Reminiscencje katyńskie

Reminiscencje katyńskie

Fot. A. Jagielak /Agencja SE/East News

Podobnie, prawie w sferze mitu pozostaje kwestia zatopionych barek z polskimi więźniami na morzach północnych (Białe, Barentsa). Zdaniem dr Kisielewskiego, zatopienia te były raczej zatonięciami, bo Sowieci nie byli zainteresowani wożeniem więźniów tysiące kilometrów aby ich zatopić, skoro można było ich uśmiercić na miejscu ich pobytu, a ponadto chodziło im przecież o wykorzystanie siły roboczej. Równie mało znane są losy zbiorowe i indywidualne tysięcy Polaków (żołnierzy AK), wywiezionych z Polski w latach 1944 – 45 głównie do kopalń na Uralu. To przecież karta równie tragiczna jak zbrodnia ściśle katyńska. Można odnieść wrażenie, że los tych grup więźniów został dziwnie i bezzasadnie „ukryty” w cieniu Katynia i mało kto dzisiaj chce o tym pamiętać.

Sowiecka wpadka
Jak wyżej wspomniałem, o zbrodni katyńskiej polski wywiad poinformował zachodnich aliantów już latem 1940 roku, jednakże prawdziwa awantura międzynarodowa z tego powodu wybuchła dopiero po opublikowania przez Niemców komunikatu z dnia 13 kwietnia 1943, w wyniku której m. in. ZSRR śmiertelnie się obraził na polski rząd emigracyjny i formalnie zerwał wszelkie stosunki z tym rządem.

 

Jesienią 1943 roku, w wyniku sowieckiej ofensywy prowadzonej na odcinku bronionym przez niemiecką Armię „Środek”, pod koniec września Smoleńsk został odbity z rąk niemieckich. Do pracy w lesie katyńskim przystąpiła sowiecka Komisja Specjalna pod przewodnictwem naczelnego chirurga Armii Czerwonej, profesora neurochirurgii, 67-letniego Nikołaja Burdenki, która w styczniu 1944 roku opublikowała komunikat, z którego wynikało, że „jeńcy polscy w 1941 roku wpadli do niewoli niemieckiej i zginęli jesienią z rąk stacjonujących w Katyniu żołnierzy 537 batalionu roboczego pod komendą oberstleutnanta Arnesa”.

Dzisiaj wiemy, że komunikat ten zawierał tyle prawdy, co przysłowiowe wiadomości radia Erewań. Zgadzał się w zasadzie tylko numer jednostki, bowiem jednostka nr 537 – to był pułk łączności dowodzony przez Ahrensa, który pojawił się w okolicach Smoleńska w grudniu 1943 roku i podlegał sztabowi armii „Środek”.


Hitler nad Katyniem

Warto dodać, że wiosną 1943 sztab niemieckiej armii „Środek” (marsz. von Kluge, gen. von Tresckow) w ścisłym współdziałaniu z Abwehrą (adm. Canaris, gen. Oster) przygotowali precyzyjnie zamach na życie Hitlera, podczas jego odwiedzin Armii „Środek” w Smoleńsku 13 marca 1943 roku. Zgodnie z planem, na pokład samolotu Hitlera została przemycona bomba, pod postacią prezentu imitującego dwie butelki koniaku dla jednego z generałów w Berlinie, która miała zniszczyć samolot w ok. pół godziny po starcie ze Smoleńska, co oznaczało, że Hitler miał zginąć właśnie w okolicy Katynia.

Z nieznanych przyczyn, do eksplozji w samolocie nie doszło i Hitler cały i zdrowy, po dwóch godzinach lotu, wylądował w Wilczym Szańcu pod Kętrzynem, a spiskowcy zdołali, przez specjalnego kuriera, odzyskać w kwaterze Hitlera niefortunne dwie butelki tego szczególnego „koniaku” i uniknęli natychmiastowej demaskacji. Miesiąc później Niemcy ujawnili światu zbrodnię katyńską.

Jedyna kobieta
Jako ciekawostkę warto odnotować, że komunikaty niemieckie z 1943 roku nie podały, że podczas ekshumacji znaleziono wśród ofiar zbrodni zwłoki jedynej kobiety. Nie umieli sobie wytłumaczyć, skąd mogła wziąć się wśród oficerów kobieta, więc zatajono ten fakt. Jej zachowana czaszka trafiła później do badań kryminologicznych, które pozwoliły na identyfikację, po uzyskaniu dokumentacji katyńskiej.

Dzisiaj wiemy, że tą kobietą była 32-letnia ppor. lotnictwa Janina Lewandowska, córka przedwojennego generała Józefa Dowbor-Muśnickiego (nb. dowódca Powstania Wielkopolskiego). Absolwentka Wyższej Szkoły Pilotażu i radiotelegrafistka, która jako pierwsza kobieta w Europie wykonała skoki ze spadochronem z wysokości 5000 m. Aresztowana przez Sowietów we wrześniu 1939 roku pod Tarnopolem, zginęła w Katyniu 22 kwietnia 1940 roku, dokładnie w swoje 32 urodziny.

Czaszkę ppor. Lewandowskiej w 2005 roku złożono do grobu rodzinnego w Lusowie k. Poznania, obok szczątków ojca. Mąż jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu, instruktor szybowcowy Mieczysław Lewandowski, przez wiele lat po wojnie bezskutecznie poszukiwał żony. Po latach ponownie założył rodzinę i zmarł w Anglii w 1997 roku.

Czytelnikom, którzy są zainteresowani ludobójstwem sowieckich zbrodniarzy na narodzie polskim, polecam znakomitą książkę Pana dra Tadeusza A. Kisielewskiego pt „Zatajony Katyń 1941. Nieznana tragedia polskich wojskowych”, wyd. Rebis – 2011, z której zaczerpnąłem część informacji do niniejszego artykułu.

Eugeniusz Niemiec

Tekst ukazał się w nr 6 (154) 30 marca – 12 kwietnia 2012

X