O Ukrainie za mało się mówi i za mało wie

O Ukrainie za mało się mówi i za mało wie

Z PAWŁEM KOWALEM, przewodniczącym misji obserwacyjnej Parlamentu Europejskiego na Ukrainie, posłem do PE, rozmawiał WOJCIECH JANKOWSKI.

Ostatnio mieliśmy gorący okres wyborów na Ukrainie. Był Pan tam w roli przewodniczącego misji obserwacyjnej Parlamentu Europejskiego. Pana nazwisko często jest wymieniane w kontekście wydarzeń na Ukrainie.
Uważam, że w Polsce za mało mówi się i za mało się wie o Ukrainie. Jest to nasz ważny i duży sąsiad. Zwykło się narzekać, że komentatorzy i politycy nie przywiązują wagi do tego co się dzieje na Wschodzie. Ale kiedy przychodzą wybory to jest wzmożenie zainteresowania tym krajem.

Jak ocenia pan te wybory?
Czekam na ostateczne wyniki, na podliczenie wszystkich głosów w okręgach jednomandatowych. Niestety w kilku ono się przedłuża. W kilku okręgach są konflikty pomiędzy członkami komisji i nie mogą dojść do porozumienia w liczeniu głosów i przesłania protokołów. W moim przekonaniu, jeżeli będzie to trwało do poniedziałku, to może rzutować na ocenę całych wyborów.

Wiadomości, które docierają z różnych miejsc są całkowicie, delikatnie mówiąc, nie krzepiące. Dziś znalazłem informacje w Internecie, że w miejscowości Malin w województwie Żytomierskim wydano kart 96 tys., a przy liczeniu okazało się, że jest ich 98 tys.
Myślę, że błędów w procesie wyborczym jest wiele. Odróżniałbym błędy, które zdarzają sie w krajach demokratycznych, od tych, które są próbą zmiany wyników wyborów. Myślę, że powinniśmy stosować dla Ukrainy takie kryteria, jakie stosujemy dla siebie i dla innych państw Europy Środkowej. W każdym kraju z wyborami są jakieś problemy. Problem z ukraińskimi wyborami polega na tym, że była szalenie jednostronna kampania wyborcza, która obniżała szanse opozycji i że proces liczenia głosów przeciąga się już kilka dni po wyborach. Chociaż około 99% głosów jest zliczone, to pozostaje jakaś część głosów, z którymi nie możemy dojść końca. Mówiłem o tym w rozmowie telefonicznej z władzami Ukrainy, że nie jest to dobra zabawa. Skończyć się to może tym, że osoby mniej zorientowane mogą odnieść wrażenie, że głosów na Ukrainie w ogóle nie można się doliczyć. To nie jest prawdą. Musi być jednak mechanizm wpływania przez CKW i OKW na punkty głosowań, żeby te głosy sumować sprawnie.

Mówi pan poseł, że to nie jest prawdą, że nie mogą się tam doliczyć głosów. Co się tak na prawdę dzieje, że przeciąga się proces podliczania głosów?
Na Ukrainie rok temu wprowadzono zasadę, że połowę składu Rady Najwyższej obiera się w okręgach jednomandatowych. Ta część wyborów jest najtrudniejsza do podliczenia. Jest to paradoksalne, ale dlaczego tak jest? W tych okręgach wystartowało wielu lokalnych biznesmenów, wpływowych polityków, którzy zainwestowali bardzo dużo w kampanię wyborczą. Jedną z wad ukraińskich wyborów są słabe regulacje dotyczące finansowania kampanii. Oni, praktycznie bez ograniczeń, wsypali w kampanię ogromne pieniądze i teraz chcą wygrać. Mają swoich ludzi w komisjach, bo na Ukrainie komisje składają się de facto z przedstawicieli partii politycznych i to się bardzo wyraźnie odzwierciedla. Teraz oni czekają na taki moment, żeby, na przykład, nie dopuścić do wyboru przeciwnika. W ten sposób któryś z kandydatów, mając swoich ludzi w komisji, nie dopuszcza do przesłania protokołu. Sytuacja byłaby śmieszna, gdyby nie była straszna, bo nie można ostatecznie policzyć głosów na poziomie okręgu i nie można zsumować wszystkich głosów. No a obserwatorzy, chociaż jest to kilka incydentów w skali kraju, nie mogą być pobłażliwi i muszą powiedzieć, ze coś jest nie tak.

Jest to kilka incydentów w skali kraju?
Tak. Dokładnie chodzi o osiem obwodów, w których głosowano. Osiem okręgów jednomandatowych, w których większość głosów jest zliczona. Pozostała ta minimalna część, która nie pozwala zamknąć rachunku. Więc faktycznie wygląda to w ten sposób. Natomiast, jeżeli chodzi o generalny wynik wyborów, to uważam, że trzeba być bardzo ostrożnym z takimi próbami kwestionowania tego wyniku. On odpowiada exit pollom, on odpowiada badaniom opinii publicznej przeprowadzonym przed wyborami i odpowiada też alternatywnemu podliczaniu głosów przez organizacje pozarządowe „Opora” i „Komitet wyborców Ukrainy”. Nie ma powodów tych wyników kwestionować.

Dwie nowe partie poważnie zaistniały po tych wyborach. Mówię o partii „Swoboda” i partii „Udar” Witalija Kłyczko. Czy będą miały realny wpływ na sytuację polityczna na Ukrainie?
Niektórzy uważają, że jest to sytuacja przejściowa. Ja osobiście jestem zdania, że spór pomiędzy zjednoczoną opozycja, partią „Bat’kiwszczyna”, ludźmi Tymoszenko a Partią Regionów znużył wyborców nie tylko na zachodzie, ale i w centrum kraju. To właśnie oni dali przyzwolenie na wejście tych dwóch partii. Co do partii „Swoboda” to nie jest to nowa partia. Istnieje ona już około 20 lat na zachodzie Ukrainy. Osiągała sukcesy w wyborach samorządowych. Bywało z nią lepiej lub gorzej, ale jak dotąd tylko na poziomie samorządowym.

X