Ziemia wołyńska pamięta polskiego pisarza

Ziemia wołyńska pamięta polskiego pisarza

Organizatorzy etnofestiwalu – małżeństwo Prokopczuków (Fot. Agnieszka Ratna)W drugim dniu sesji odbyła się podróż szlakiem Kraszewskiego po Wołyniu. Uczestnicy odwiedzili Młynów, zamek w Dubnie, byli w ruinach Tarakanowskiego fortu. Na trzeci dzień czekała na wszystkich przyjemna niespodzianka – w miejscowości Torczyn obejrzeli kącik Kraszewskiego w lokalnym muzeum historycznym i zobaczyli prywatne rzeczy pisarza – lustro i komodę.

„Przedmioty te pochodzą z jego majątku w Gródku, – mówi przewodnik Aleksander Melnyk, – na zamówienie wykonali je miejscowi chłopi. Zrobili je naprawdę dobrze, bo lubili swego pana. Mieli za co, bowiem już w 1846 roku, zwolnił ich z pańszczyzny. Sąsiedzi nazywali go przez to panem-liberałem. Nie przejmował się tym.

Otworzył szkołę dla wiejskich dzieci. Zwrócił uwagę na utalentowaną dziewczynkę Hannę Kreszczuk z biednej rodziny, która nie miała możliwości nauki, wziął ją do siebie i wychowywał jak własne dziecko. Gdy sprzedał majątek to sprezentował właśnie Hannie komodę i lustro. Te rzeczy przechodziły w jej rodzinie z pokolenia na pokolenie. Dziw, że nieuszkodzone przetrwały do naszych czasów po dwu wojnach światowych. W 1960 roku syn Hanny Kreszczuk Andrzej przekazał je do muzeum”.

Festiwal na cześć Kraszewskiego
Po Torczynie uczestnicy konferencji odwiedzili V etnofestiwal „Rożyszczyńska malowanka”. Impreza wpisała się w szereg festiwali wołyńskich, które rok rocznie rozkrywają tajemnice autentycznych ukraińskich tradycji i sztuki. Dzisiejsze poświecone były Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu.

 

„Tegoroczne obchody odbyły się w szczególny sposób, również w wymiarze naukowym, bo dziś dobiega końca konferencja naukowa, poświęcona synowi ziemi wołyńskiej, który spędził tu dużą część swego życia – powiedział prof. Włodzimierz Osadczy, dyrektor Centrum Ucrainicum Katolickiego Universytetu Lubelskiego. – Jego twórczość wyrosła z tej pieśni, tej przyrody i cieszymy się, że możemy to zobaczyć. Dzięki Kraszewskiemu o Wołyniu dowiedział się cały świat”.

Opiekunki tradycji ludowych ze wsi Widerta (Fot. Agnieszka Ratna)Profesor Osadczy powiedział, że impreza będzie bardzo ważna dla kolejnych spotkań poświęconych wspólnej polskiej i ukraińskiej kulturze i historii. Tak samo myśli organizator etnofestiwalu Wiktor Prokopczuk, właściciel posiadłości „Malowanka”, na terenie której odbywał się festiwal.

„O festiwalu marzyłem od dzieciństwa, – mówi Prokopczuk. – Kiedyś podobną imprezę zorganizował w mojej wsi przewodniczący kołchozu. Zebrało się dużo ludzi, wszyscy byli weseli, śpiewali, tańczyli i nikt nie śpieszył się do pracy. To odczucie święta, jak węgielek, żarzyło się w mej duszy. Stało się to chyba impulsem do tego, aby zorganizować takie święto na terenie „Malowanki”.

 

Poparła mnie żona i impreza się udała. Ale organizować imprezy co roku według podobnego scenariusza nie chciałem. Zacząłem szukać różnych form. Tak podczas spotkania z prof. Osadczym zrodził się pomysł połączenia festiwalu z obchodami rocznicy Józefa Kraszewskiego. Odkryłem dla siebie tego pisarza”.

Ukraińskie pieśni, tańce i muzyka odzwierciedlają duszę narodu. Tym różnimy się od innych i jest to właśnie tym, czym tak szczerze pasjonował się Józef Ignacy Kraszewski. Słuchając występów zespołów ludowych przekonujesz się o prawdziwości tezy, że dusza narodu jest niezniszczalna.

Haftowane bluzki, spódnice ze skrzyń babci, płócienne spodnie, chromowe cholewy butów, autentyczne instrumenty. Zespół „Krynica” (studnia – red.) przyjechał tu ze stron najdalszych – z wioski Widerta, z rejonu (powiatu) kamień-kaszyrskiego. Przedstawił tradycyjny obrządek weselny, który do dziś jest praktykowany na Polesiu.

„Pierwszego dnia wyprowadzali pannę młodą z komnaty, brat rozczesywał warkocz, a ojciec zakładał na głowę wianek ze wstążkami. Oznaczało to, że jej życie jest już na wieki związane. Potem druhny przyśpiewując tańczyły taniec pożegnania z dzieciństwem – wyjaśniają kolejność tańców artystki zespołu Lubow Zubacz i Halina Jewczuk. – Na drugi dzień obcinano warkocz, zawiązywano chusteczkę i dzielono weselny placek – korowaj. Wszystko to w tańcach i z przyśpiewkami. Na Polesiu jest tradycja przechowywania warkocza i weselnego ubrania w skrzyni. Gdy kobieta umierała kładziono to wszystko jej do trumny”.

Artyści-amatorzy mówią, że oprócz weselnego obrzędu zapisali u starszych osób i odtworzyli jagodowe i żniwne obrządki. Dusza się raduje, bo nasi potomkowie będą mogli zobaczyć te dawne obrzędy. Jak powiedział Józef Ignacy Kraszewski: „Dzisiaj bez wczoraj – jest bardzo krótkie, krótsze niż dzień bez świtu”.

Agnieszka Ratna


Czytaj też:

O Kraszewskim w Łucku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X