Reminiscencje katyńskie

Reminiscencje katyńskie

Ziemia Smoleńska i Smoleńsk, położone na wyżynnym terenie nad Dnieprem, wyznaczającym historyczny szlak wodny „od Waregów do Greków”, były terenem, na którym krzyżowały się drogi i interesy ludów zamieszkujących Europę środkowo-wschodnią. Począwszy od Rusi Kijowskiej, do władania tą ziemią pretendowali w szczególności Wielkie Księstwo Litewskie i Carstwo Rosyjskie.

 

W wyniku Unii Lubelskiej (1569) Litwy z Królestwem Polskim również Rzeczpospolita Obojga Narodów w XVI-XVII wieku została wciągnięta w nieustające wojny z ówczesną Rosją. Ówczesne klęski Rosji są tam dobrze pamiętane do dnia dzisiejszego, czego przykładem jest znany fakt, że po obaleniu komunizmu świętem narodowym w Rosji, w miejsce święta Rewolucji Październikowej, uczyniono rocznicę wypędzenia wojsk polskich z Kremla w 1612 roku. Położenie geograficzne sprawiało, że prawie wszystkie te wyprawy wojenne nie omijały Smoleńska. Również wyprawa Napoleona na Rosję w 1812 roku, jak i zmagania podczas II wojny światowej (1941–43) sprawiły, że Ziemia Smoleńska stała się terenem szczególnie krwawych zmagań wielkich armii.

Dla Polaków Ziemia Smoleńska stała się niestety miejscem hekatomby ofiar i morza przelanej polskiej krwi przez zbrodniczy totalitaryzm sowiecki podczas ostatniej wojny światowej. Tragiczna katastrofa polskiego samolotu prezydenckiego z 96 osobami na pokładzie w dniu 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, dopełniła czarę goryczy, uzasadniającej określenie przez Polaków tej ziemi jako przeklętej.

Koźlińscy
Warto przypomnieć, że w carskiej Rosji w okolicach Smoleńska zamieszkiwali dość licznie Polacy. Tereny, na których dokonano zbrodni katyńskiej, w XIX i na początku XX wieku należały do polskich ziemian. W Kurierze Galicyjskim (nr 9/2010, str. 23) pisałem o rodzinie i dworze Lednickich, którzy byli właścicielami lasu i ziem Katyń-Borek, na terenie których znajduje się obecnie cmentarz polskich oficerów pomordowanych w 1940 roku. Piękną kartę patriotyczną zapisała również rodzina Koźlińskich, właścicieli folwarków Iwiszcze k. Smoleńska, na terenie których leży m.in. słynne Gniezdowo.

Ostatnim właścicielem Gniezdowa był Piotr Koźliński, aktywny uczestnik powstania styczniowego (1863), natomiast jego syn Edward (ur. 1890 r.) był carskim oficerem, po rewolucji październikowej walczącym z bolszewikami w rejonie Smoleńska po stronie „białych”. Po wojnie polsko-bolszewickiej musiał opuścić rodzinne strony i osiadł w majątku żony Czarnowszczyzna koło Nowogródka.

W okresie międzywojennym zaangażował się w współpracę z Oddziałem II Sztabu Głównego WP (tzw. „dwójka”) i jako agent pod pseudonimem „Dnieprowski” pojawiał się na ziemi smoleńskiej, pozostając nieuchwytnym dla sowieckiego kontrwywiadu aż do czasu wojny.

Na początku roku 1940 rotmistrz Edward Koźliński został aresztowany, jako poszukiwany za przynależność do białogwardzistów oraz jako carski oficer. Wśród zarzutów znalazł się również mówiący o tym, że jego pułk białogwardyjski zakopał w lesie katyńskim broń i sporą ilość złota. Po przesłuchaniach w Lidzie, Smoleńsku i Mińsku, w połowie kwietnia 1940 roku, pod zbrojną eskortą został przewieziony do Katynia w celu wskazania miejsca ukrycia broni i złotego skarbu.

Tu eskorta i więzień trafili na niezwykły widok, a mianowicie na otwarte doły ze zwłokami w polskich mundurach. W tej sytuacji zrezygnowano z poszukiwania skarbu i broni, rotmistrza zamknięto na noc w Gniezdowie, zapewne w oczekiwaniu na decyzje w sprawie dalszego postępowania z więźniem. Jak można było oczekiwać, decyzja mogła być tylko jedna: świadka należy zlikwidować.

Rotmistrz, znający doskonale sowieckie obyczaje, wykorzystał stosowną chwilę, aby uciec z tymczasowego aresztu, powrócił do Grodna i w jednej z podgrodnieńskich wsi, w połowie maja 1940 roku, nawiązał kontakt ze swoim 17 letnim synem Zbigniewem (ur. 1923), który w tym czasie działał już w strukturach konspiracyjnych pod ps. „Gryf”. Nie było to jednak spotkanie typu rodzinnego, bo na to nie było czasu. Ojciec przekazał synowi pilny meldunek o następującej treści:

„Melduję, zostałem aresztowany w Lidzie przez NKWD. Na badania przewieziony do Smoleńska, w rodzinne strony. W połowie kwietnia zabrano mnie na konfrontację lokalną do Gniezdowa. W lesie Katyń nad Dnieprem są masowo rozstrzeliwani nasi jeńcy, oficerowie. Masowa zbrodnia. Potworne”.

Zbigniew oprócz meldunku otrzymał od ojca polecenie dotarcia z tą informacją do szefów konspiracji w Grodnie, a także przedarcia się przez granicę, dotarcia do Warszawy i poinformowania polskich struktur podziemnych. Zbigniew wykonał pomyślnie polecenie w czerwcu 1940 roku. W Warszawie wielokrotnie go przesłuchiwano, bowiem informacja o masakrze wydawała się niewiarygodna oraz obawiano się prowokacji. Według Tadeusza Kisielewskiego, rtm. Edward Koźliński tę samą informację przekazał także innemu pracownikowi przedwojennej „dwójki” Antoniemu Fiszerowi.

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 roku rtm. Bolesław Lisowski (ps. „Garda”), z rozkazu nowogrodzkiego ZWZ, dostał polecenie sprawdzenia na miejscu prawdziwości wspomnianego meldunku. Patrol w czteroosobowym składzie (do zespołu został także włączony Zbigniew Koźliński), podający się za handlowców, dotarł do Gniezdowa 24 grudnia 1941 roku.

Działając już po wycofaniu się Sowietów z tych terenów, z łatwością uzyskali od miejscowej ludności potwierdzenie zbrodni i zostali zaprowadzeni na miejsce egzekucji. Rozkopali jeden grób, stwierdzili, że spoczywają w nim zwłoki w polskich mundurach i postawili prowizoryczny krzyż.

X