Przesłanie katyńskie

Przesłanie katyńskie

„Życie nie wraca, jest tylko jedno! Może być zmarnowane lub owocne. Z dziejów narodu i ludzkości wiemy, że byli ludzie, którzy przeszli do historii z piętnem hańby na czole. Byli też tacy, którzy przeszli do dziejów ze znamieniem chwały. Wybierajcie!” – kardynał Stefan Wyszyński.

Książkę „Katyń. Zbrodnia. Prawda. Pamięć” autorstwa śp. Andrzeja Przewoźnika wydano wkrótce po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem (Warszawa, Świat Książki, 2010). Niestety niespełnionym pozostało pragnienie Autora, by książka ukazała się przed 70. rocznicą zbrodni katyńskiej. Był zbyt zajęty przygotowaniem uroczystości rocznicowych.

Zginął w drodze do Katynia 10 kwietnia 2010 r. wraz z polską elitą, lecącą złożyć hołd ofiarom tej zbrodni – zbrodni wobec narodu polskiego.

Z Uchwały Sejmu RP z 9 kwietnia 2010 r.: „(…) Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oczekuje wyjaśnienia wszystkich okoliczności zbrodni, ujawnienia dokumentów śledztwa katyńskiego oraz rehabilitacji jej ofiar. Wspólny udział premiera Rzeczypospolitej Polskiej Donalda Tuska i premiera Federacji Rosyjskiej Władimira Putina w uroczystościach w Katyniu jest ważnym gestem o symbolicznym wymiarze. (…) Pojednanie polsko-rosyjskie jest możliwe jedynie na fundamencie szacunku dla prawdy i pamięci”.

Za kluczową tezę przesłania tej książki można uważać zdanie Jerzego Buzka zawarte w Słowie wstępnym: „Rzadko kiedy publikacja historyczna obfituje w opisy faktów i zdarzeń, których sam autor był uczestnikiem. Dzieło to spina klamrą ważny, dwudziestoletni etap w ponownym odkrywaniu zbrodni katyńskiej, którego cezury autorowi nie dano było ujrzeć. Cezury, na którą być może bez tragedii smoleńskiej przyszłoby nam czekać jeszcze długie lata. Myślę o zaakceptowaniu przez władzę na Kremlu bezspornych, katyńskich faktów”.

Dochodzenie do prawdy o zbrodni katyńskiej było dla Andrzeja Przewoźnika czymś więcej aniżeli badaniem historii. Z wprowadzenia do książki, autorstwa Jolanty Adamskiej, zaczerpniemy następujące zdanie: „Sprawa katyńska była również najważniejsza w działaniach Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, której pracami z olbrzymim zaangażowaniem kierował od 1 września 1992 do 10 kwietnia 2010 roku. Jednocześnie najważniejsza w Jego życiu zawodowym.

Miał do niej stosunek bardzo osobisty. (…) Okres po roku 1992 to już Jego historia Katynia, a Rodziny Katyńskie stały się wówczas Jego rodzinami. Osobami bliskimi, takimi, z którymi można szczerze rozmawiać o tych najbardziej bolesnych dla nich sprawach. Cieszył się też ich zaufaniem i – nie waham się użyć tego słowa – miłością. (…) Wiedział, że nikt tak jak On – badacz, urzędnik państwowy i współtwórca wydarzeń – nie zdoła napisać najnowszych rozdziałów katyńskiej sprawy”.

Wraz z końcowymi fragmentami, dopracowanymi przez Jolantę Adamską oraz innych fachowców, we współpracy z Rodzinami Katyńskimi, książkę złożoną przez Andrzeja Przewoźnika opublikowano pod honorowym patronatem prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Nie sposób nie wspomnieć o ogromnym zaangażowaniu w sprawę małżonki śp. Andrzeja Przewoźnika, Jolanty Przewoźnik.

Książka stanowi obszerną pracę naukową o charakterze badawczo-analitycznym i zbiorowo-statystycznym. Wśród bogatej literatury na temat zbrodni katyńskiej, książka wyróżnia się jakościowo połączeniem końcowych etapów „sprawy katyńskiej” (przed 10 kwietnia 2010 r.) z jej początkiem, w odniesieniu do zamiarów wobec niepodległej Polski dwóch sąsiednich mocarstw totalitarnych – hitlerowskich Niemiec i Związku Sowieckiego sprzed września 1939 r.

O ile agresywny charakter hitlerowskich Niemiec oraz zbrodnie hitlerowskie są dobrze znane w Europie i świecie, to czytelnikom, szczególnie ze Wschodu, dano możliwość poznania kłamstwa sowieckiego: od podpisania Tajnego protokołu dodatkowego z 23 sierpnia 1939 r. przez Ribbentropa i Mołotowa w Moskwie, przez ukrywanie zbrodni katyńskiej po wojnie, aż po całkiem współczesną kampanię „anty-Katyń”.

Tło stosunków międzynarodowych, szczególnie bierność Zachodu wobec totalitaryzmu hitlerowskiego i sowieckiego przed początkiem II wojny światowej oraz późniejsza zmowa milczenia Wielkiej Trójki o zbrodni katyńskiej, solidnie uzupełniają opracowanie Autora. Osobnej uwagi udziela autor następstwom Katynia dla Polski oraz wynikom ekshumacji. Konceptualnie Andrzej Przewoźnik uważał, że dopiero po ukazaniu całej historii dramatu polskiego narodu, jakim była zbrodnia katyńska, jej genezy, tła, bezpośrednich wydarzeń przed samym mordem i tragicznych dla Polski zdarzeń w latach następnych, do ujawnienia przez Związek Sowiecki prawdy, i dalej, aż do czasów współczesnych, można zrozumieć, czym dla Polaków jest Katyń.

Chronologiczny i precyzyjny harmonogram opisywanych wydarzeń, pomimo wysokiego poziomu naukowego, pozwala nie tylko naukowcom, lecz również zwykłym czytelnikom, odtworzyć pełną prawdę o zbrodni katyńskiej, bez czego pamięć i historia narodów pozostaje niekompletną. Słusznie więc zaznaczono, że książka ta „…potrzebna jest nie tylko Polakom. Powinna jak najszybciej zostać przetłumaczona na wiele języków: angielski, rosyjski, może nawet chiński i trafić do wszystkich najważniejszych bibliotek świata”. Wtedy dzieło Andrzeja Przewoźnika w odkrywaniu zbrodni katyńskiej i godnym upamiętnieniu ofiar, najlepiej przysłuży się Polsce i innym narodom świata, pragnącym rozwoju w pokoju i stabilności.

Uwagi potoczne

Książka zawiera 645 stron tekstu, w tym załączniki, a także bibliografię selekcyjną, indeks nazwisk i spis 91 ilustracji. Większość źródłowej informacji udostępniono po upadku Związku Sowieckiego, w tym dzięki staraniom rosyjskiego „Memoriału”. Niektóre dokumenty, w tym z Wielkiej Brytanii, odtajniono dopiero po 2000 r.

Wiele pytań jeszcze pozostaje, w tym nie są znane miejsca ukrycia zwłok Polaków figurujących na tzw. ukraińskiej i białoruskiej listach katyńskich. Przyjrzymy się jednak kilku stronom tej książki. Od początku zauważamy zasadniczą różnicę pomiędzy sposobami działania władz obu państw totalitarnych (Niemiec i ZSRR), przy jednakowym celu. Na odmianę od otwarcie agresywnych oświadczeń hitlerowskich sprzed września 1939 r., ZSRR oficjalnie demonstrował z pozoru przyjazne stosunki. Właśnie z pozoru, bo jeszcze 4 października 1938 r. zastępca komisarza ludowego spraw zagranicznych Władimir Potiomkin w rozmowie z ambasadorem Francji w Moskwie stwierdził: „Nie widzę dla nas innego wyjścia aniżeli czwarty rozbiór Polski”.

10 maja 1939 r. podczas wizyty w Warszawie, powołując się na specjalne instrukcje rządu sowieckiego, mówił natomiast o „une attitude bienveillante” (przyjaznym stanowisku) jego rządu wobec Polski w wypadku ewentualnego konfliktu zbrojnego z Niemcami. Tymczasem Stalin podczas zwołanego 19 sierpnia 1939 r. posiedzenia Biura Politycznego KC WKP(b) i kierownictwa Kominternu stwierdził m.in.: „Powinniśmy przyjąć niemiecką propozycję i uprzejmie odesłać z powrotem angielsko-francuską misję. Pierwszą korzyścią, jaką wyciągniemy, będzie zniszczenie Polski aż po przedpola Warszawy, włącznie z ukraińską Galicją”.

Podobne intencje Stalina brzmią w jego słowach z 7 września 1939 r., skierowanych do sekretarza Komitetu Wykonawczego Kominternu Georgi Dymitrowa: „Co by się stało złego, gdybyśmy w wyniku rozgromienia Polski rozprzestrzenili system socjalistyczny na nowe terytoria i ludność!” Jednocześnie komisarz ludowy ZSRR Klimient Woroszyłow w wywiadzie na łamach dziennika „Izwiestja” prostował informacje prasy zachodniej na temat sowieckich zamiarów wprowadzenia Armii Czerwonej do wschodniej Polski i nazywał je „od początku do końca kłamstwem”. Jak wiadomo, Woroszyłow był członkiem Biura Politycznego KC WKP (b) i dowodził Armią Czerwoną podczas ataku na Polskę 17 września 1939 r.

Atak ZSRR 17 września 1939 r. na walczącą z hitlerowcami Polskę, udowodnił kłamliwość przedwojennej propagandy komunistycznej oraz ujawnił prawdziwe, agresywne oblicze sowieckich planów i nieludzki stosunek do jeńców wojennych zarówno Armii Czerwonej, jak również NKWD – „zbrojnego hufca” partii komunistycznej. Podczas napadów różnych grup dywersyjnych („powstańczych” lub „partyzanckich”, tworzonych przeważnie z białoruskich i ukraińskich komunistów, obywateli polskich) po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie II Rzeczypospolitej zginęło kilka tysięcy Polaków, wśród nich wielu uchodźców i wracających do domów żołnierzy.

Fot. www.dziennikwschodni.pl

Ofiary ograbiano. Wojska sowieckie nie ukróciły tych działań. Przeciwnie, do rozpraw z Polakami podburzały i zachęcały rozkazy dowódców frontów białoruskiego i ukraińskiego, rozniecając klasową i narodową nienawiść. Oto tylko jedno wspomnienie: „Wokół nas we wsiach były jaczejki komunistyczne.

Okolicznych sąsiadów ziemian pomordowano w okrutny sposób: wrzucano do dołu z niegaszonym wapnem, ciągnięto koniem na postronku przez 20 kilometrów, katowano na śmierć na oczach żony i dzieci itp.” (ze wspomnień córki zamordowanego w 1940 r. w Katyniu ppor. rez. Piotra Krachelskiego, właściciela majątku Ułasowszczyzna koło Różanej, powiat Wołkowysk. Jego brata, rtm. kawalerii Stanisława Krachelskiego zamordowano w 1940 roku w Charkowie. Są też świadectwa, że na „wyzwolonych” terenach pozwolono na trzy dni anarchii…).

Wojna prowadzona była przez obu agresorów niezwykle brutalnie. Jeńców rozstrzeliwali zarówno Niemcy, jak i Sowieci, zwłaszcza tam, gdzie ponieśli straty w walkach. Postępujące za wojskiem grupy operacyjne NKWD dokonywały aresztowań – według przygotowanych list i czynionego rozpoznania – znaczniejszych Polaków, mogących stanowić przeszkodę lub zagrożenie dla wprowadzanego sowieckiego porządku. W ten sposób w setkach miejscowości tworzono małe „Katynie”, mordując „lepszych” przedstawicieli narodu polskiego. Tych ofiar z września 1939 r. nikt dotychczas dokładnie nie policzył. Nikt też nie poniósł za to odpowiedzialności.

Po znanej wspólnej sowiecko-hitlerowskiej paradzie w Brześciu 22 września, parady na mniejszą skalę, nazywane przez Sowietów „paradami przyjaźni”, a przez Niemców „paradami zwycięzców”, odbyły się też np. w Grodnie, Pińsku i Białymstoku. 28 września 1939 r. między agresorami zawarto Traktat sowiecko-niemiecki o granicach i przyjaźni, któremu towarzyszyły protokoły: dwa tajne i jeden poufny.

Wileńszczyznę, której ludność stanowili w ponad 60 procentach Polacy, Sowieci przekazali – jak się okazało – czasowo Litwie. Wiaczesław Mołotow, wówczas członek Biura Politycznego KC WKP(b), pod koniec życia (1890-1986) dokonał takiego podsumowania: „Swoje zadanie ministra spraw zagranicznych widziałem w maksymalnym poszerzeniu granic naszej Ojczyzny. Wydaje mi się, że wspólnie ze Stalinem całkiem nieźle wywiązaliśmy się z tego zadania”.

Ludobójstwo

Zbrodnia katyńska nie była pierwszą zbrodnią dokonaną przez Związek Sowiecki na Polakach. W latach trzydziestych ubiegłego wieku NKWD wymordowało 111.000 Polaków, obywateli sowieckich, podczas tzw. „operacji polskiej”. Po przyłączeniu w wyniku agresji 17 września 1939 roku wschodnich terenów II Rzeczpospolitej do ZSRS, machina zbrodni kontynuowała swoją pracę. Wszystkie te zbrodnie mają oznaki zbrodni zaplanowanej, przygotowanej i po swojemu uzasadnionej.

„Główną metodą rządzenia na przyłączonych do ZSRS ziemiach stały się terror i masowe deportacje”, – pisze prof. Natalia Liebiediewa. W odnalezionej w rosyjskich archiwach notatce Berii, szefa NKWD, skierowanej 12 grudnia 1940 r. do Stalina zawarte zostało podsumowanie pracy organów NKWD od września 1939 do 1 grudnia 1940 r. na Zachodniej Ukrainie i Zachodniej Białorusi w zakresie „oczyszczenia z antysowieckiego i wrogiego elementu” tych terenów.

W tym czasie aresztowano 407 tys. osób, wysiedlono do Kazachstanu i północnych obwodów ZSRS – 275 784 osoby. Według ustaleń historyków, do sowieckiej niewoli dostało się 240-250 tys. żołnierzy polskich wszystkich stopni, w tym około 10 tys. oficerów. Część – po stoczonych walkach, część – w wyniku podstępnego rozbrojenia, część zaś przekazali Sowietom Niemcy. 19 września 1939 r. Kliment Woroszyłow, komisarz ludowy obrony ZSRS, realizując decyzję Biura Politycznego KC WKP(b), wydał rozkaz przekazania wszystkich polskich jeńców kierowanemu przez Ławrentija Berię NKWD.

Nie było to zgodne z konwencjami haską (1907) i genewską (1929), według których całkowitą odpowiedzialność za zdrowie i życie wojskowych z armii nieprzyjaciela ponosił rząd i dowództwo sił zbrojnych kraju, który ich wziął do niewoli. Wziętych do niewoli Polaków w dokumentach sowieckich określano jako „jeńców wojennych”. Już 19 września 1939 r. Beria na podstawie rozkazu nr 0308 utworzył Zarząd do Spraw Jeńców Wojennych przy NKWD ZSRS na czele którego stanął mjr bezpieczeństwa państwowego Piotr Soprunienko.

Polskich jeńców wojennych skoncentrowano w ośmiu powołanych w tym celu obozach, dobrze strzeżonych, z których Ostaszków (obwód kaliniński), Kozielsk, (obok Putywla, obwód smoleński) i Starobielsk (obwód woroszyłowogradzki) określono jako specjalne. Do końca grudnia 1939 r., a nawet na początku 1940 r. do trzech obozów specjalnych kierowane były osoby, które zatrzymano w zachodnich obwodach republik białoruskiej i ukraińskiej, w tym zarejestrowanych tam na zarządzenie Sowietów, oficerów Wojska Polskiego.

Te trzy obozy były przeznaczone początkowo dla generałów i pułkowników oraz oficerów różnych stopni, a także dla wyższych urzędników państwowych i wojskowych. Wspólnie przetrzymywano też np. lekarzy, nauczycieli, agronomów oraz kapelanów wojskowych różnych wyznań, którym oczywiście nie pozwalano na prowadzenie działalności duszpasterskiej. Codziennie natomiast przez głośniki radiowe agitowano na rzecz „kwitnącego kraju Rad” i poniżano przedwojenną Polskę.

Przetrzymywano jeńców w warunkach antysanitarnych i głodowych. Proponowano, a w zasadzie żądano wstąpienia do Armii Czerwonej. Nikt nie zamierzał uwolnić polskiej „mundurowej elity”, jak to kłamliwie obiecywano. Natomiast jeńców selekcjonowano i wymieniano z hitlerowcami. W okresie 24 października – 24 listopada Sowieci przekazali Niemcom w drodze wymiany 42.492 jeńców, zamieszkałych na terenach polskich, okupowanych przez III Rzeszę, a przejęli od Niemców 13.757 jeńców.

Jeńców selekcjonowano według statusu służbowego, socjalnego, narodowościowego, majątkowego… Ponadto korespondencję, na którą pozwolono jeńcom, wykorzystywano dla sprawdzenia miejsc zamieszkania rodzin, a później – po „rozładowaniu obozów” – dla wysiedlenia do Kazachstanu i konfiskaty ich mienia. Pertraktacje niemiecko-sowieckie na temat wymiany jeńców z trzech obozów specjalnych miały miejsce w końcu 1939 – w początkach 1940 r. W tymże okresie (październik 1939 – marzec 1940) prowadzono narady NKWD i gestapo we Lwowie, Krakowie i Zakopanem.

Pomimo bliżej nieznanych okoliczności, warto przywołać fakt przeprowadzenia przez hitlerowców „Akcji A-B” (od 30 marca do lipca 1940 r.) na terenie Generalnej Gubernii, podczas której wymordowano około 3.500 Polaków należących do elity narodu polskiego. Słowa Hansa Franka z 30 maja 1940 r. brzmiały jednoznacznie: „Przyznaję otwarcie, że kilka tysięcy Polaków i to przede wszystkim z warstwy przywódców duchowych Polski, przypłaci to życiem. Chwila ta jednak nakłada na nas, narodowych socjalistów, obowiązek starania się o to, aby naród polski nigdy więcej nie stawiał żadnego oporu. (…) Warstwy uznane przez nas obecnie za kierownicze w Polsce, należy zlikwidować, co znowu narośnie, należy wykryć i w odpowiednim czasie znów usunąć”.

Więc nie jest ważne kto konkretnie był pomysłodawcą uchwały nr 13 Biura Politycznego KC WKP (b) z 5 marca 1940 r. o wymordowaniu 25.700 Polaków „przez rozstrzelanie”, w tym 14.700 jeńców wojennych z trzech obozów specjalnych, oraz 11.000 więźniów, przetrzymywanych w więzieniach NKWD zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi za to, „że wszyscy oni są zatwardziałymi nierokującymi poprawy wrogami władzy radzieckiej”. Podpisano uchwałę przez członków Biura Politycznego KC WKP (b): Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa, Mikojana, za zgodą Kalinina i Kaganowicza. Byli to również najwyżsi przedstawiciele władz ZSRR, a więc odpowiedzialność za zbrodnię leży nie tylko na partii komunistycznej okresu stalinowskiego.

We wniosku Berii, na podstawie której powstała polityczna uchwała z 5 marca 1940 r. wymienione są te grupy społeczne i zawodowe polskiego państwa, które powinny ulec likwidacji: oficerowie armii polskiej, cała polska policja, a także straż graniczna, żandarmeria i służba więzienna, pracownicy i agenci wywiadu, urzędnicy, obszarnicy i fabrykanci, księża i osadnicy wojskowi, członkowie różnych „kontrrewolucyjnych organizacji”, ponadto uciekinierzy, w tym osoby, które usiłowały przedostać się do Wojska Polskiego we Francji.

Był to więc mord popełniony na warstwie przywódczej narodu w ramach likwidacji państwa polskiego i jego armii, mord, który nosi wszelkie znamiona zbrodni przeciwko ludzkości. Na skalę tej operacji wskazuje również decyzja Biura Politycznego KC WKP (b) z 7 marca 1940 r. o deportacji do Kazachstanu ich rodzin. Przed wymordowaniem, jeńców ankietowano zadając jedno pytanie: gdzie jeniec zamierza udać się po zwolnieniu z obozu z podaniem konkretnych adresów i osób. Podstępność pytania pozwalała nie tylko uśpić czujność skazańców, ale również zapewniała wykonanie decyzji o deportacji ich rodzin do miejsc, jak teraz wiemy, graniczących z możliwością życia.

Do końca marca trwały przygotowania do egzekucji. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że zaczynając od „ściśle tajnego” wniosku Berii do podjęcia decyzji przez władze polityczne ZSRS z 5 marca 1940 r. wszystkie przygotowania nosiły również charakter tajny. Na jednej z narad przygotowawczych Bogdan Kobułow, zastępca Berii, zaznaczył: „Nie powinno być ani jednego żywego świadka”.

17 marca 1940 r. Beria wydał rozkaz awansowania na wyższe stopnie oficerskie NKWD funkcjonariuszy, którzy mieli wziąć udział w realizacji decyzji najwyższych władz Związku Sowieckiego. Różne Zarządy NKWD odpowiednio sporządzały „listy śmierci”, przygotowywały transporty dla „dostarczania” jeńców i więźniów na miejsca egzekucji oraz formowały grupy zawodowych morderców (z Wydziału Komendantury Zarządu Administracyjno-Gospodarczego przy centrali NKWD).

Polskich jeńców wojskowych wymordowano w szczególny sposób – strzałami w potylicę lub w tylną część czaszki, fachowo. Zabijano pojedynczo, z tą różnicą, że jeńców z Ostaszkowa (6.364 osoby na 1.04.1940 r.) i Starobielska (3.894 osoby) – w piwnicach siedzib NKWD, odpowiednio Kalinina i Charkowa, a z Kozielska (4.419 osób) – w Lesie Katyńskim nieopodal Smoleńska, gdzie zwłoki natychmiast grzebano w dołach śmierci. Zwłoki pomordowanych w Kalininie i Charkowie grzebano odpowiednio w Miednoje i Piatichatkach (obecnie rejon Charkowa).

Jeńców mordowano prawie codziennie, za wyjątkiem kilku dni, w tym oczywiście 1 Maja – Święta Pracy. Egzekucja trwała od początku kwietnia do połowy maja 1940 r. Morderców wynagrodzono finansowo oraz nagrodzono różnymi orderami. Osławionego kata W. Błochina, który osobiście mordował jeńców w Kalininie i zachęcał ku temu innych (nocny „limit” wynosił 250 osób) nagrodzono orderem Czerwonego Sztandaru, najwyższym orderem wojskowym ZSRS.

Refleksje współczesne

Czy możemy dzisiaj liczyć na odtajnienie wszystkich dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej, przy nieżyczliwej wciąż postawie strony rosyjskiej? O ile dla Rosjan zbrodnia katyńska stanowi tylko część zbrodni reżimu stalinowskiego, to dla Polaków pozostaje tragedią narodową, symbolem unicestwienia niepodległości II Rzeczypospolitej. Mowa wcale nie o różnicy w mentalności Polaków i Rosjan, a o budowaniu godnych, dobrosąsiedzkich stosunków, które możliwe jest tylko na podstawie pełnej prawdy.

Dopiero po katastrofie smoleńskiej Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej zaznaczył: „Nie sposób sobie wyobrazić, jak tragicznie musi brzmieć dla Polaków słowo „Katyń”. I muszę powiedzieć, że wszędzie w Europie widzę niespotykaną falę współczucia. Polacy, jesteśmy z Wami!”. To zdanie zamieszczone zostało na okładce prezentowanej książki śp. Andrzeja Przewoźnika.

Nici fałszu i kłamstw wokół zbrodni katyńskiej, które przez długie lata rozplątywał Przewoźnik, pozwalają stwierdzić, że prawda o Katyniu jest odzwierciadleniem sumienia i moralności ludzkiej, niezależnie od miejsca zamieszkania, narodowości czy zajmowanego stanowiska, a nawet od więzi rodzinnych. Świadczy o tym wiele przywołanych faktów o stosunku do tej zbrodni różnych ludzi w ciągu prawie 50 lat jej utajnienia i zacierania śladów, co niestety trwa nadal w tzw. akcji „anty-Katyń”.

O ile Winston Churchill zachwycał się bezwzględnością Stalina i nawet próbował tłumaczyć to gen. Władysławowi Sikorskiemu, to Winston S. Churchill, wnuk brytyjskiego premiera, wraz z innymi politykami, domagał się od władz działań w sprawie ujawnienia prawdy o zbrodni katyńskiej, a także wyjaśnienia dwuznacznej polityki rządu brytyjskiego w tej kwestii.

Do historii na pewno wejdą też członkowie tzw. komisji Raya Maddena, powołanej w 1951 r. przez Izbę Reprezentantów Kongresu USA, która przez kilka miesięcy prowadziła własne śledztwo w tej sprawie. Zaznaczyć trzeba też dobrą wolę pierwszych osób b. ZSRS i Rosji, w tym Michaiła Gorbaczowa i Borysa Jelcyna, dla których odtajnienie dokumentów o Katyniu było wyrazem pragnienia ustanowienia w Rosji demokracji, a także władz lokalnych, przychylnych zmianom nazw miast Kalinin i Woroszyłowograd na Twer i Ługańsk.

Dla wyjaśnienia wszystkich okoliczności zbrodni katyńskiej brakuje dokumentów zebranych w toku rosyjskiego śledztwa, na które strona polska zgodziła się na początku lat 90. Rosyjskie śledztwo zakończyło się 21 września 2004 r. Spośród zebranych przez Główną Prokuraturę Wojskową Federacji Rosyjskiej 183 tomów akt tylko 67 nie zostało utajnionych, z którymi Polakom pozwolono zapoznać się (bez kopiowania) w 2005 r.

Oczekiwanie, że Rosjanie wszystko uczciwie wyjaśnią nie znalazło pokrycia w faktach. Śledczy IPN prowadzący polskie śledztwo, stracili czas i okazję, aby przesłuchać i postawić zarzuty żyjącym jeszcze wówczas bezpośrednim uczestnikom zbrodni. Ponadto w 2005 r. ogłoszono, że w 2004 r.(!) umorzone zostało rosyjskie śledztwo z powodu uznania zbrodni katyńskiej za „zbrodnię pospolitą” i jako taką uległą przedawnieniu. Uzasadnienie umorzenia również utajniono… Taki stan rzeczy trwał do 10 kwietnia 2010 r.

Są różne oceny przemówienia premiera Federacji Rosyjskiej Władimira Putina w Katyniu 7 kwietnia 2010 r., zamieszczone w epilogu książki Przewoźnika. Można też zwrócić uwagę na komentarz Putina w tym dniu na konferencji prasowej. To, że część akt dotąd pozostaje utajniona tłumaczył „względami humanitarnymi” – gdyż wciąż żyją potomkowie osób, które dokonywały tej zbrodni. Trudno uwierzyć w szczerość tych słów, bo w przedstawionej książce Andrzeja Przewoźnika wymieniono dziesiątki nazwisk znanych wcześniej zbrodniarzy.

Na sumieniu władz rosyjskich pozostanie również „brak życzliwości” wobec wspólnych uroczystości 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej 10 kwietnia 2010 r. i odpowiednio nienależne techniczne zabezpieczenie lądowania Tu-154 w Smoleńsku z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim, stojącym na czele polskiej delegacji państwowej. Nie miejsce tu obecnie na wyliczanie współczesnych możliwości technicznych.

Pozostaje przypomnieć, że śp. Andrzej Przewoźnik nie należał do żadnej partii politycznej. Był jednak zdania, że sprawy zbrodni katyńskiej nie można zostawić jedynie historykom. Uważał, że oprócz historii, to także szereg trudnych problemów, jak choćby moralna, ale i prawna ocena zbrodni katyńskiej, w tym kwestia rehabilitacji ofiar.

PS
Mieliśmy zawsze dobrych przywódców duchowych, jak np. ks. Piotra Skargę, Jana Pawła II czy kardynała Stefana Wyszyńskiego. Możemy więc, według bogactwa ich wskazówek, wybierać drogę własnej moralności.

Za ostatni polski gest dobrej woli wobec narodu rosyjskiego, można uważać umożliwienie ruchu bezwizowego na granicy polsko-rosyjskiej. W ten sposób otworzono „okno ku Europie” mieszkańcom obwodu kaliningradzkiego i Kaliningradu. Tak teraz nazywa się dawny Królewiec, nazwę którego zmieniono w 1946 r. ku czci Michaiła Kalinina, jednego z towarzyszy Stalina, teraz już dobrze znanego z uchwały mordu w Katyniu…

Aleksander Niewiński

Jeszcze rosną drzewa, które to widziały…

Symbol mordu i kłamstwa

Ślad Katynia w Krzywym Rogu

Podolski Katyń

Mord w Zborowie

X