miejskich przeznaczonych na modernizację i budowę nowych kanałów. Dzięki realizacji tego programu w 1929 roku wybudowano nowe kanały na 12 ulicach.
„Słowo Polskie” pisało, że „…w ten sposób ukończono budowę 2/3 kanalizacji lwowskiej. Wydatki na ten cel pochłonęły przeszło 3 mln.zł.”. W centralnej części miasta prowadzono też „roboty przy naprawie sklepienia Pełtwi i jej łożyska, prowadzone od dwóch lat pod kierownictwem inż. Franciszka Dissla. Są to roboty konserwacyjne, bardzo żmudne i przede wszystkim odpowiedzialne. Wykonują się one jedynie w porze zimowej, gdy stan wody jest niski. Przez dwie ostatnie zimy prowadzono roboty na najwięcej zagrożonym odcinku, pomiędzy wylotem ulicy Jagiellońskiej do ulicy Legionów a placem Rzeźni. Kłopot miastu i to kosztowny sprawia nadwątlony stan sklepienia Pełtwi pod placem Rzeźni”. Dla gmachu teatralnego miało to znaczenie szczególne, dlatego, że fundament osiadał właśnie po stronie kanału, którym płynęła rzeka.
Znaczącym wydarzeniem był remont kopuły teatralnej i pokrycie jej na nowo blachą miedzianą kosztem 59.000 zł. (Dawną blachę miedzianą skonfiskowały wojskowe władzę austriackie podczas I wojny światowej). Magistrat postanowił oddać zamówienie pokrycia kopuły blachą miedzianą firmie Bobera. Prace zostały zakończone 25 września 1930 roku. 20 lutego1930 roku „Wiek Nowy” donosił, że na sesji Magistratu ze względu na przestarzałe urządzenia oświetlenia Teatru Wielkiego, grożące niebezpieczeństwem i wymagające natychmiastowej przeróbki, uchwalono wykonać nowoczesne instalacje. W uchwale podkreślono, że „nowoczesne oświetlenie wykonano we wszystkich teatrach w Polsce, z wyjątkiem Lwowa i Lublina. Nadto mają być wprowadzone aparaty do odtwarzania chmur, deszczu, błyskawic i piorunów”. Dla wykonania tych robót wybrano ofertę austriackiej firmy Powszechne Towarzystwo Elektryczne(A.E.G.) Nie zważając na kryzys gospodarczy, Magistrat wyasygnował na ten projekt znaczną sumę pieniędzy. Postanowiono też wykonać nowoczesną wentylację i ogrzewanie, zakupić i ustawić aparaty do efektów specjalnych. Na ten cel asygnowano z budżetu miasta 372.000 złotych w przeciągu trzech lat.
Znaczną uwagę przydzielono rekonstrukcji sceny i budowie nowej sceny obrotowej. 20 sierpnia 1930 roku „Słowo Polskie” umieściło obszerny artykuł poświęcony tym pracom, w którym między innym czytamy: „Sprawozdawca Słowa Polskiego miał sposobność przepędzić chwil kilka za kulisami i w podziemiach Teatru Wielkiego i przyglądnąć się pracom około rekonstrukcji sceny i widowni. Scena teatru będzie zupełnie zmieniona – stosownie do wymogów najnowszej techniki. Na bocznej i tylnej stronie sceny rozpięto olbrzymich rozmiarów horyzont. Jest to płótno biało lakierowane (ekran) 46 metrów długie a 26 metrów szerokie, które będzie w razie potrzeby mechanicznie zwijane. Dzięki temu horyzontowi będzie można za pomocą efektów świetlnych rozszerzyć scenę do 5-ciokrotnej wielkości, robić burze z błyskawicami i piorunami, przedstawiać najpiękniejsze niebo włoskie, noce gwiaździste, widoki miast, można będzie przy pomocy aparatów projekcyjnych i filmów – przedstawiać najpiękniejsze obrazy, stosownie do potrzeb danego spektaklu. Horyzont taki posiada dotychczas Poznań, a obecnie drugie z miast polskich Lwów. Zmontowano nowe aparaty do rozszerzania i zwężania sceny. Przebudowano zupełnie rampę przed sceną i zaopatrzono w nowoczesne efekty świetlne. Ponieważ przy wielu sztukach wymagane jest proscenium, przygotowano ruchomą podłogę nad miejscem dla orkiestry, dzięki czemu będzie można rozszerzyć scenę do pierwszych rzędów foteli na widowni… Zaprowadzono najnowsze aparaty do natychmiastowego przygaszania światła. Całym tym olbrzymim mechanizmem świetlnym kierować będzie jeden człowiek z pokoiku umieszczonego po lewej stronie sceny. Przy instalacji światła zastosowano najnowsze urządzenia, wykluczające wszelką katastrofę braku światła lub t.p. Na umieszczenie reflektorów poświęcono dwie prosceniowe loże na II piętrze. Dotychczas zakładano tam reflektory od wypadku do wypadku, co nastręczało dużo trudności i często efekt zawodził. Obecnie loże te będą stale zamknięte dla widzów, służąc wyłącznie na pomieszczenie olbrzymich reflektorów. (Ciekawie, że tak jest po dzień dzisiejszy). Dotychczas słabą stroną Teatru Wielkiego było to, że widownia i scena miały inną temperaturę, toteż po podniesieniu kurtyny widzów owiewał nieprzyjemny chłód, który zwłaszcza dla pań był często zabójczy (o problemach zimna na scenie dla artystek jakoś nikt nie wspominał). Obecnie tak scena, jak i widownia będą ogrzewane gorącym powietrzem i będą miały jednakową temperaturę. I znów ogrzewaniem będzie kierował jeden człowiek, który będzie miał przed sobą szereg termometrów z różnych stron widowni i sceny i według tych wskaźników będzie rozprowadzał gorące lub zimne powietrze. Wielką uwagę przy rekonstrukcji teatru zwrócono na wentylację widowni i sceny. W tym celu dobudowano pod sceną szereg kanałów dla wprowadzania świeżego i odprowadzania zużytego powietrza, zmontowano filtry olejowe i dwa olbrzymie wiatraki o blisko 2 metry średnicy. Wentylacja będzie tak urządzona, że na widowni będzie stale powietrze zgęszczone, dzięki czemu oziębianie się sali będzie utrudnione i znikną niemiłe przeciągi przy otwieraniu wejść na widownię. Montowanie urządzeń mechanicznych odbywa się pod okiem inż. Stankiewicza. Dla odkurzania widowni zmontowano olbrzymi odkurzacz, podobny mechanizmem do pokojowych aparatów, w ten sposób urządzony, że wszelki pył z widowni będzie przy pomocy strug wody odprowadzany wprost do kanału. Ponieważ dojazd do teatru pozostawał wiele do życzenia, Magistrat przystąpił do gruntownych naprawek. Zniszczoną jezdnię asfaltową przed frontem teatru wybrukowano drobnymi kostkami, ułożono nowe chodniki i krawężniki, przez co teatr zyskał na wyglądzie”.
Dalsze remonty i ulepszenia trwały w teatrze i w 1931 roku. W pierwszej kolejności dotyczyło to budowy sceny obrotowej. „Gazeta Lwowska” w styczniu 1931 roku pisała, że brak takiej sceny dotkliwie daje się odczuwać nie tylko reżyserom, ale i publiczności, skazanej na długotrwałe antrakty. Ową scenę postanowiono zbudować dzięki inicjatywie artysty malarza Stanisława Jarockiego, dekoratora spektakli teatralnych. Pomysł Jarockiego realizował inż. Goncerzewicz przy pomocy wyłącznie robotników zatrudnionych w warsztatach teatralnych. W ciągu stycznia br. scena została ukończona. Średnica tej sceny wynosiła 14 metrów. W maju br. Rada Miejska postanowiła zwrócić dzierżawcom teatrów 36.000 złotych za urządzenie tej sceny i proscenium. W wyniku wszystkich tych remontów i unowocześnień gmach lwowskiego Teatru Miejskiego został pod względem technicznym jednym z najnowocześniejszych w Polsce.
Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 23-24 (483-484), 19 grudnia 2025 – 15 stycznia 2026
