O rodzinie Szpaczyńskich – ciąg dalszy

O rodzinie Szpaczyńskich – ciąg dalszy

Niedawno do Konsulatu RP we Lwowie zostały przekazane dokumenty Kazimierza Szpaczyńskiego. Wynikało z nich, że Szpaczyński przed wojną był komendantem Lwowskiej Straży Pożarnej. Jego nazwisko figuruje na tzw. ukraińskiej liście katyńskiej. Zamieściliśmy apel do osób, które znały komendanta, bądź rodziny, która chciałaby odebrać dokumenty. Aż tu nagle…

…w redakcji zadzwonił telefon. Wiadomość była niespodziewana: „Znałam rodzinę Kazimierza Szpaczyńskiego” – powiedziała nam nasza stała czytelniczka pani Bogusława Czerny. Na drugi dzień rano jestem u pani Bogusławy i wysłuchuję opowieści o zawiłych losach ludzkich i tragediach, które przypadły tym ludziom w udziale.

– Znałam doskonale pana Kazimierza i jego rodzinę, – kontynuuje pani Bogusława. – Nasze rodziny były zaprzyjaźnione i odwiedzaliśmy się nawzajem. To znaczy, nie tyle ja, tylko moi rodzice odwiedzali państwa Szpaczyńskich w ich mieszkaniu w gmachu dyrekcji Straży Pożarnej. Pan Kazimierz miał żonę Józefę, którą wszyscy nazywali Zunią (była aktorką), i dwoje dzieci – Zbyszka i Zosię. Dzieci Szpaczyńskich były co najmniej o 5 lat ode mnie starsze i nie bardzo wtedy chciały się ze mną bawić. Osobiście w mieszkaniu na Podwalu byłam chyba ze dwa razy przy okazji jakichś uroczystości rodzinnych czy świąt. Właściwie to nie wiem, jak nasi rodzice się poznali, ale przypuszczam, że może były to kontakty z klubów oficerskich, bo mój ojciec też był oficerem.

Gdy wybuchła wojna, ojciec zakazywał nam z mamą wychodzenia na ulicę, starał sie wszystko załatwiać sam. Aż do jego aresztu w styczniu 1940 roku. Później musiałyśmy radzić sobie same. W kwietniu 1940 wywieziono nas z mamą do Kazachstanu. Ale nie będę tu opisywać swoich losów – wrócę do Szpaczyńskiech. Jakoś w 1943, czy 44 roku, gdy byłyśmy z mamą w Siemipałatyńsku na ulicy spotkaliśmy… panią Zunię z Zosią. Jak wiele było radości. Rzuciliśmy sobie w ramiona i witaliśmy się jak rodzina. Jak miło było po tylu latach zobaczyć kogoś znajomego. Potem opowieściom, łzom i uściskom nie było końca.

Z tego co zapamiętałam nie bardzo wiem jak i kiedy został aresztowany pan Kazimierz. Nie wiem czy była o tym mowa. Obie panie Szpaczyńskie, panią Zunię i jej córkę Zosię z mężem, Michałowskim, wywieziono do Kazachstanu. Tu w Siemipałatyńsku urodziła się córeczka Ania. Jej mąż poszedł do Armii Andersa, a po wojnie osiadł w Anglii. Natomiast pani Zunia z córką i wnuczką wyjechały do Polski, gdy tylko nadarzyła się taka okazja. Osiadły w Opolu. Do Polski wyjechała też moja mama. Ale ją skierowano pod Szczecin, ale tam jej się nie podobało i wyjechała do Iwonicza. Tu dostała pracę jako administratorka w sanatorium, służbowy pokoik i stołowała się w sanatorium. Tu znów spotkała się z panią Zunią w sanatorium Exelsior. Przyjechała tu na skierowanie ze SPATIFU – stowarzyszenia aktorów polskich. O, tu mam zdjęcia z tego spotkania. W taki sposób moja mama i pani Szpaczyńska były w kontakcie. Pani Zunia często jeździła do sanatorium do Iwonicza. Wiem, że odszukał rodzinę mąż Zosi. I zapraszał do siebie córkę Anię. Jeździła do Anglii kilka razy. Wyszła za mąż i z mężem wyjechała do Ameryki Południowej. To kolejne zdjęcie jest z wizyty pani Zuni u córki. Mąż był lekarzem, a to zdjęcie zrobiono na terenie przychodni.

X